Felietony 22 lis 16:00 | Redaktor

Pamiętam, jak pojawił się fenomen Andrzeja Leppera. Chyba wtedy, kiedy polskie służby w świetle kamer zgarnęły go na czeskiej granicy, przezornie odzianego w koszulkę z białym orłem, napisałem swój pierwszy tekst o antysystemowcach.

     

Marcin  Masny

publicysta, tłumacz i poeta,

współpracował m. in. z „Gazetą Bankową” i tygodnikiem „Niedziela”

Chyba się nigdzie nie ukazał, a Internet był jeszcze w powijakach. Wówczas o „siłach antysystemowych” mało kto mówił. Demiurgowie opinii publicznej znacząco pukali się w czoło, gdy była mowa o lądowaniu Talibów na Mazurach. A oni – owszem – lądowali. Establishment szydził z tych, którzy mówili, że mamy złodziejską i absurdalną architekturę finansową. Ale zaraz potem, w roku 2001 po raz pierwszy załamała się ona w skali światowej, a Polskę dotknęło masowe bezrobocie. Wtedy – bojąc się rewolty – mafia rządząca wypchnęła miliony młodych na emigrację. Śmiano się ze mnie, kiedy proponowałem wprowadzenie obywatelskiego sądownictwa – ław przysięgłych i sądów pokoju. Od dwóch albo trzech lat zmuszeni są o tym mówić serio (choć z dygotem) rozmaici ministrowie i inni dygnitarze systemu. 

Czy ten „system” – to właśnie establishment, dygnitarze, jakiś układ PiS-u i Platformy? Jakiś spisek nadzwyczajnej kasty sędziów? Trochę tak jest. Marsz Niepodległości jaskrawo unaocznił współdziałanie rządzącej partii z totalną opozycją. To jest jeden gang, tyle że skłócony wewnętrznie. Partia rządząca zamienia w sądach prezesów opornych na prezesów uległych. Ale kasta sędziowska pozostaje nienaruszona. W pewnym sensie zatem „systemem” jest właśnie ten establishment, który dobiera sobie kolejnych młodych w miejsce starych, ale ta kooptacja nie zmienia istoty ani charakteru rządzącej nami mafii. Tylko że żrąca się w środku mafia ze swoimi liderami, postępowymi Europejczykami Tuskiem, Kaczyńskim i spółką, jest tylko lokalną filią systemu, który w istocie opanował cały glob. I dlatego żadne „antysystemowe” zmiany w Polsce nie są możliwe, dopóki nie skruszeje gmach „systemu” w skali świata. To na pewno jest pocieszenie dla panów Dudy, Morawieckiego, Schetyny czy Glapińskiego. Mniej pocieszające jest dla nich, że zapewne nikt z nich nie przetrwa wstrząsu na skalę europejską lub światową, na przykład kryzysu zadłużenia państw, kryzysu zadłużenia firm albo rozsypki Unii Europejskiej. Zapalników światowego kryzysu jest więcej. Zresztą tli się on od dziesięciu lub jedenastu lat, a prezydentura Trumpa i jego konflikt z amerykańskim establishmentem finansowym sprawia, że powrotu do wszechwładzy „systemu” już nie będzie. 

Istnieją w Polsce środowiska polityczne, które same siebie plasują w „antysystemie”. Należy do nich Paweł Kukiz z resztką swojej zbieraniny poselskiej. O ile pijackie komunikaty na Twitterze potwierdziły jego nieokiełznany charakter, o tyle zachowania przed Marszem Niepodległości dowodzą, że jest człowiekiem „systemu”. Gdy prezydent z premierem usiłowali przejąć obywatelski Marsz, Kukiz zaczął się wpraszać na imprezę partii rządzącej. Zdumiewa mnie, że ludzie z klasą, rozsądni i oblatani, wciąż trzymają się tego chaotycznego egotyka skierowanego do rozładowania nastrojów antysystemowych. Przecież marka „Kukiz” w wyborach samorządowych okazała się obciążeniem dla kandydujących! W Bydgoszczy o prezydenturę ubiegało się dwóch mądrych, starych wolnościowców. Lepszy wynik uzyskał ten, który nie kojarzy się z „królem chaosu”, jak Kukiza nazwał dwa lata temu jego kolega. 

Żyjąc w matriksie oczywiście nie wiemy, że jest to matriks, ani nie wiemy, że coś istnieje poza matrkisem. „System” – to słowo znane starszym Polakom, a zwłaszcza poddanym dawnego ZSRR. To trwożny skrót od nazwy„System poprawczych obozów pracy”. System – to drut kolczasty i niewola. System, w którym żyjemy, jest komfortowy, ale też jest niewolą. Opisuję go w tej rubryce od niemal dwóch lat. Narzędziami systemu są przede wszystkim ideologia postępu i oprocentowany dług ciążący nad nami wszystkimi. Na drugim planie władcy świata umieścili narzędzia awaryjne: inwigilację, wojsko i przymus fizyczny. Więźniowie nie obalają systemu. Ale systemy upadają same. 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor