Felietony 30 sie 15:23 | Redaktor

Największy, obok Friedricha Dürrenmatta, szwajcarski pisarz XX wieku Max Frisch zajmował się w swoich utworach głównie problemem tożsamości człowieka. Czy można przeżyć życie na nowo, pisząc sobie „lepszą” biografię?

 

Jarosław Jakubowski

dramaturg, poeta, dziennikarz

Temat ten pojawia się w powieściach Szwajcara takich, jak „Homo Faber”, „Stiller” czy „Powiedzmy Gantenbein”, ale również w sztukach teatralnych. Najciekawszą z nich jest pod tym względem „Biografie: Ein Spiel”, przetłumaczona niedawno i wydana w edycji dramatów zebranych Frischa jako „Gra w życie” przez Agencję Dramatu i Teatru.

Bohater sztuki, profesor Kürmann, stojąc u kresu życia, postanawia jeszcze raz wyreżyserować swój życiorys, korygując go tak, aby zmazać błędy, jakie w swoim mniemaniu popełnił. Pomaga mu w tym postać nazwana Prowadzącym oraz dwoje Asystentów, którzy inscenizują kolejne epizody z życia profesora. Bohater zastanawia się, czy mógł na przykład nie poślubić Antoinette, z którą spędził kilka lat, zanim ta odeszła do innego mężczyzny. Cały dramat sprowadza się do konkluzji, że cokolwiek byśmy nie zrobili, jakkolwiek byśmy się nie wysilali, nie uciekniemy od samych siebie, bo to w nas tkwi przyczyna takich, a nie innych wyborów życiowych.

Bardzo charakterystyczna jest postać Stillera, tytułowego bohatera jednej z części trylogii Frischa. Ów pogubiony w życiu człowiek, niespełniony artysta i niezrealizowany bojownik wojny domowej w Hiszpanii, postanawia pewnego dnia po prostu zniknąć. „Nie jestem Stillerem!” – zapewnia do upadłego, gdy po powrocie do ojczyzny zostaje postawiony w stan oskarżenia o podawanie się za inną osobę. „Dzisiaj znowu okazuje się bardzo jasno: zawody w naszym życiu nie dadzą się pogrzebać, odkąd próbuję to zrobić, zawodzę ustawicznie. Nie ma ucieczki. Najkłopotliwsze jest to, że inni uważają za rzecz zrozumiałą samo przez się, że nie mogę wykazać się innym życiem, i przez to uznają za moje życie to, co biorę na siebie. Ale to nigdy nie było moim życiem!” – to tylko jedna z wielu tyrad „Nie-Stillera” w obronie prawa wyboru tego, kim się jest. Walka to od początku skazana na porażkę i ostatecznie bohater godzi się na bycie Stillerem. Co ciekawe, u większości bohaterów Frischa czynnikiem decydującym o ich samopoznaniu jest kobieta. To ona, choć nie bez licznych przeszkód, wywołuje u mężczyzny afirmację siebie, pozwalając odnaleźć wolność.

Człowiek współczesny nie akceptuje tego, kim jest. Chce być kimś innym. Chce zmienić swoje życie. Często słychać historie o tym, jak ktoś postanowił „rzucić wszystko” i zdecydowanie zaprzeczyć temu, kim był dotąd. Ta ucieczka od bycia tym, kim się jest do jakiegoś „innego” w sobie, ma, owszem, posmak przygody, niekiedy zawiera akcenty iluminacyjne i gdyby przyjrzeć się jakiejkolwiek sztuce narracyjnej, to owa ucieczka jest tematem zasadniczym.

Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że brak samoakceptacji stał się motorem napędowym całych gałęzi usług i sposobem na życie dla rzeszy specjalistów, począwszy od autorów poradników „lepszego życia”, przez dietetyków, trenerów personalnych, „coachów”, psychologów, na chirurgach plastycznych skończywszy. Literatura ma nad tymi dziedzinami tę przewagę, że niczego człowiekowi nie wmawia, do niczego nie namawia ani do niczego nie skłania. Po prostu w sposób jak najbardziej dojmujący opowiada o człowieku, pozwalając mu błądzić, popadać w szaleństwo, zaprzeczać własnej tożsamości, kochać, nienawidzić, zdradzać, być zdradzanym, przechodzić wszystkie poziomy cierpienia, a potem znowu wracać „do siebie”. Gdziekolwiek to jest.

 Jarosław Jakubowski

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor