Felietony 28 lut 13:05 | Krzysztof Drozdowski
 Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Dzień, który wciąż dzieli [FELIETON]

Ekshumacje na cmentarzu przy ul. Kcyńskiej, 27 czerwca 2018 r., fot. Anna Kopeć

Od 2011 roku, w całym kraju dzień 1 marca obchodzimy jako Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Również w naszym regionie, czy też ściślej w naszym mieście działali Ci, którzy nie godzili się na komunistyczną wizję naszego kraju. 


Pomimo, że święto zostało ustanowione zdecydowaną większością głosów, gdyż przypomnijmy na 417 obecnych posłów za było 406, przeciw 8, a wstrzymało się trzech, to od samego początku wzbudzało kontrowersje. Niemalże przy każdej sposobności poddawana jest w wątpliwość skala zasług, czy też rola poszczególnych działaczy konspiracji antykomunistycznej jak i zbiorowo całego środowiska. Pomimo, że Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych powinien nas napawać dumą narodową, że w trudnych czasach, kiedy wielu zgłosiło się na służbę obcemu dla nas systemowi, kiedy wielu sprzedało swoje zasady moralne i swoją polskość za srebrniki to znaleźli się i tacy dla których myśl ta była nie do przełknięcia. I nawet dziś, po tylu latach po transformacji ustrojowej widać, że nazwę ustroju można zmienić, ale mentalnosci ludzkiej już nie. Nawyk pomniejszania godności własnego narodu i deprecjonowania zasług postaci Żółnierzy Wyklętych dla walki o naszą narodową dumę i wolność wciąż znajduje wielu popleczników i naśladowców. Zapewne postawienie znaku równości między obecnymi a ówczesnymi sługusami światowego komunizmu mógł by być odczytany jako przekroczenie pewnej granicy, to napisze jedynie, że Stalin byłby z tych ludzi teraz dumny. 
Przyznaję, że sam zawsze podkreślałem gwoli prawdy historycznej, że nie można wszystkich wsadzać do jednego wora. Że wśród ówczesnych działaczy podziemia poakowskiego znajdowały się również osoby, które nadużywały sloganu walki z komunistycznym oprawcom do własnych, prywatncyh celów. Powtarzałem i powtarzać będę, że dochodziło do mordów i rabunków w imię własnej satysfakcji czy też chęci zysku. Powtarzać jednak trzeba też to, że te przypadki nie są tak liczne jak by to chcieli przeciwnicy etosu wyklętych i jednocześnie są przez wszystkich potępiane. Przywoływanie takich jaskrawych i odbiegających od normy przykładów, w każdej dyskusji na temat upamiętnienia Żołnierzy Wyklętych jest szubrawstwem. Niestety jednak tak właśnie się dzieje. Niektórzy, jak mantrę powtarzają rozpowszechniane przez ówczesną władzę plotki i kłamstwa na temat niezłomnych. Wtedy miało to na celu zatrzymanie akcji pomocowej dla ukrywających się w lesie. Zochydzenie ich działalności względem polskiego gospodarza, ażeby ten w żadnym przypadku nie udzielił schronienia czy też nie poczestował jedzeniem. Jaki cel przyświeca dzisiejszym negacjonistom etosu Żołnierzy Wyklętych? Nie wiem! Próbuję to zrozumieć juz od kilku lat i żadne rozsądne rozwiązanie nie przychodzi mi do głowy. 
Jak wspomniałem na początku, również w naszym mieście i okolicach działali po wojnie Ci, którzy niezgodzili się na kolejną okupację. Tak okupację, gdyż pomimo, że w niektórych aspektach łagodniejsza w swej formie to jednak nadal to była okupacja. A Bydgoszcz ma się kim chwalić. Na naszym terenie działało wielu tych, których teraz z dumą nazywamy Wyklętymi czy też Niezłomnymi. Ja nawet uważam, ze powinno się odejść od nazwy Wyklęci i używać Niezłomni. Dlaczego? Słowo „wyklęci" sugeruje stan permanentny. A przecież dziś już ich nie chcemy wyklnąć, dziś ich chcemy wznosić na panteony naszej historii walki z komunistycznym reżimem. 
Dzięki poszukiwaniom Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej udało się odkryć na „bydgoskiej łączce", jak nazywana jest część cmentarza przy ul. Kcyńskiej, szczątki trzech zamordowanych niezłomnych. Ludwika Augustyniaka ps. „Cygan”, Floriana Dutkiewicza ps. „Jawor” oraz Tadeusza Ośko vel Wojciecha Kossowskiego ps. „Sęp”. W tym miejscu nie będę przywoływał ich zasług ani biogramów. Nie to jest sensem tych rozważań. Poza nimi mamy jeszcze innych, których nazwiska już znamy lub tych, których mamy nadzieję dopiero odnaleźć. 1 marca już 9 raz będziemy obchodzić Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych. Data nie jest przypadkowa. Tego dnia został zamordowany płk Łukasz Ciepliński. A to kolejny bohater związany z Bydgoszczą. Przed wojną pełnił służbę w 62 Pułku Piechoty. Gdy wybuchła druga wojna światowa ruszył do walki na czele kompanii przeciwpancernej. W trakcie walk wykazał sie odwagą i poświęceniem. 
Jakiś czas temu w Bydgoszczy doszło do powstania inicjatywy budowy pomnika dla Żołnierzy Wyklętych. Na to jednak nie zgodziła się Rada Miasta, a przynajmniej część radnych należących do koalicji rządzącej PO-SLD, która ma większość decyzyjną. Uważam, że tego pomysłu nie można zarzucić. Trzeba dalej walczyć o powstanie tego monumentu. Trzeba też rozpocząć starania o nadanie jednej z ulic nazwy "Bydgoskich Żołnierzy Wyklętych". Zbiorowo, by w miarę poznawania naszej historii i roszerzania panteonu bohaterów nikogo nie pominąć. Na swoją ulicę zasługuje również płk Łukasz Ciepliński. To byłoby godne uhonorowanie ich walki oraz związków z naszym miastem.

Krzysztof Drozdowski

Krzysztof Drozdowski Autor

Publicysta, autor wielu książek historycznych.