Historia 10 gru 11:56 | Krzysztof Osiński
Symbol niezłomności i patriotyzmu

Tradycje rodzinne i patriotyczna atmosfera w domu sprawiły, że Łukasz Ciepliński od dzieciństwa pragnął wstąpić do wojska/ fot. materiały IPN

Nie wszyscy wiedzą, że pułkownik Łukasz Ciepliński przed wojną służył w jednej z bydgoskich jednostek wojskowych. Dla upamiętnienia jego męczeńskiej śmierci w 1951 r. 1 marca wyznaczony został Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Łukasz Ciepliński urodził się 26 listopada 1913 r. w Kwilczu w Wielkopolsce. Był siódmym z ośmiorga rodzeństwa. Tradycje rodzinne oraz patriotyczna atmosfera panująca w domu spowodowały, że od najmłodszych lat pragnął wstąpić do wojska. W efekcie po ukończeniu szkoły powszechnej wstąpił do elitarnego Korpusu Kadetów nr 3 w Rawiczu, a następnie przez dwa lata był słuchaczem Szkoły Podchorążych Piechoty w Komorowie-Ostrowi Mazowieckiej. Ukończył ją w 1936 r. w stopniu podporucznika, po czym został oddelegowany do służby w 62. Pułku Piechoty w Bydgoszczy. Jednostka ta miała swoje koszary przy ul. Warszawskiej. Podporucznik Ciepliński w 1938 r. został dowódcą kompanii przeciwpancernej. W mieście nad Brdą przebywał przez trzy lata, do momentu wybuchu II wojny światowej.

W czasie wojny obronnej z 1939 r. walczył początkowo na tzw. przedmościu bydgoskim. W obliczu przewagi wojsk niemieckich pułk Cieplińskiego wycofał się do Bydgoszczy, gdzie został ostrzelany przez niemieckich dywersantów. Po stłumieniu ich działań pułk zaczął dalszą ewakuację, kierując się ku stolicy. W kolejnych dniach jego żołnierze brali udział w licznych walkach z wrogiem, w tym m.in. w bitwie nad Bzurą. W jej trakcie Ciepliński wykazał się ogromną odwagą i brawurą. W pojedynkę zniszczył sześć czołgów, powstrzymując czasowo atak niemieckiego wojska. Za wyczyn ten gen. Tadeusz Kutrzeba wręczył mu Krzyż Orderu Virtuti Militari i awansował na porucznika.

Zręczny dowódca

Wraz z wycofującym się oddziałem dotarł do Warszawy i tam 28 września zastała go informacja o kapitulacji stolicy. Ciepliński uniknął niewoli, co pozwoliło mu dość szybko przyłączyć się do konspiracji. Udał się do Rzeszowa, gdzie wstąpił w szeregi Organizacji Orła Białego.

W maju 1940 r. został komendantem Obwodu, a miesiąc później Inspektoratu Rzeszowskiego ZWZ. Po powstaniu Armii Krajowej przewodził również jej strukturom na tamtym terenie. W okresie konspiracji używał licznych pseudonimów, w tym „Pług”, „Ostrowski”, „Ludwik”, „Apk”, „Grzmot” i „Bogdan”. Dowodzone przez niego struktury odnosiły wiele sukcesów, m.in. zdobywając informacje wywiadowcze na temat niemieckiej broni V1 i V2, planów ataku III Rzeszy na ZSRS. Prowadził działania zastraszające Niemców, likwidował zdrajców i konfidentów gestapo. Inwigilował również działaczy komunistycznych, wprowadzając swoich ludzi w struktury ich organizacji. Ludzie ci dostarczali mu informacji również po zakończeniu wojny z Niemcami, gdy działał w antykomunistycznym podziemiu. Wiosną 1944 r. Ciepliński zorganizował również wymierzoną w Ukraińców akcję „Wet za wet” mającą powstrzymać rzeź Polaków na kresach. Wobec zmieniającej się sytuacji na froncie akcja ta nie została jednak w pełni wprowadzona w życie.

W nowej sytuacji

Wobec zbliżającego się frontu i nadciągania armii sowieckiej władze Podziemnego Państwa Polskiego wydały decyzję o realizacji planu „Burza”. Zakładał on wspieranie Sowietów w walce z Niemcami, aby w następstwie ich pokonania przejąć polityczną kontrolę nad oswabadzanymi terenami i występować wobec Sowietów w charakterze gospodarza. Podległe Cieplińskiemu oddziały brały m.in. udział w wyzwoleniu Rzeszowa. Pomimo dużego zaangażowania i odnoszonych sukcesów Rosjanie nie respektowali ani zasług swoich współpracowników, ani wcześniejszych porozumień i po zajęciu przez siebie Rzeszowszczyzny zaczęli zwalczać polskie podziemie.

Łukasz Ciepliński szybko zrozumiał, w jak beznadziejnej znalazł się sytuacji. Nie złożył jednak broni, ale zaczął dokonywać reorganizację podległych sobie struktur, aby dostosować je do obecnej sytuacji. W tym czasie awansował na majora, co znacząco wzmacniało jego pozycję w konspiracyjnej hierarchii.

Podlegli Cieplińskiemu ludzie podejmowali walkę z nowym okupantem. Występowali przeciw represjonowaniu Polaków, więzieniu ich czy też wywożeniu do łagrów. Zorganizowali również próbę odbicia kilkuset więzionych przez NKWD żołnierzy AK, ale akcja ta ostatecznie się nie powiodła. Z polecenia „Pługa” rozpoczęto także działania propagandowe wymierzone w polskich komunistów, instalowanych przez Rosjan jako przedstawicieli nowej, powojennej władzy. Najbardziej szkodliwych likwidowano, tak samo jak współpracowników Niemców w okresie okupacji.

W grudniu 1944 r. Ciepliński objął funkcję komendanta Podokręgu Rzeszów AK, którą pełnił do czasu rozwiązania tej formacji. W późniejszym okresie angażował się w kolejne formacje organizacyjne podziemia niepodległościowego. Wiosną 1945 r. „Pług” został awansowany na stopień podpułkownika. Działał w strukturach Organizacji NIE, Delegatury Sił Zbrojnych, a na koniec Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Już w chwili utworzenia WiN Ciepliński odgrywał w tej organizacji znaczącą rolę. Później jego pozycja tylko rosła. Początkowo był prezesem Okręgu Krakowskiego WiN, aby w grudniu 1945 r. „awansować” na prezesa Obszaru Południowego Zrzeszenia. Po aresztowaniach dokonanych na przedstawicielach kierowniczych gremiów organizacji na początku 1947 r. Ciepliński został prezesem IV Zarządu WiN. Przeprowadził się do Zabrza, zmienił nazwisko i w pełnej konspiracji rozpoczął walkę o niepodległość Ojczyzny.

Brutalne śledztwo

Pod kierownictwem „Pługa” WiN prowadził działalność propagandową, zbierał dane wywiadowcze i uruchamiał szlaki przerzutowe na Zachód. Działalność ta nie trwała jednak długo, bo w listopadzie 1947 r. Ciepliński wraz ze swoimi współpracownikami został aresztowany. Osadzono go w warszawskim areszcie śledczym na Mokotowie i w czasie brutalnego śledztwa poddano trudnym do wyobrażenia torturom. W przemyconym grypsie pisał: „W czasie śledztwa leżałem skatowany w kałuży własnej krwi. Mój stan psychiczny był w tych warunkach taki, że nie mogłem sobie zdawać sprawy z tego, co pisał oficer śledczy”.

Pomimo tortur w czasie śledztwa przed sądem potrafił otwarcie artykułować swój sprzeciw wobec absurdalności stawianych mu zarzutów. Były one ciężkie, ponieważ oskarżano go zarówno o współpracę z hitlerowcami w czasie wojny, zdradę państwa polskiego, jak i wystąpienia przeciw powojennym władzom. Kierując swoje słowa do sędziów, mówił: „Staję przed zarzutem zdrady narodu polskiego, a przecież już w młodości życie moje Polsce ofiarowałem i dla niej chciałem pracować. Dla mnie sprawa polska była największą świętością”. Sędziowie byli jednak na te słowa głusi. W październiku 1950 r. wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie Łukasz Ciepliński został skazany na karę śmierci.

Nie boję się śmierci”

W czasie pobytu w areszcie zdołał napisać i przekazać żonie kilka przejmujących grypsów, w których zawarł swoje przywiązanie do ojczyzny, wyznawanych wartości oraz miłość do rodziny. W jednym z nich, kierowanym do nazywanej zdrobniale Wisią żony Jadwigi, Ciepliński pisał: „Wisiu, siedzę w celi śmierci. Śmierci nie boję się zupełnie. Żal mi tylko Was, sieroty moje najdroższe [...]. Wiem, że myślą, sercem i modlitwą jesteś stale przy mnie. Odczuwam to. Widzę wówczas Twoją zbolałą buzię na procesie. Ty znasz mnie najlepiej, dlatego musiałaś boleć, słysząc te kłamliwe, prowokacyjne i krzywdzące mnie zarzuty. Bądź Wisiu dzielna. Przejdź nad cierpieniem z godnością i spokojem, i wiarą w sprawiedliwość Bożą. Tylko nam ona została. Cel Twój i zadanie to Andrzejek, wierzę, że go wychowasz na człowieka, na Polaka i na katolika, że przekażesz mu swoje wartości duchowe i silnie zwiążesz ze mną i ideą, dla której żyłem”.

Wyrok śmierci wykonano 1 marca 1951 r. w piwnicy więzienia UB na Mokotowie w Warszawie. Łukasz Ciepliński został zabity metodą katyńską, czyli strzałem w tył głowy. Miejsce pochowania jego zwłok do dnia dzisiejszego nie jest znane. Symboliczny grób znajduje się na tzw. „Łączce” na Powązkach. Miejmy nadzieję, że staraniem ekipy prof. Krzysztofa Szwagrzyka z IPN uda się w końcu odnaleźć i zidentyfikować jego szczątki, a państwo polskie pochowa je z honorami przynależnymi wielkiemu bohaterowi narodowemu!