Historia 23 wrz 19:12 | Redaktor
Halewski – ubecka bestia

fot. Materiały IPN

Do bezpieki wstąpił, mając zaledwie 26 lat. Pomimo że służył w jej szeregach tylko trzy lata, przez wiele osób został zapamiętany jako krwawa bestia.

Podczas wprowadzania w Polsce komunizmu stosowano brutale metody. Przodowała tutaj bezpieka, której przedstawiciele mają na sumieniu wiele osób, bezprawnie więzionych, torturowanych, okaleczanych i zabijanych w bestialski sposób. Również w Bydgoszczy w bezpiece pracowało wielu zwyrodnialców. Bolesław Halewski był jednym z najbardziej gorliwych.

Bolesław Halewski urodził się 25 czerwca 1919 r. w Warszawie w rodzinie znanego żydowskiego lekarza Józefa Hellera. Był jedynakiem, więc cała uwaga rodziców skupiała się wyłącznie na nim. W latach 1928–1936 rodzice posyłali go do prywatnego gimnazjum dla młodzieży żydowskiej „Spójnia”. Od młodych lat Halewski sympatyzował z radykalną lewicą. Mając 15 lat, wstąpił do Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej, od 1936 r. był nawet sekretarzem jego komórki szkolnej. Później obracał się w kręgach komunizującej młodzieży. Po maturze podjął studia w Wyższej Szkole Nauk Politycznych, których jednak nie ukończył. Na przeszkodzie stanął wybuch wojny.

W cieniu wojny


Po wybuchu wojny wyruszył w podróż na wschód, aby po kilku tygodniach znaleźć się na ziemiach zajętych przez Sowietów. Osiadł w Wołkowysku, gdzie po pobieżnym przyuczeniu do zawodu został nauczycielem historii i języka niemieckiego w tamtejszej Szkole Niepełnośredniej. Co ciekawe, w wypełnianych po wojnie dokumentach, podając znajomość języków obcych napisał, że język niemiecki zna słabo. Widać w sowieckich szkołach umiejętność taka była wystarczająca do tego, by być nauczycielem.


Po ataku Niemców na ZSRS uciekł do Kirgiskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej w Azji Środkowej. W maju 1942 r. osiadł w miejscowości Dżalalabad, gdzie otrzymał pracę robotnika budowlanego. Po pewnym czasie przeniósł się do miejscowości Andižanas w Uzbeckiej Socjalistycznej Republice Sowieckiej, gdzie z kolei zatrudniony był już jako pracownik umysłowy.

Służba dla Sowietów


Gdy tylko dowiedział się o powstaniu w ZSRS ludowego Wojska Polskiego, postanowił wstąpić w jego szeregi, co nastąpiło w czerwcu 1944 roku. Od razu wyczuł koniunkturę i już w listopadzie 1944 r. wstąpił do PPR. Gorliwe okazywanie wierności Sowietom szybko zaowocowało. Już w styczniu 1945 r. przekazano go do dyspozycji Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i wysłano na szkolenie do Centralnej Szkoły MBP w Lublinie. Trwało ono raptem tydzień, a po tym czasie uznano, że ma wystarczającą wiedzę, aby być oficerem śledczym.


26 stycznia 1945 r. wraz z grupą innych funkcjonariuszy UB wysłano go na Pomorze, aby instalowali nowe władze. Główną siedzibę bezpieki utworzono w Bydgoszczy. Wśród innych przedstawicieli bezpieki wyróżniał się dwiema cechami. Był wśród nich jedną z najbardziej wykształconych osób, bowiem zdał maturę i był na studiach. Dzięki temu powierzano mu funkcje kierownicze w różnych wydziałach UB. Odpowiadał m.in. za zwalczanie podziemia niepodległościowego.


Druga cecha, która go wyróżniała, to sadyzm, który okazywał wobec przesłuchiwanych przez siebie osób. W różnych relacji dowiedzieć się możemy o jego dokonaniach w tym zakresie. Zasłużony konspirator z czasów wojny, Edward Forycki, wspominał: „W czasie okupacji hitlerowskiej siedziałem około miesiąca czasu w kazamatach gestapo i mogę powiedzieć, że Halewski bił mnie o wiele bardziej sadystycznie, aniżeli gestapowcy. On się po prostu przy tym wyżywał”.


W swojej brutalności Halewski posuwał się do ostateczności. W czasie śledztwa znęcał się nad zatrzymanymi, stosując wobec nich różnego rodzaju tortury. Czymś normalnym w jego wykonaniu było bicie i kopanie po całym ciele, przypalanie papierosem, podwieszanie po sufitem za ręce lub nogi, wlewanie do gardła i nosa wody lub benzyny, bicie kablem, wyrywanie paznokci lub wbijanie pod nie różnych przedmiotów.


O szczęściu mówić mogą ci, którzy przeżyli, chociaż często opłacili to zdrowiem i później długo dochodzili do siebie. Niektórzy takiego szczęścia jednak nie mieli. Wspomnieć można chociażby o Leszku Białym, zakatowanym na śmierć w siedzibie UB przy ul. Markwarta w Bydgoszczy. Jego zwłoki wrzucono do dołu na podwórzu i zakopano. Spoczął w jednym dole z wysłannikiem gen. Okulickiego, który został razem z nim aresztowany. Podobnie postąpiono z ks. Wacławem Pacewiczem, którego zakatowano w siedzibie UB. Dla zatarcia śladów zwłoki poćwiartowano, a później wywieziono i wrzucono do Brdy. Tak samo traktowano inne osoby. We wszystkich tych zbrodniach brał udział Halewski. Jemu przypisuje się również strzelanie do ludzi podczas manifestacji 1 maja 1945 r. w Bydgoszczy. W efekcie zginęło dwóch harcerzy.

Ofiara chciwości


Szef WUBP w Bydgoszczy, kpt. Hipolit Duliasz, w następujący sposób charakteryzował Halewskiego pod koniec 1945 roku: „Inteligentny, z pracy wywiązuje się dobrze, posiada autorytet u podwładnych, politycznie dobrze uświadomiony. W niektórych sprawach bywa subiektywny, gorączkuje się, przez co zajmuje nieraz ultraskrajne stanowisko, chorobliwie ambitny, wywyższając się, często krzywdzi tym innych pracowników, lecz mimo wszystko daje się wychować”.


Pozytywne oceny przełożonych skutkowały kolejnymi awansami. Jesienią 1946 r. delegowany został do nadzorowania więziennictwa, najpierw w Łodzi, później w Bydgoszczy. Nowe stanowisko sprzyjało nadużyciom. Halewski przyjmował łapówki, ale co najważniejsze, nie chciał się nimi dzielić ze zwierzchnikami. Wobec tego wytoczono przeciw niemu akt oskarżenia i postawiono przed sądem. 31 lipca 1948 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Łodzi skazał go na 4 lata pozbawienia wolności. Wyszedł po dwóch latach. Wyrok odsiadywał w Barczewie, później w Iławie.

Poza resortem


Po wyjściu na wolność, wrócił do Bydgoszczy, gdzie przy ul. Dworcowej cały czas mieszkały jego żona i córka. Początkowo pracował w „Orbisie”, ale już niedługo przeniósł się do Wojewódzkiej Bazy Zaopatrzenia Spółdzielni Pracy w Bydgoszczy. Pomimo niedawnego pobytu w więzieniu za przestępstwa kryminalne związane z nadużyciami gospodarczymi, otrzymał tam posadę kierownika.
Po kilku latach sielankowego życia dopadły go jednak demony przeszłości. W 1957 r. rodzina Leszka Białego doprowadziła do ekshumacji jego zwłok, wobec czego prokuratura rozpoczęła śledztwo w sprawie jego śmierci. Przerażony Halewski przypomniał sobie o swoich żydowskich korzeniach i podjął starania o wyjazd do Izraela. Działania te zostały jednak zablokowane. Halewski trafił do aresztu. Bronił się przed śledczymi, twierdząc, że jest to zemsta osób, które kiedyś aresztował. Twierdził, że oskarżenie to jest działaniem politycznym, później dodawał jeszcze, że motywowanym antysemityzmem.

Beztroskie życie


Na szczęście dla Halewskiego śledztwo umorzono, w związku z czym nie trafił on ponownie do więzienia. Nie chcąc jednak przebywać na terenie, gdzie wszyscy znali jego przeszłość, postanowił się przeprowadzić. Pod koniec lat pięćdziesiątych wyjechał na Dolny Śląsk. Początkowo mieszkał w Szczawnie Zdroju, później we Wrocławiu. Prowadził tam z żoną zakład rzemieślniczy. W połowie lat siedemdziesiątych był już rencistą. W 1979 r. przeprowadził się do Warszawy, gdzie zajął się pilotowaniem wycieczek zagranicznych. Dzięki temu zwiedził wiele krajów i zarobił sporo pieniędzy. Wyjeżdżał m.in. do Izraela, Jugosławii, Czechosłowacji, Bułgarii, ZSRR, Danii, Nigerii, Kanady i na Węgry. Mieszkał w domkach jednorodzinnych, miał samochód.


Beztroskie życie zakłócono mu na początku lat dziewięćdziesiątych XX w., gdy ponownie wznowiono śledztwo w sprawie śmierci Leszka Białego. Obawiając się, że tym razem się nie wykpi, ponownie przypomniał sobie o swoich żydowskich korzeniach. W 1992 r. wyjechał na stałe do Izraela. Osiadł w Tel Avivie, gdzie przez nikogo nie niepokojony beztrosko spędził ostatnie lata swojego życia.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor