Wywiady Tygodnika Bydgoskiego 28 paź 2017 | Wojciech Bielawa
Chciałbym, aby Bydgoszcz była znów wielka [WYWIAD]

500 plus to rozdawanie ludziom pieniędzy za nic. Ja to zawsze będę potępiał – mówi Sypniewski/ fot. Anna Kopeć

– Musimy spojrzeć na Bydgoszcz z szerszej perspektywy. Przecież zadaniem miasta nie jest handlowanie pietruszką na hali targowej – mówi Marcin Sypniewski, kandydat na prezydenta miasta partii Wolność, w rozmowie z Wojciechem Bielawą.

Wojciech Bielawa: Co się dzieje z partią Wolność? Jarosław Gowin zakłada nowe ugrupowanie, podkupił już nawet kilku Pana kolegów i chce ich wciągnąć do obozu Zjednoczonej Prawicy. Pan też się tam wybiera?

Marcin Sypniewski: Nie! Nie wierzę, że można zbudować skrzydło wolnościowe w Zjednoczonej Prawicy, bo retoryka i działania tego obozu są bardzo odległe od działań wolnościowych. Nie wierzę, że we współpracy z partią systemową, jaką jest Prawo i Sprawiedliwość, można będzie przeprowadzić prawdziwe reformy wolnorynkowe. To mogą być jakieś minimalne kroczki, nic więcej.

A jednak kilku Pana kolegów z Wolności dało się skusić Jarosławowi Gowinowi.

To prawda. Pytanie, do czego te osoby w swojej polityce dążyły. Wolność poważnie myśli o wprowadzeniu dużych zmian, o zmianie systemu. Oczywiste jest, że nie da się tego przeprowadzić w ramach aktualnego obozu władzy i to w dodatku z liderem, który jest elementem układu od wielu, wielu lat. Wolnościowe poglądy ministra Gowina polegają na tym, że popiera on program 500+ i wiele innych regulacji złych z punktu widzenia wolnościowców. Według mnie nowy twór Gowina to takie Stronnictwo Demokratyczne u boku PZPR. Oni będą mogli trochę mówić o wolnym rynku, trochę krytykować niektóre posunięcia rządu, ale jak przyjdzie co do czego, to będą musieli głosować tak, jak każe Jarosław Kaczyński. W sumie może dobrze, że odeszły osoby, które i tak od wielu miesięcy nie za bardzo wiedziały, co ze sobą zrobić.

Pan myśli, że wyborcy Wolności się na to nabiorą?

Sądzę, że nie. Jedyne wybory, w których ruch ministra Gowina startował samodzielnie, okazały się kompletną klapą. To poszerzenie środowiska nie przyciągnie osób o poglądach wolnorynkowych. Nasi wyborcy oceniają po czynach, a nie po słowach i deklaracjach.

Wraca Pan jeszcze do 2015 roku? Zastanawia się, co by było, gdyby Wolność zdobyła 0,1 punktu procentowego więcej? Pan być może byłby posłem, PiS nie miałby większościowego rządu. Wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej.

Tak, naprawdę niewiele zabrakło, abyśmy weszli do Sejmu. Stało się, jak się stało, pytanie, co będzie dalej. Uzyskaliśmy mniej więcej taki sam wynik, jak Alternatywa dla Niemiec w poprzednich wyborach do Bundestagu. Oby i nam udało się iść taką drogą i polepszyć wynik. Pewne jest jedno. Gdybyśmy weszli do Sejmu, PiS nie miałby samodzielnej większości i musiałby uzyskać poparcie nasze lub Kukiz’15, aby przeforsować swoje pomysły. Być może część z nich udałoby się zablokować.

Wnioskuję, że Pan zablokowałby program 500 plus.

Pytanie, czy udałoby się to zablokować. Dziś w Sejmie prawie nikt nie jest przeciw. Przecież nawet PO i Nowoczesna chcą poszerzyć ten program o pierwsze dziecko. A program 500 plus to droga donikąd. To jest tworzenie złudzenia, że walczymy z niżem, katastrofą demograficzną, która nam zagraża. Tutaj się zgodzę z PiS, że to olbrzymi problem i za kilkanaście lat możemy mieć kłopoty z funkcjonowaniem państwa. Nie tędy jednak droga. Takie zasiłki – jak pokazuje przykład państw zachodnich – średnio działały bowiem rok czy dwa, a jedyne co tam podnosi dzietność, to imigranci.

Rząd nie ukrywa, że największym efektem programu jest nie wzrost liczb urodzeń, a likwidacja ubóstwa.

To rozdawanie ludziom pieniędzy za nic. Ja zawsze będę to potępiał. Tak po prostu nie można, tak się ludzi psuje i uzależnia ich od państwa. Ludzie widzą, że dostają 500 złotych, ale tego, że te pieniądze wcześniej się im zabiera, już nie widzą. Dla nas dużo lepszym rozwiązaniem byłaby likwidacja podatku dochodowego. Wyszłoby mniej więcej na to samo. Wtedy jednak nie byłoby całego efektu 500 plus, ludzie nie widzieliby, że „dobry rząd” im coś daje. Ludzie, którzy pracują na etacie, w ogóle nie widzą, jak duże płacą podatki.

Co jeszcze w rządach PiS się Panu nie podoba?

Tak jak mówiłem – podatki. Rząd chwali się, że uszczelnia VAT. Czasem robi to jednak w sposób kabaretowy, jak choćby podczas nalotu na sprzedawców nalewek podczas Festiwalu Smaków w Grucznie czy podczas wizyt w siedzibach nowo zarejestrowanych firm. Zamiast tych masowych kontroli, przydałoby się uprościć zasady, ujednolicić stawki. Nie podoba mi się ingerencja w każdy obszar życia, jak choćby ustawa apteka dla aptekarza, o której już wiemy, że nie przynosi dobrych efektów. Są pomysły na jednolitą cenę książki. Też się nie sprawdzą. Jeden z publicystów nazwał PiS spadkobiercą sanacji i ma w tym dużo racji, bo polityka gospodarcza sanacji też tak wyglądała i kiepsko się to skończyło. Poprzednie rządy PiS były lepsze, bo obniżały podatki, a teraz tego w ogóle nie ma. Przeciwnie, PiS będzie szukał pieniędzy na swoje socjalne programy w kieszeniach podatników, głównie przedsiębiorców.

Pomówmy przez chwilę o liderze partii Wolność. Mam wrażenie – ma je zresztą wielu komentatorów – że Janusz Korwin-Mikke przez swoje kontrowersyjne wypowiedzi coraz częściej bardziej szkodzi, niż pomaga sprawie.

Takie opinie pojawiają się od zawsze. W Polsce partie liberalno-konserwatywne pozbawione Janusza Korwin-Mikkego w wyborach zawsze wypadają gorzej. To pokazuje, że budowanie czegoś bez prezesa się nie sprawdza. Prezes dzięki temu, że jest osobą bardzo rozpoznawalną, osobą nawet bardziej popkultury, a nie polityki, ma siłę przyciągania.

Ostatnio zszokował opinię publiczną wypowiedzią na temat rapera Popka Monstera. Mówi, że to normalny facet. Ile jest prawdy w tym, że lider Gangu Albanii znajdzie się na listach Wolności?

Do wyborów jeszcze długo. Trudno mi odpowiedzieć.

A jeśli Popek będzie na listach Wolności? Pan widzi się w tym egzotycznym konglomeracie?

Mówiąc szczerze, to nie za bardzo wiem, kto to jest. Dopiero ostatnio nieco nadrobiłem zaległości.

Po trosze raper, po trosze zawodnik MMA. Poza tym ekskryminalista.

Rynek sceniczny rządzi się swoimi prawami. Dobrym przykładem jest Liroy, który okazał się całkiem sensownym posłem, mimo swojego kontrowersyjnego wizerunku scenicznego. Pozostaje pytanie, co Popek ma w głowie i jakie ma poglądy. Ale powtarzam – do wyborów jeszcze bardzo daleko.

Skupmy się na Bydgoszczy. Pan będzie kandydatem partii Wolność, a może szerzej – środowisk wolnościowych, antysystemowych i Kukiz’15 na prezydenta miasta?

Tak, koledzy z Kukiz’15 już od dawna przedstawiają mnie jako kandydata całego tego środowiska. Myślę, że nic się nie zmieniło.

Chodzą słuchy, że ambicje startu w wyborach prezydenckich ma także Bogdan Dzakanowski, Pana kolega z ruchu referendalnego.

Myślę, że rolą Bogdana Dzakanowskiego jest bycie trybunem ludowym. Podejrzewam, że źle by się czuł za biurkiem prezydenta i w tej roli mógłby się po prostu psychicznie spalić. Moim zdaniem lepiej będzie czuł się jako reprezentant mieszkańców swojego okręgu. Ma ich duże poparcie, to jego naturalna rola.

Panowie chcieli wspólnie odwołać prezydenta Rafała Bruskiego, ale się nie udało. Czego zabrakło?

Myślę, że organizacji. W czasie kampanii było widać, że jest naprawdę duża grupa, która chciała odwołania prezydenta, ale nie udało nam się do wszystkich dotrzeć. Podpisów nie udało się zebrać, to porażka, ale duża liczba popierających nas osób daje nam solidny fundament do dalszej działalności.

Szykuje się Pan już do wyborów? Jaka wizję miasta chce Pan przedstawić bydgoszczanom? Skoro bowiem w trakcie referendum zarzucaliście prezydentowi, że nie ma wizji, to Pan musi ją mieć.

Musimy spojrzeć na Bydgoszcz z szerszej perspektywy. Nie jesteśmy ani kurortem turystycznym, ani stolicą państwa. Tak naprawdę samym bydgoszczanom trudno powiedzieć, z czym się im Bydgoszcz kojarzy. Raz jesteśmy miastem wody, raz przemysłu, raz sportu i tak po kolei te mity upadają. Ja chciałbym, żeby Bydgoszcz była najlepszym miejscem w Polsce do prowadzenia działalności gospodarczej. Trzeba także pomyśleć nad dużym, ale nie socjalnym programem mieszkaniowym.

To Pan, jako wolnościowiec, nie chce zostawić budowania mieszkań deweloperom?

Co do zasady – tak, to rola deweloperów. Chciałbym jednak powiedzieć o bardzo ciekawym rozwiązaniu rodem z Poznania. Tam deweloper buduje na gruncie miejskim budynek mieszkalny, a w zamian dostaje w użytkowanie wieczyste kamienicę w centrum miasta. Lokatorów się z tego budynku śródmiejskiego przenosi i dopiero wówczas deweloper może remontować kamienicę. Tak załatwia się dwie sprawy jednym ruchem: nowe mieszkania i rewitalizację strefy śródmiejskiej. W Bydgoszczy też coś trzeba zrobić ze Starówką i okolicami. Straszy widok pustostanów. Trzeba je sprzedać. Oddanie ich jakimś organizacjom społecznym nie ożywi Starówki. Nie tędy droga.

Czy prezydent miasta ma w ogóle narzędzia, aby stworzyć warunki dla rozwoju firm?

W Polsce samorząd jest tylko pozorny, ma taką autonomię jak za czasów zaborów, czyli głównie zajmuje się przelewaniem pieniędzy, które dostaje z budżetu państwa. Mimo wszystko takie narzędzia są. Choćby podatek od środków transportowych. Przy kilkudziesięciu czy kilkuset pojazdach to już konkretne kwoty. Prezydent ma na pewno wpływ na jakość zarządzania miastem. To, co robi aktualnie ZDMiKP, woła o pomstę do nieba. Ta instytucja powinna zostać rozwiązana po zmianie warty i stworzona od nowa jakaś nowa komórka. Ja nie widzę naprawdę nic dobrego w działaniach drogowców.

Co konkretnie by Pan zmienił?

Na komunikację idzie mnóstwo pieniędzy. Efekt jest taki, że na autobusy i tramwaje trzeba długo czekać, a podróżowanie nie jest wygodne. Jest ogólnoświatowy trend, aby stawiać na komunikację miejską, ale w Bydgoszczy robi się to od złej strony. Zniechęca się kierowców do jeżdżenia do centrum, wprowadza kolejne zakazy parkowania. Czy nie lepiej po prostu zrobić taką komunikację, z której każdy chciałby skorzystać? Nie można stawiać barier dla kierowców, jeśli się im nie zapewnia alternatywny.

A co ze sportem w mieście? Pan ma dość rewolucyjny pomysły.

Nie ukrywam, że zaniechałbym dotowania zawodowego sportu. Na przykładzie Zawiszy widać, jak to się kończy. Utopiono w spółkę pana Osucha kilkanaście milionów złotych, a Zawisza gra teraz w A-klasie. Miasto się skompromitowało. Rozgrywki zawodowców to rozgrywki firm zajmujących się sportem i nie widzę powodów, aby je finansować.

Kolejne wyzwanie, które stoi przed prezydentem, to inwestycje. Aktualny włodarz chwali się licznymi inwestycjami. Miasto zadłuża się, aby budować, ponieważ wciąż można uzyskać dotacje z UE. Zastanawiam się, jakie konsekwencje będą miały takie działania za kilkanaście, kilkadziesiąt lat.

Będziemy zajmować się spłacaniem tych długów. Biorąc pod uwagę prognozy demograficzne, okaże się, że będziemy mieć wielkie hale sportowe i centrum kongresowe, w których nie będzie ludzi. Chociaż w centrum wystawienniczym w Myślęcinku już dzisiaj nie ma ludzi. Najważniejsze jest więc pytanie, co my za te pieniądze chcemy budować. Jeśli są to inwestycje, których nikt nigdy by nikt nie zrobił, gdyby nie dofinansowanie unijne – tak na przykład system ITS – tego nie róbmy! Kolejną paranoją był zakup hali targowej. Przecież miasto nie będzie tam handlowało pietruszką. Naprawdę nie wiem, po co miasto kupiło ten obiekt, tym bardziej, że ma dużo większy budynek, z którym nie wie, co zrobić.

Młyny Rothera. Pana kolega chciał tam zrobić wielkie kasyno.

I to był świetny pomysł! Cyprian Sajna chciał zbudować Las Vegas w Bydgoszczy. Wyborów nie wygrał, ale krótko po kampanii wyborczej do Urzędu Miasta napłynęła rekordowa liczba wniosków o prowadzenie kasyna w Bydgoszczy. Efekt był jednak taki, że kasyno nam ubyło, z powodów przepisów i licencji. To też pokazuje, jak działa reglamentowany rynek. Gdyby była wolność, to mielibyśmy w Bydgoszczy kilkanaście kasyn. Wszyscy byliby zadowoleni. Bądźmy szczerzy, te pomysły typu Muzeum Wody, Muzeum Mózgu… To się nie sprawdzi. Ile razy można iść do takiego muzeum w życiu? Raz, dwa razy?

To co by Pan z tym ogromnym budynkiem zrobił jako prezydent miasta? Wiemy już, że kasyno odpada.

Zawsze można lobbować.

Myśli Pan, że byli koledzy z Wolności i Gowin to przeforsują?

Nie, nie mam złudzeń. Branża hazardowa została bardzo dotknięta ustawą PiS. To była kolejna zła ustawa. Na branży hazardowej można zarabiać, co pokazuje przykład Malty. Rząd wprowadził fatalne rozwiązania. Bo czy państwo ma się zajmować jednorękimi bandytami i mieć monopol na gry hazardowe? To jest poroniony pogląd.

Co z młynami?

Dobrego pomysłu nikt nie ma. Muzeum to jednak zła droga. Wyspa Młyńska to centrum rekreacyjne miasta. Ja bym w młynach widział działalność rozrywkową. Osobiście zacząłbym od rozpisania otwartego konkursu na ich zagospodarowanie i wybrał najlepszą opcję.

Pana hasło wyborcze to „Make Bydgoszcz Great Again”. Pan jest fanem Donalda Trumpa?

Może nie jest to libertarianin z krwi i kości, ale z perspektywy USA, uważam, że jest dobrym prezydentem. Jego działania i retoryka mogą się Amerykanom podobać.

A z perspektywy Polski? Pan jest zwolennikiem zacieśnienia więzów z USA?

Moje środowisko zawsze było za zacieśnieniem więzów wojskowych z USA. To daje pewne realne gwarancje. Unia Europejska ma jakiś projekt tworzenia armii, ale bym na to nie liczył. Poza tym zwycięstwo Trumpa oddaliło groźbę zaostrzenia stosunków z Rosją, co dla nas byłoby niebezpieczne.

Jak Pan prorokuje, kiedy UE się rozpadnie?

Takie proroctwa to domena prezesa. Wielka Brytania uruchomiła pewien proces, pytanie, co zrobią inne kraje. Obecny model UE się nie sprawdza. Ja jestem zwolennikiem otwartych granic, także celnych, ale przeciwny wspólnocie politycznej. Unia podryfuje jeszcze trochę, ale możliwości uniokratów są coraz mniejsze. Kiedy kilkanaście lat temu wybory w Austrii wygrała wolnościowa partia Jörga Haidera, presja ze strony UE była tak wielka, że zmuszono Haidera, by usunął się w cień. Teraz wybory wygrali chadecy, będą rządzić z wolnościowcami i UE nic nie zrobi. To też pokazuje, co Unia może zrobić Polsce w sprawie reformy sądownictwa czy konstytucji. Mogą pogrozić palcem PiS, zrobić przesłuchania i nic więcej. Unia to spółka z ograniczoną odpowiedzialnością Niemców i realizuje politykę niemiecką. To pokazuje sprawa „uchodźców” czy Grecji.

UE to jedyny obszar, w którym zgadzacie się z PiS.

Tak, pod względem polityki europejskiej zgadzamy się. To, co robi pod PiS pod kątem migrantów, robi dobrze. Państwo powinno być suwerenne i samo się urządzać, a nie słuchać tego, co mówi Bruksela. l

 

Marcin Sypniewski– bydgoszczanin, rocznik 1979, absolwent prawa na Uniwersytecie Gdańskim. Przewodniczący Rady Krajowej Wolności, prezes partii Wolność Regionu Kujawsko-Pomorskiego i Okręgu Bydgoskiego, w wyborach do Sejmu w 2015 roku zdobył 9863 głosów (2,64 proc.), w wyborach na prezydenta Bydgoszczy w 2014 roku – 4395 (4,27 proc.)

Wojciech Bielawa

Wojciech Bielawa Autor

Redaktor prowadzący