Religia 25 lut 14:16 | Redaktor
W poście chodzi o to, żeby człowieka ukierunkować na sferę ducha

Ksiądz profesor Tadeusz Guz/fot. Tadeusz Furgał

– Przez nieodpowiednie dawkowanie pokarmów i napojów człowiek może nawet sparaliżować działanie duszy i ducha. Odwrotnie, przez odmawianie ich sobie, powodujemy wzrost sił duchowych – mówi ks. prof. dr hab. Tadeusz Guz, filozof z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, w rozmowie z Michałem Jędryką.

Dlaczego człowiek powinien pościć? 

Post jest jedną z najstarszych praktyk moralnych Kościoła. Bo w poście chodzi o to, żeby człowieka ukierunkować na sferę ducha. A sfera ducha to sfera dobra, prawdy, piękna i miłości, a także sprawiedliwości, prawości i cnót, których celem jest zbudować człowieka od strony ducha, co oczywiście ma swoje fundamentalne znaczenie także dla ludzkiego ciała i całego naszego istnienia wraz z powołaniem i życiem zawodowym. 

Co to znaczy „zbudować od strony ducha”? 

To znaczy od strony rozumu, pamięci duchowej, wolnej woli i całej duszy, będącej przecież w naszym człowieczeństwie zasadą życia. Tam, gdzie jest dusza, tam jest żywy człowiek, tam, gdzie jej zabraknie, następuje śmierć ciała aż do Dnia Ostatecznego jako końca historii świata. 

A dlaczego tak bardzo powinniśmy zwracać uwagę na sferę ducha? 

Bo to, jaki duch jest w człowieku, decyduje o całym kształcie jego życia cielesnego, materialnego, zawodowego, kulturalnego, powołaniowego. Właściwie wszystko to, kim jest człowiek, jak myśli, czego chce i do czego dąży, jakie cele sobie stawia, jaki jest sens jego życia, zależy od tego, jak uformowany i wykształcony jest duch człowieka, ponieważ on jest formą ciała oraz formą wszystkich ludzkich myśli, słów, czynów, wszelkich postaw i działań.

Ale przecież człowiek współczesny bardzo chętnie zwróciłby się do sfery duchowej, tylko często nie rozumie, jaki wpływ na ducha może mieć to, że czegoś nie zje, czegoś nie wypije, albo ogólniej, czegoś ma sobie odmówić... 

Człowiek jest bytem duchowo- -cielesnym. Duch człowieka funkcjonuje w ścisłym związku z ciałem. W zrozumieniu tej kwestii pomaga medycyna. Mówi ona, że mózg człowieka jest organem działającym. Jeżeli ten działający organ zostanie przeciążony pokarmami albo napojami, i organizm musi zużyć bardzo wiele energii na trawienie pokarmu i napoju, to praca umysłowa staje się o wiele mniej efektywna, stajemy się senni i spada zdolność koncentracji. Ponadto istnieją takie napoje, czy ogólniej, używki, które zupełnie pozbawiają człowieka świadomości. Tak się dzieje przy nadużyciu alkoholu, przy stosowaniu narkotyków i środków narkotykopodobnych. One tak wpływają na mózg, że świadomość człowieka może być jakby wyprowadzona poza nawias jego istnienia. A więc człowiek, przez nieodpowiednie dawkowanie pokarmów i napojów może nawet sparaliżować działanie duszy i ducha. Odwrotnie, przez ograniczenie ich i odmawianie ich sobie, powodujemy wzrost sił duchowych, co wyraźnie przekłada się na wyniki nie tylko w nauce, pracy, ale także w działalności artystycznej i sportowej. 

Dlaczego? 

Bo mózg w normalnych warunkach jest instrumentem ducha, ale jeżeli zostanie przeciążony, staje się niedyspozycyjny dla aktów naszego ducha, dla aktów naszego rozumu, dla naszej wolnej woli i dla całego naszego życia. Dzisiaj medycyna światowa stosuje kuracje za pomocą bardzo precyzyjnego dawkowania pokarmów i napojów. Ma to związek z klasyczną nauką moralną Kościoła katolickiego, że post jest ze wszech miar korzystny, nawet dla stabilności fizycznej, chemicznej i biologicznej organizmu człowieka. 

Filozofowie starożytni mówili o cnocie umiarkowania, chociaż nie mieli pojęcia o funkcjonowaniu mózgu. 

Wiedziano już wtedy, że taki organ istnieje i że jest bardzo ważny, bo uszkodzenie mózgu prawie zawsze powodowało śmierć, to wiedziano z życiowego doświadczenia. Oczywiście, że nie rozumiano do końca wszystkich jego funkcji. Dzisiaj natomiast, dzięki badaniom takich uczonych jak John Carew Eccles – australijski neurofizjolog, laureat Nagrody Nobla, z którym miałem zaszczyt korespondować, wiemy o mózgu o wiele więcej. A dzisiaj dzięki profesorowi Wiesławowi Nowińskiemu, Polakowi, który w latach dziewięćdziesiątych wyjechał do Singapuru, mamy do dyspozycji komputerowy atlas mózgu, dzięki któremu możemy badać ten organ wielowymiarowo. Posługując się tym atlasem neurochirurdzy przeprowadzają operacje mózgu. Chirurg na jednym monitorze widzi mózg operowanej osoby, a na drugim obrazy z atlasu mózgu prof. Nowińskiego, dzięki czemu może określić bardzo precyzyjnie wymiary operowanych elementów, z dokładnością do mikrometrów i wykonać niesłychanie precyzyjne czynności chirurgiczne. 

Ale idąc tą drogą, wielu współczesnych myślicieli utożsamia mózg z umysłem, rozumem i intelektem, a nawet z duchem. Dzieje się to także w kulturze popularnej i w edukacji. Czy takie utożsamienie jest prawidłowe? 

Jest zupełnie nietrafne. Mózg jest tylko instrumentem naszego ducha. Nie jest natomiast podmiotem działającym w sensie podmiotu duchowego. Jest tylko narzędziem, którym posługuje się duch. Dzięki temu narzędziu może funkcjonować rozum, pamięć i wolna wola, które razem wzięte stanowią naturę osoby ludzkiej jako podmiotu działania. To są główne władze naszego ducha. Mózg zatem spełnia to, co człowiek jako istota cielesno-duchowa, jako podmiot, mu nakaże, używając rozumu i woli. Ale po to, żeby tak i nakaz spełnić, mózg musi być dyspozycyjny. A jest dyspozycyjny wtedy, kiedy nie jest obciążony innymi istotnymi procesami organizmu, takimi jak np. trawienie. 

Czy nie jest to jednak zbyt daleko posunięta hipoteza?

To jest fakt, znany z codziennego doświadczenia! Nawet tutaj, na pielgrzymce w Fatimie, wiele osób zmęczonych intensywnym programem podróży po kilku miejscowościach Portugalii mówiło, że brakuje im sił, żeby przetrawić te treści duchowe, które rozważamy w czasie naszych konferencji, bo oglądanie wielu pięknych miejsc związanych z ogromnym dziedzictwem kulturowym i duchowym Portugalii, wymagało niemałego wysiłku fizycznego. 

Właśnie, rozmawiamy w Portugalii, miejscu objawień fatimskich, w których zawarte też było wezwanie do modlitwy i wyrzeczeń. 

Tak, i to było wezwanie dramatyczne! Objawienia te miały miejsce w bardzo tragicznym kontekście, w czasie I wojny światowej, rewolucja bolszewicka była tuż tuż, rozwijała się ideologia marksizmu- leninizmu, czy pozytywizmu. Spotęgowało się takie nasilenie ataków przeciwko wierze katolickiej, jak nigdy dotąd. I w tym świętym miejscu dzieci otrzymują wezwanie do wyrzeczenia i do ofiarowania swojego cierpienia i swojej modlitwy. To potwierdza, że każde ludzkie wyrzeczenie i każda ofiara ma w oczach Bożych wielką wartość. Objawienia te zostały poprzedzone objawieniami aniołów, a centralnym przesłaniem była zachęta do ofiarowania się za grzeszników i do odmawiania modlitwy różańcowej. 

Ale podczas trzeciego objawienia dzieci otrzymały też wizję piekła, co było obrazem szokującym, który bardzo głęboko przeżyły. 

Mówił Ksiądz Profesor o miejscu świętym, jakim jest Fatima. Ale miejsce to jest jakaś określona lokalizacja w przestrzeni, wydawałoby się, że niemająca żadnego znaczenia poza czysto fizycznym… A jednak Pan Bóg wybiera jakieś miejsca w sposób szczególny? 

To jest bardzo ciekawe zagadnienie. Arystoteles na przykład twierdził, że w przestrzeni nie ma miejsca dla Boga. Jest to jeden z elementów, które bardzo różnił pogańską jednak filozofię Arystotelesa od chrześcijaństwa. Choć z drugiej strony miały one bardzo istotne elementy wspólne. 

Patrząc na świat, zauważamy kategorię, która nazywa się miejscem. Świat jest przestrzenny. Byty materialne, takie jak planety, zwierzęta i rośliny, a również i człowiek, by istnieć, potrzebują przestrzeni. 

A z religijnej perspektywy dostrzegamy, że przestrzeń jest przeznaczona nie tylko do materialnego istnienia, ale jest wypełniona realną obecnością Boga. Kiedy utraciliśmy raj, przestrzeń i kosmos przestały być doskonałe, zostały zranione. Dlatego człowiek religijny prosi Boga, przez pośrednictwo aniołów i świętych, o uświęcenie przestrzeni. Ono dokonuje się między innymi przez to, że niektóre precyzyjnie określone miejsca, zostają w szczególny sposób Panu Bogu poświęcone i przez Niego wybrane. Wprawdzie Pan Bóg ma atrybut wszechobecności, ale nie we wszystkich miejscach jest obecny w ten sam sposób. Na przykład istnieje szczególny sposób obecności Pana Boga, jaki dokonuje się poprzez sakramenty święte. Jest to najdoskonalszy sposób obecności Bożej w świecie doczesnym. 

Innym sposobem takiej obecności są właśnie objawienia prywatne, takie jakie dokonały się w Fatimie, przez pośrednictwo Matki Bożej, albo objawienia samego Jezusa, który na ziemi polskiej ukazał się siostrze Faustynie Kowalskiej. 

Takie miejsca są uświęcone Bożą obecnością i wolno nam nazywać takie miejsca ziemią świętą, tak samo jak nazywamy Ziemią Świętą terytorium, na którym Pan Jezus żył i działał, czyli Jego ziemską ojczyznę z Jerozolimą i okolicami.

Tak samo ta ziemia fatimska, na której Matka Boża kilkakrotnie przebywała, z całą pewnością może być nazwana ziemią świętą. Innym szczególnym sposobem przebywania w pewnych miejscach Matki Najświętszej jest Jej obecność w symbolach i wizerunkach, jakie dane są w znanych sanktuariach. 

Jakie stąd wnioski dla pielgrzyma, który takie miejsca odwiedza? 

Że powinien również uświęcać miejsce i czas, w którym sam przebywa, gdzie żyje, gdzie pracuje, gdzie cierpi i gdzie umiera. Byliśmy w pokoju, gdzie umarł święty Franciszek z Fatimy i z całą pewnością to miejsce zostało uświęcone przez jego śmierć – śmierć piękną, w której oddał swoją duszę Panu Bogu z całą ufnością i wiarą. 

Na koniec chciałbym jeszcze wrócić do punktu wyjścia, czyli do postu. W ostatnich dziesięcioleciach Kościół złagodził swoje wymagania w stosunku do wiernych, jeśli chodzi o szczegółowe praktyki postne. Mamy więc większą wolność i mniejsze wymagania. To lepiej czy gorzej? 

Złagodzenie tej kultury postnej wynika z pewnego kryzysu w wierze. Tak, jak kiedyś w Izraelu, w narodzie wybranym, kiedy stabilność małżeństwa została zachwiana, Mojżesz zezwolił na tak zwany „list rozwodowy” (Pwt 24, 1). Przypominają o tym Żydzi w rozmowie z Panem Jezusem, w ewangelicznej opowieści. Ale Pan odpowiada im, że „od początku tak nie było” (Mt 19, 1–9). Mojżesz popełnił w tym względzie błąd i między innymi dlatego, to nie on wprowadził naród wybrany do Ziemi Obiecanej. Po ludzku biorąc, zabrakło kilku dni, by wprowadził naród wybrany do kraju dlań przeznaczonego. A jednak tak się nie stało. Lud izraelski wprowadził tam jego wierny sługa, Jozue. Bo złagodzenie prawa Bożego nie jest dozwolone Mojżeszowi ani jakiemukolwiek innemu człowiekowi. Jest to bowiem prawo Boga. I nie może być zmienione przez człowieka. 

Oczywiście nie jest moją kompetencją oceniać pasterzy, którzy złagodzili praktyki postne i kulturę postu. Ale mogę przypuszczać, że uczyniono to ze względu na słabnącą wiarę człowieka w naszym narodzie katolickim. Jest to charakterystyczny proces, że jeżeli słabnie wiara, to słabną również ćwiczenia ascetyczne, które mają jej służyć. A trzeba powiedzieć, że takie praktyki ascetyczne, dla naszego zdrowia duchowego, ale i nawet i cielesnego, są bezcennym skarbem. 

Ale jak Ksiądz Profesor przekona do nich człowieka nowoczesnego? 

Pozwolę sobie tutaj na takie proste porównanie sportowe. Trwają właśnie zimowe igrzyska olimpijskie w Korei. Podziwiamy naszych skoczków: Kamila Stocha, Stefana Hulę, Dawida Kubackiego, Macieja Kota czy Piotrka Żyłę. Ci chłopcy na co dzień stosują z żelazną konsekwencją pewną dietę, bo wiedzą, że ich ciężar, ich waga ma znaczenie, a ponadto, że wysiłek trawienny ma ogromny wpływ na jakość ich skoków. Codzienna konsekwencja w ćwiczeniach pozwala osiągnąć sukcesy, to, że wciąż utrzymują się w pierwszej dziesiątce zawodników. Ten wysiłek jest analogiczny do wysiłku duchowego, który człowiek musi ponosić, żeby wznieść się na wyżyny ducha. 

Powstrzymując się od tego, co światowe, używek, miłych spotkań z innymi, a nawet od zwykłego jedzenia, spontanicznie tworzy się przestrzeń do spotkania z Bogiem, z prawdą, dobrem i pięknem. I dlatego również my jako Polacy, jeśli chcemy być narodem sukcesu, to musimy zdawać sobie sprawę, że człowiekiem sukcesu jest człowiek postu! Widzimy to również w świecie finansów, w świecie przemysłu. Jeśli człowiek nie stosowałby żelaznej dyscypliny umiaru, nie osiągnąłby niczego znaczącego ani w biznesie, ani w sztuce, ani w kulturze. Sukces wymaga ascetycznych ćwiczeń i mądrego, umiarkowanego podejścia do rzeczy tego świata, które wprawdzie w swojej istocie są dobre, ale tylko w odpowiedniej porcji dawkowane, służą zdrowiu i życiu każdego człowieka. Te cenne wysiłki, wsparte dodatkowo łaską Bożą, zapewniają każdej osobie ludzkiej maksimum spełnienia się w jej niepowtarzalnym istnieniu i również maksimum szczęścia. Pozwolą człowiekowi być blisko Boga, by osiągnąć w końcu oglądanie Go w wieczności, co jest najwyższym celem ziemskiego postu. 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor