Religia 8 lut 10:32 | Redaktor
Jedz pączki i nie daj się okraść!

fot. Anna Kopeć

Nie przeprowadzałem badań statystycznych, ale można śmiało powiedzieć, że w amerykańskich filmach akcji policjant zajadający pączki, czyli doughnaty, to norma. Siedzi w radiowozie, czasem z kolegą, a na kokpicie leży pudełko z donatami. Albo wychodzi z baru, wbijając swe białe, amerykańskie, a jakże, zęby w smaczne ciasto.

A tymczasem są to polskie – można śmiało powiedzieć „katolickie” – pączki. Przywędrowały do USA w drugiej połowie XIX wieku, razem z polskimi emigrantami. Polskie gospodynie smażyły je doskonale, zawsze pod koniec karnawału. Zbliżał się Wielki Post, trzeba było zatem oczyścić garnki i inne naczynia z tłuszczu, by jego obecność nie zakłócała postnych praktyk. Stąd nasz tłusty czwartek, który powędrował wraz z Polakami do Ameryki i tam rozrósł się na wszystkie dni roku (zdaje się, że jest tam nawet jakieś Narodowe Święto Pączka).

A my objadamy się pączkami, bo już za kilka dni rozpoczynamy 40-dniowy Wielki Post. W ostatnich latach pojawiły się zalecenia i przekonywania, by Wielki Post przeżywać inaczej, bardziej wewnętrznie niż zewnętrznie (tak to nieraz duszpasterze formułują). Tradycyjne praktyki postne mają być zastąpione przez, w wypadku męża, częstsze rozpakowywanie zmywarki, by ulżyć żonie w obowiązkach domowych, okazywanie życzliwości nielubianym kolegom w pracy czy odwiedzenie wrednej teściowej. To oczywiście są, same w sobie, bardzo cenne praktyki, ze wszech miar pożądane. Nie są jednak praktykami postnymi, mogą być ich skutkiem. Post bowiem ma uśmierzać nasz egoizm i rodzić w sercu prawdziwą „caritas”, czyli gotowość miłowania wszystkich, także tych, którzy okazują nam wrogość.

Praktyki nakazane przez Kościół do lat 60. ubiegłego wieku były surowe, a dlatego były nakazane sub gravi (pod karą grzechu śmiertelnego), że dobrowolnie mało kto zechciałby się ich podjąć. Post ilościowy (jeden posiłek w ciągu dnia do syta i ewentualnie dwa mniejsze, można spożywać mięso) obowiązywał przez cały Wielki Post, z wyjątkiem niedziel. W piątki i soboty poza postem ścisłym obowiązywał także post jakościowy (jeden posiłek dziennie do syta, dopuszczone dwa mniejsze, wszystkie bezmięsne). Post jakościowy obowiązywał także w Środę Popielcową. Dodatkowo podejmowano inne praktyki ascetyczne, nie palono w piecach.

Post miał na celu wydatną pomoc w samodyscyplinowaniu, po to, by „zrobić miejsce” na Bożą łaskę. Post bowiem sprawia, że widzimy naszą niewystarczalność, małość, co w sposób naturalny powoduje, że szukamy oparcia w kimś, kto jest zdolny dać nam moc w dążeniu do celu życia. Zadaniem postu jest też wynagradzanie za nasze grzechy i obrazę Pana Boga.

Papież Benedykt XIV pisał w Non ambigimus (30 maja 1741 roku): „Przestrzeganie Wielkiego Postu stanowi symbol chrześcijańskiej walki. Praktykując uczynki pokutne, udowadniamy, że nie jesteśmy wrogami Krzyża Chrystusowego. Czyniąc pokutę, odwracamy bicze Boskiej sprawiedliwości. Zyskujemy siłę przeciw książętom ciemności, ponieważ zostajemy otoczeni niebiańską pomocą. Jeśliby rodzaj ludzki stał się niedbały w przestrzeganiu Wielkiego Postu, byłoby to ze szkodą dla Boskiej chwały, niesławą dla religii katolickiej i zagrożeniem dla dusz chrześcijańskich. Nikt nie może też wątpić, że takie zaniedbanie stałoby się źródłem niedoli dla świata, publicznej katastrofy i prywatnego nieszczęścia”.

Czasem nie sposób odeprzeć przekonania, że w ostatnich dziesięcioleciach zostaliśmy instytucjonalnie okradzeni z oręża i narzędzi, bez których trudno zmierzać do Nieba i zachowywać potrzebne w tej drodze łaski. Nasze otłuszczone serca trwają w lenistwie, a dusze w smutnym uśpieniu. Na szczęście, mając tego świadomość, możemy zniweczyć złodziejski trud i sami sięgnąć po zabrane rzeczy, by znowu zacząć żyć. Są one naszą własnością, niech będą przez nas używane, a wtedy w świętowaniu Wielkanocy doświadczymy radości, która jest zapowiedzią radości wiecznej.

Arkadiusz Robaczewski

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor