Historia 21 paź 09:08 | Krzysztof Osiński
Polska ludowa wobec terroryzmu [RECENZJA KSIĄŻKI]

Dzisiejsze media wiele uwagi poświęcają przeprowadzanym przed muzułmańskich radykałów zamachom terrorystycznym. Terroryzm nie jest jednak zjawiskiem nowym. Zamachy dokonywane są od setek lat, a śmierć niewinnych osób ma służyć do zastraszania rządów i społeczeństw, a poprzez do osiągania określonych celów politycznych, religijnych lub ideologicznych.

Zjawisko to występowało powszechnie również w XX w., zwłaszcza po II wojnie światowej, gdy świat pogrążył się w zimnej wojnie, w trakcie której ścierały się interesy dwóch potężnych bloków. Po jednej stronie stały demokratyczne kraje Zachodu, po drugiej kraje tzw. bloku wschodniego, wynoszące na sztandarach komunizm.

Komunistyczne służby wspierały wówczas wszelkiego rodzaju ruchy radykalne, a ich celem była destabilizacja sytuacji w krajach znienawidzonego Zachodu. Wspierano więc zarówno ugrupowania lewackie, muzułmańskich radykałów z Bliskiego Wschodu, a nawet neofaszystów. Wszyscy byli potrzebni, bo za ich pomocą można było rozwiązywać sprawy, którymi władze nie mogły zająć się oficjalnie. W procederze tym uczestniczyli również przedstawiciele PRL, którzy jednak oficjalnie potępiali tego rodzaju praktyki, a gdy ktoś próbował ujawniać ich postępowanie, z oburzeniem protestowali.

Czesław Kiszczak, zapytany na początku lat 90. o relacje arabskich terrorystów z komunistycznymi władzami PRL, zarzekał się: „Tak, u nas też przebywało wielu terrorystów, w tym słynny Abu Nidal, a myśmy o tym nawet nie wiedzieli […]. Myślę, że jednak najprawdopodobniej chodziło o to, że Polska była dla nich oazą spokoju, gdzie, będąc poszukiwanymi przez wszystkie policje świata, mogli spokojnie pomieszkać i odpocząć przez dwa, trzy miesiące, a być może przy tym i spotkać się z kimś i coś zaplanować […]. Żeby wszystko było jasne: żadnej świadomej współpracy z naszej strony z nimi nie było, a na pewno wtedy, kiedy ja byłem ministrem spraw wewnętrznych”. Podobnie twierdzili również inni przedstawiciele komunistycznego establishmentu. Sławomir Petelicki, twórca jednostki specjalnej „Grom”, a wcześniej funkcjonariusz komunistycznego wywiadu cywilnego, również w latach 90., mówił: „PRL nie była celem międzynarodowego terroryzmu. Zdarzały się co najwyżej porwania samolotów – były one jednak dziełem amatorów, zdesperowanych ludzi, którzy chcieli uciec na Zachód […]. Równocześnie są dowody, że w latach 70. i 80. na terytorium PRL pojawiali się znani w świecie terroryści, głównie arabscy. Nikt ich nie rejestrował – obowiązywał niepisany pakt o nieagresji”.

Naiwne tłumaczenia Kiszczaka i Petelickiego nijak się mają do rzeczywistości, a są jedynie przedłużeniem komunistycznej propagandy, która głosiła, że podczas gdy na zachodzie Europy powszechne są zamachy, to w Polsce panuje niczym niezmącony spokój. Jak pokazuje książka Przemysława Gasztolda, przedstawiciele władz PRL oraz ówczesnych tajnych służb mieli doskonałą wiedzę na temat wizyt terrorystów w PRL, co więcej, czerpali z nich dość wymierne korzyści. Mogli chociażby bezkarnie handlować bronią, co przynosiło im znaczne zyski. Mogli również, niejako przy okazji, zlecać różnego rodzaju ataki na niewygodne dla siebie osoby czy środowiska, czego przykładem jest zamach na siedzibę Radia Wolna Europa. Cena wspomnianego powyżej „niezmąconego spokoju” była jednak wysoka. W przypadku wykrycia, że PRL wspiera międzynarodowy terroryzm, Polsce groziła nie tylko katastrofa wizerunkowa, ale również poważne sankcje polityczne i ekonomiczne. Nie dziwi więc, że jeszcze po latach osoby odpowiedzialne za te kontakty lub mające o nich wiedzę wypierały się ich, twierdząc, że nie miały z nimi nic wspólnego.

Książka Przemysława Gasztolda jest prawdziwą kopalnią wiedzy na temat międzynarodowego terroryzmu w XX wieku. Autor odtwarza dzieje różnego rodzaju organizacji terrorystycznych, szczegółowo opisuje ludzi do nich należących oraz prowadzonych przez nich akcji. Polska jawiła się w tych działaniach jako swoisty azyl, gdzie terroryści mogli odpoczywać po przeprowadzanych akcjach, nabierać sił, leczyć rany doznane w akcjach czy wreszcie prowadzić intratne biznesy, zapewniające im dostatnie życie i dalsze funkcjonowanie w świecie terroryzmu. Część z nich przebywała w Polsce pod pretekstem odbywania studiów, inni zakładali rodziny i zostawali już w Polsce na stałe. Zasadne jest zresztą pytanie, czy przebywają tu do dzisiaj i czy nadal mają radykalne poglądy i powiązania z dawnymi organizacjami? Problem ten zauważa zresztą autor, pisząc: „Mimo wielu sygnalnych meldunków, mniej lub bardziej obszernych raportów, kierownictwo MSW najczęściej nie reagowało i nie podejmowało wobec Palestyńczyków żadnych interwencji w sprawie wykorzystania polskiego terytorium przez ludzi podejrzewanych o terroryzm. Bliska współpraca komunistycznych służb z OWP doprowadziła do sytuacji, że do dzisiaj nie wiemy, ilu terrorystów rzeczywiście przekroczyło polską granicą, rozpoczęło tu naukę lub na stałe się osiedliło. Być może niektórzy z nich nadal mieszkają wśród nas”.

Jeśli ktokolwiek chce się dowiedzieć czegoś na temat XX-wiecznego terroryzmu, nie może nie sięgnąć po książkę Gasztolda. Z publikacji tej dowiemy się również wielu nowych rzeczy na temat tego, czym był PRL, jak zakłamane były jego władze, które aby utrzymać się na szczycie, zdolne były wspierać międzynarodowy terroryzm i hodować zagrożenie, dotyczące Europy i Polski również w dzisiejszych czasach. Szczerze polecam!l



Przemysław Gasztold,

Zabójcze układy. Służby PRL

i międzynarodowy terroryzm

Wydawnictwo Naukowe PWN