Obóz pracy w Potulicach. Tu ginęły przede wszystkim dzieci
Przedstawiciele władz obozu w Potulicach nadzorujący pracę więźniów. Wśród 1297 znanych z imienia i nazwiska osób zmarłych w obozie w Potulicach aż 767 to dzieci / fot. IPN
W czasie wojny Niemcy utworzyli 1634 obozy koncentracyjne i ponad 900 obozów pracy. Jeden z takich obozów znajdował się w Potulicach pod Bydgoszczą. Było to miejsce martyrologii wielu Polaków. Przez obóz ten przeszło ok. 25 tys. osób, z czego blisko 1300 zginęło.
Inne z kategorii
Biskupi apelują o modlitwę za Polskę. Reakcje na wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego
„Świat według Ludwiczka”. Za kultową kreskówką kryje się historia, której nie znaliśmy
Już jesienią 1939 r. Niemcy zajęli dawny majątek po hrabinie Anieli Potulickiej i dostosowali go do swoich potrzeb. Nazwę miejscowości zmieniono na Potulitz, a w późniejszym czasie na Lebrechtsdorf. Pałac wraz z otaczającymi go terenami przeszedł pod kuratelę mającej siedzibę w Bydgoszczy ekspozytury Głównego Urzędu Powierniczego „Wschód”. W pomieszczeniach pałacowych zorganizowano szkołę podoficerską dla SS i przez pierwsze półrocze 1940 r. prowadzono tam kursy dla młodych SS-manów. Po ich zakończeniu, jesienią 1940 r. teren oddano w dyspozycję Centrali Przesiedleńczej w Gdańsku z myślą o utworzeniu tam zbiorczego obozu (Auffangslager) dla osób wysiedlonych z terenów włączonych do Rzeszy, które relokowane były do Generalnego Gubernatorstwa. Czas pobytu tych osób w obozie wynosił wówczas zaledwie kilka dni i uzależniony był od dostępności transportu kolejowego.
Znaczenie obozu rosło
Sytuacja zmieniła się w połowie 1941 r. Wówczas to szef Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa powołał w Potulicach „wychowawczy” obóz pracy z naczelnikiem, którym został SS-Hauptsturmführer Waldemar Tennstaedt. Decyzja ta oznaczała, że przywożonych od tej pory do Potulic ludzi nie wysyłano już do GG, tylko pozostawiano na miejscu, aby ich więzić i wykorzystywać jako darmową siłę roboczą.
Obóz w nowej formule podporządkowany był obozowi w Stutthof, będąc jego podobozem. Podobną rolę wyznaczono obozom w Smukale i Toruniu („Szmalcówka”). W związku z nową formułą zarządcy Potulic zdecydowali o rozbudowie obozu. We wrześniu 1941 r. rozpoczęto trwającą rok budowę trzydziestu nowych baraków. Wszystkie prace wykonywano rękami więźniów Potulic i Stutthofu. Z tego ostatniego obozu przybyła również nowa obsada Potulic, w tym strażnicy, personel administracyjny oraz komendant Max Pauly.
Dnia 1 lutego 1942 r. obóz w Potulicach uniezależnił się od Stutthofu, stał się samodzielną jednostką obozową. Jego znaczenie rosło z czasem, o czym świadczy fakt, że 1 września podporządkowano mu obozy w Smukale i Toruniu, a gdy wiosną 1943 r. je zlikwidowano, pochodzących z tych obozów więźniów przywieziono właśnie tutaj. W sierpniu 1944 r. dla wzmocnienia nadzoru nad więźniami do Potulic przysłano batalion SS liczący 514 Ukraińców.
Głód i szpital bez lekarstw
Początkowo obóz miał kilkuset więźniów, później ich liczba systematycznie wzrastała. W szczytowym momencie w obozie przetrzymywano prawie 12 tys. osób. Szacuje się, że przez obóz w Potulicach przewinęło się łącznie ok. 25 tys. osób. Były one przetrzymywane w nieludzkich warunkach. Odnotowywano z tego powodu wysoką śmiertelność wśród osadzonych. Dodatkowym czynnikiem było przepracowanie oraz epidemie chorób, które dziesiątkowały więźniów obozu. Chorowano m.in. na gruźlicę, szkarlatynę, zapalenie płuc, tyfus, żółtaczkę zakaźną, dyfteryt, krwawą biegunkę i inne. Szacuje się, że choroby dotykały około 35 procent osadzonych. Obozowy szpital, który uruchomiono pod koniec 1941 r., w żaden sposób nie odpowiadał potrzebom, bowiem na wszystkich osadzonych dysponował on tylko 65 łóżkami. Był on bardziej przechowalnią niż lecznicą, bowiem chorym nie podawano żadnych lekarstw. Pobyt w nim zapewnić mógł jednak swoiste wytchnienie od morderczej przymusowej pracy.
Więźniowie odczuwali straszliwy głód, ponieważ zapewniano im tylko minimalne racje żywnościowe, które w żaden sposób nie wystarczały potrzebom eksploatowanym przez morderczą pracę organizmów. Jak ustalili historycy badający dzieje obozu w Potulicach, dzienną dawkę pożywienia stanowiło 250 gram chleba, do którego czasami dodawano niewielką ilość margaryny lub marmolady z buraków cukrowych, ponadto 3/4 litra cienkiej zupy, najczęściej szpinakowej, kapuśniaka lub w gorszym okresie wywaru z pokrzyw. Jedzenie było słabej jakości. Przykładowo, zupy prawie zawsze były podawane bez ziemniaków, często gotowano je na zepsutym mięsie, czasami mającym już robaki.
Traktowanie ludzi w ten sposób odbijało się na ich wyglądzie. Średnia waga mężczyzn wynosiła 40 kg, a kobiet 30–40 kg. Obozowy lekarz po wojnie relacjonował: „Jeśli chodzi o ogólną charakterystykę ciężkich warunków, w jakich znajdowali się osadzeni w obozie w Potulicach, to w pewnych okresach warunki były tam nawet gorsze od warunków w obozach koncentracyjnych”. Powodowało to także dużą śmiertelność więźniów. Ich nagie zwłoki chowano w zbiorczych dołach, wrzucając po 2–3 osoby do jednego dołu.
Więźniowie podczas budowy obozowych baraków w Potulicach / fot. IPN
Nie było litości dla najmłodszych
Co szczególnie szokujące, w obozie w Potulicach przetrzymywano też dzieci. Również one doświadczyły od Niemców wielu upokorzeń i represji. Wielce wymowne jest wspomnienie jednego z byłych więźniów, który jako dziecko znalazł się w Potulicach: „Z głodu wraz z moim sześcioletnim kolegą wziąłem dwa albo trzy ziemniaki, które chcieliśmy sobie upiec w popielniku. Zauważył to z wartowni jakiś Niemiec, który wybiegł za nami. Po odebraniu nam tych ziemniaków, zabrał nas do wartowni i tam Niemcy bardzo nas pobili. Bito nas gumami, w czasie tego bicia zemdlałem. Odzyskałem przytomność na skutek bólu, jaki poczułem w stopie prawej nogi. Stwierdziłem wówczas, że część Niemców trzyma mnie, a jeden z pozostałych rozpalonym do czerwoności pogrzebaczem wypala mi w stopie otwór. Zacząłem z bólu bardzo krzyczeć i straciłem ponownie przytomność”. Z podobną brutalnością traktowano wszystkie dzieci, które były surowo karane pod byle pretekstem. W efekcie, wśród 1297 znanych z imienia i nazwiska osób zmarłych w obozie w Potulicach aż 767 to dzieci.
Więźniów, w tym również starsze dzieci, wykorzystywano do przymusowej pracy. Czas pracy wynosił 10–12 godzin dziennie. Początkowo wznosili oni baraki obozowe i inne budynki. Później wykorzystywani byli do prac polowych w okolicznych gospodarstwach rolnych, w kuchni obozowej, przy pracach porządkowych oraz w różnych prywatnych i państwowych przedsiębiorstwach, w tym na budowach, w stolarniach, zakładach koszykarskich, szewskich, ślusarskich, szwalniach. Znaczną liczbę więźniów wykorzystywała Fabryka Skrzydeł Samolotowych w Pile, Zakłady Futrzane Schulza w Gdańsku oraz inne zakłady z Bydgoszczy, Gdyni czy Elbląga. Praca wykonywana przez więźniów przynosiła władzom obozu pokaźne zyski.
Chichot historii
W obliczu zbliżających się wojsk polskich i sowieckich 21 stycznia 1945 r. władze niemieckie zdecydowały o ewakuacji obozu. Zabrano ze sobą zdatnych do pracy więźniów, pozostałych pozostawiono w obozie, gdzie 24 stycznia wkroczyły wojska antyhitlerowskiej koalicji. Dla upamiętnienia ofiar niemieckiego obozu w Potulicach w 1969 r., w trzydziestą rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej, na cmentarzu, gdzie spoczywają szczątki blisko 1300 więźniów, postawiono upamiętniający ich pomnik.
Po wojnie, w obozie w Potulicach komuniści urządzili Centralny Obóz Pracy dla Niemców, gdzie przetrzymywano ich do czasu przesiedlenia do Niemiec. W wyniku nieludzkich warunków trzy i pół tysiąca spośród ówczesnych więźniów zmarło. Po likwidacji tego obozu w Potulicach wybudowano więzienie, które funkcjonuje do dnia dzisiejszego. Swoistym chichotem historii jest to, że w stanie wojennym komuniści utworzyli w nim ośrodek odosobnienia, gdzie internowano działaczy „Solidarności” i innych organizacji antykomunistycznych. Ze względu na fatalne skojarzenie z okresem wojny ośrodek ten po trzech i pół miesiącach miesiącach od jego utworzenia został zlikwidowany.
Uroczystości z okazji 72. rocznicy wyzwolenia hitlerowskiego obozu w Potulicach odbywały się 29 kwietnia na Cmentarzu Ofiar. Odprawiono mszę św. w intencji ofiar, złożono kwiaty, zapłonęły znicze.