Sport 21 sty 21:29 | Redaktor
Zawody Best of Spider 2018’ w Bydgoszczy [ZDJĘCIA]

fot. Kasia Chrzan

W sobotę, 20 stycznia odbyły się spektakularne zawody boulderowe w bydgoskim Centrum Wspinaczkowym ‘Spider’.

Aby przygotować dobrze takie zawody najpierw odpowiednio doświadczona we wspinaczce ekipa obmyśla tzw. problemy, to znaczy drogi które układa na ścianie dla wspinaczy. Zawodnicy biorący udział w tegorocznych zawodach, a było ich kilkudziesięciu w tym wielu nie tylko z Bydgoszczy ale i z Torunia, Poznania, Gniezna, zgodnie mówili, że drogi były ułożone w bardzo ciekawy sposób. To duża pochwała dla ekipy montującej tzw. baldy. Jak to się robi wyjaśniał dla Tygodnika Bydgoskiego Łukasz Jędras – jeden z projektujących trudności na tegoroczne zawody.

 

Kasia Chrzan: Co to znaczy nakręcić drogi na zawody bulderowe?

Łukasz Jędras: Nie jest to proste zadanie, bo nigdy nie wiadomo kto się zjawi na takich zawodach, czy będą to na przykład słabsi wspinacze, rozpoczynający swoją przygodę ze wspinaniem, czy też mocni zawodnicy, którzy mają już niejedne sportowe sukcesy za sobą.

Całość polega głównie na tym, żeby mając zasób określonych chwytów, z których układamy drogi, ułożyć je tak, aby odzwierciedlały ruchy wspinaczkowe.

Chwyty są zróżnicowane, przeważnie są to chwyty zwane nachwytami, które bardzo dobrze trzymają, ale tez mamy cały zasób chwytów które są słabsze, to znaczy trudniejsze dla wspinacza. Mogą być to np. Chwyty oblaczaste – to są płaskie chwyty, które trzymają tylko przy obciążeniu pełną dłonią, bez dopinania palcami.

K. Ch.: Czym się kierowaliście przy układaniu problemów dla tych zawodów: tym aby zawody były bardziej spektakularne, czy techniczne, albo bardziej siłowe?

Ł. J.: Kierowaliśmy się tym, aby kilka baldów było i spektakularnych, aby same zawody były również spektakularne dla widzów, ale jednocześnie muszą być bouldery typowo wspinaczkowe o problemach odzwierciedlających typowe ruchy wspinaczkowe. Pojawiają się wtedy na przykład słabe chwyty, krawątki, drogi w których wspinacz porusza się w przewieszeniu, etc. Przeważnie buldery widowiskowe są bulderami mało skalnymi.

K. Ch.: Czy wy sami, jako projektanci tych dróg, wszystko pokonujecie?

Ł. J.: Niekoniecznie. Przeważnie testujemy czy ruchy są wykonalne. Wiadomo, często pojawia się wspinacz mocniejszy od nas. My musimy wyczuć czy dany ruch jest po prostu realny do wykonania.

 

Zawody rzeczywiście były bardzo spektakularne, a atmosfera pośród wspinaczy przyjazna. W eliminacjach jedni drugim pomagali w pomysłach na przejście danej drogi, nie czuć było ducha rywalizacji ale przygody we wspólnej pasji. Skupienie zawodników koncentrowało się na pomysłowości zdobywania dróg, słychać było okrzyki radości, gdy komuś udało się zdobyć top i okrzyki motywujące jeden drugich w momentach najtrudniejszych wytrzymałościowo na ścianie. Dobry wspólny czas realizowania wspólnej pasji wielu ludzi, bez względu na osiągnięte już umiejętności, talent, siłę czy chociażby miasto z którego przybyli zawodnicy.. Po prostu Bydgoszcz, Toruń, Poznań… razem i na wesoło.

 

A oto, co o samych zawodach opowiedzieli finaliści, na przykład zwycięzca zawodów Michał Wrzesiński:

K. Ch.: Czy w wielu takich zawodach już brałeś udział i jak się do nich przygotowujesz?

M. W.: Zazwyczaj jest tak, że okres jesienno zimowy i wczesna wiosna, podczas których z powodu pogody nie udaje nam się wspinać w skałach więc trenujemy na sztucznych ścianach, co ma nas przygotować do wspinania w naturze. Natomiast taki czas jest również czasem rozgrywania zawodów. W roku takich zawodów może być więc cztery… pięć… (Wspinam się od dwunastu lat, pochodzę z Gniezna, ostatnio mieszkam i trenuję w Poznaniu.)

K. Ch.: Jak oceniasz te bydgoskie zawody i problemy boulderowe, które właśnie pokonałeś?

M. W.: Było 30 problemów w tych zawodach. Bardzo dobre było to, że trudności były zróżnicowane i zawody były naprawdę dla wszystkich. Czasem bywa tak, że jeździ się na zawody, ale początkujący wspinacze nie mają czego tam szukać, bo wszystko jest zbyt trudne. A tutaj drogi były zróżnicowane, tak że każdy mógł wziąć udział w zawodach. Przypomnijmy, że były kategorie dla kobiet, mężczyzn a także i dla dzieci. Ja sam oceniam wysoko przygotowanie dróg, zarówno pod względem technicznym, na progach, połogach, przewieszeniach.

K. Ch.: Czy trzeba było bardziej myśleć, czy bardziej mieć mięśnie w pokonywaniu dzisiejszych dróg?

M. W.: Dzisiaj była formuła bez flash’y, czyli nie trzeba było się starać zrobić problem w pierwszej próbie w eliminacjach. Dopiero finał jest taki, że mamy 4 minuty na problem, starujemy ze strefy, nie możemy obserwować innych zawodników. Natomiast eliminacje odbywają się w ten sposób, że możemy obserwować siebie nawzajem, a na wszystkie drogi mamy 3 godziny czasu.

 

W tegorocznych zawodach jedynym bydgoszczaninem, który przeszedł do finału był Tomasz Ugorski, z którym również zamieniliśmy kilka zdań nie tylko na temat samych zawodów:

K. Ch.: A tobie Tomku jakie wydały się dzisiejsze zawody?

Tomasz Ugorski: Zawody były bardzo ciekawe. Łukasz Jedras i Stanisław Taranowski bardzo się postarali projektując drogi na te zawody. Baldy były bardzo różnorodne, techniczne i siłowe. Jeśli chodzi o sam finał to baldy były dość atletyczne. Teraz taki jest trend na zawodach, że właśnie takie baldy się układa. Nie jest jak dawniej, gdy bywało dość trywialnie, że były trudne chwyty i tzw. doginanie do pasa, to znaczy gdy się ma bardzo dalekie przechwyty po kiepskich (czyt.: ‘trudnych’ przyp. red.) chwytach. Od razu z dołu widać było, co trzeba zrobić. A teraz trzeba najpierw się bardzo mocno skupić nad tym, jak przejść dany problem i dopiero potem spróbować.

K. Ch.: Czyli sport ten bardzo ewoluuje na przestrzeni lat?

T. U.: Tak. Jeśli chodzi o zawody to się bardzo mocno zmienia.

K. Ch.: Czy na lepsze, czy na gorsze z punktu widzenia wspinacza?

T. U.: To zależy dla jakiego wspinacza. Jeśli wspinacz stawia na wspinanie w skałach, zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi ze starszej generacji, którzy uczyli się wspinać bardziej tradycyjnie, to współczesne propozycje baldów nie przekładają się na skały. Takie zawody bulderowe są wtedy typowo sportowe. Same treningi boulderowe jednak układa się często w ten sposób, aby przekładały się na skały.

K. Ch.: Czy emocje publiczności wyrażane głośnymi okrzykami pomagają ci pokonać problem boulderowy w finale, gdy wszystkie oczy skierowane są na ciebie?

T. U.: W finale dla mnie doping publiczności jest ważny. To dobrze motywuje, choć czasami aż za bardzo, bo niekiedy powoduje, że robię coś na granicy kontuzji, to takie jest podświadome. Publiczność i ten lekki stres, gdy się staje przed finałowym problemem jest pozytywny i motywujący. Całe zawody oceniam jako bardzo ciekawe, choć baldy finałowe moim zdaniem były delikatnie zbyt trudne.

 

Kobiet biorących udział we wczorajszych zawodach było zdecydowanie mniej niż mężczyzn, ale trzeba od razu zauważyć, że te które wzięły udział w zmaganiach wspinaczkowych radziły sobie wspaniale. Kobiecy styl wspinania jest nieco inny niż męski, gdyż ma on w sobie dużo finezji, skupienia i delikatności, mimo że zawodniczki również muszą wykazać się siłą mięśni. A oto wrażenia bydgoskich finalistek z zawodów Best of Spider.

Magda Nyrka (zwyciężczyni zawodów w kategorii kobiet) tak podsumowała spotkanie w Spiderze: Zawody były bardzo ciekawe, zróżnicowane. Wymagały różnorodnych umiejętności. Niektóre drogi zostały ułożone osobno dla kobiet i osobno dla mężczyzn.

Gosia Piskun dodała: Punktacja na takich zawodach polega na tym, że za dojście do bonusa, tzn. do jakiegoś chwytu nie ostatniego na baldzie, tylko gdzieś tam w którymś punkcie drogi otrzymuje się punkt i za dojście do topu otrzymuje się drugi punkt.

Oliwia Popławska: Każdy w eliminacjach zapisuje sobie sam punktacje według własnego sumienia.

Dla mnie osobiście najtrudniejsze były baldy po dużych strukturach, gdzie trzeba było się dobrze ustawić i zbalansować przejście, albo te po niektórych bardzo małych chwytach i stopniach, wymagały wyparcia się, trzeba było na przykład wejść na strukturę wykorzystując tarcie i jednocześnie wyjśc do góry. To było bardzo trudne.

K. Ch.: Co jest najistotniejsze we wspinaczce dziewcząt, technika czy siła?

Gosia: Technika jest bardzo ważna, ale jak ma się siłę, to technikę łatwiej zrealizować. Wszystkiego się siłą nie zrobi więc technika jest bardzo ważna, ale sama technika też nie wystarczy.

Magda: Mi się podoba we wspinaczce to, że samo wspinanie wszechstronnie rozwija. Gdy zaczynałam się wspinać to była jedna wielka porażka, jednak człowiek się bardzo usprawnia na wielu płaszczyznach jednocześnie przez ten sport.

 

Magda i Oliwia wspinają się od 3 lat, Małgosia piąty rok. Wszystkie zostały finalistkami, Magda zajęła miejsce pierwsze. W zawodach brały udział także zawodniczki z innych miast i zajęły wysokie miejsca, prezentowały bardzo wysoki poziom.

 

Na koniec poprosiliśmy kogoś, bez kogo żadne zawody nie mogłyby się odbyć, a mianowicie głównego sędziego Mateusza Spychałę:

K. Ch.: Jak oceniasz te zawody z punktu widzenia sędziego?

Mateusz Spychała: Bardzo sympatycznie. To są takie zawody towarzyskie, bardziej dla wspinania się i sprawdzenia siebie niż wyczynowe. Na nich zawsze jest miła atmosfera. Poziom wspinaczy oceniam bardzo wysoko, zwłaszcza że przyjechała silna ekipa z Poznania, kilka osób bardzo mocnych z Torunia. Szczególnie jeśli chodzi o kategorię mężczyzn. Dziewczyny również świetnie sobie radziły, finalistki były z Bydgoszczy i z Poznania.

 

Przypomnijmy na koniec, że pierwsze miejsce w kategorii kobiet zdobyła Magdalena Nyrka, a w kategorii mężczyzn Michał Wrzesiński. Gratulujemy wszystkim wygranym, finalistom, a także wszystkim uczestnikom, bo naprawdę tu wcale nie chodziło o wygraną, ale o wspólną pasję zdobywcy i przekraczania siebie samego, w czym jeden drugiemu bardzo sobie tu pomagał a z wzajemnych sukcesów wspólnie się cieszono. Atmosfera bydgoskich zawodów Best of Spider godna naśladowania!

Relacjonowała: Kasia Chrzan

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor