Felietony 5 cze 22:35 | Redaktor

Krwawe obchody siedemdziesięciolecia Izraela były okazją do polityki historycznej. Tej, co – jak pozwoliłem sobie wskazać w poprzednim felietonie – nie tworzy wspólnoty, tylko stado.

  

 Marcin Masny -

publicysta, tłumacz i poeta,

współpracował m. in. z „Gazetą Bankową” i tygodnikiem „Niedziela”

Izraelczyków w stadnej karności utrzymuje zatem oficjalna propaganda, szkoła, powszechna i długotrwała służba wojskowa, no i pseudodemokratyczne rządy oligarchii wojskowo-wywiadowczej. Polskie problemy z żydowską polityką historyczną każą nam przyjrzeć się głębiej jej istocie. To pomoże nam zmagać się z wrogością izraelskiej elity państwowej i bezrefleksyjnym antypolonizmem słabo wykształconych mas obywateli Izraela.

Przez tysiąclecia państwa obejmowały różnobarwnych poddanych mówiących różnymi językami. Od dwustu lat wypada, żeby państwo było narodowe, a najlepiej, żeby jeszcze mówiło jednym językiem. W sumie to jest wygodne. W XIX i XX wieku powstały narody w dzisiejszym znaczeniu tego słowa. Ale słowo „naród” oznacza różne zjawiska. Gdy mówimy: „naród amerykański”, „naród żydowski”, „naród polski”, „naród litewski”, słowo „naród” występuje w czterech różnych znaczeniach. Każdy z tych narodów ma inne właściwości właśnie jako naród. Żeby było trudniej, granice zakresów znaczeniowych słów w różnych językach są też różne. Po angielsku granica między „people” i „nation” przebiega gdzie indziej niż w języku polskim między słowami „lud” i „naród”. Dodajmy, że niesłychanie rozbieżne zakresy znaczeniowe mają pokrewne słowa: „rasa” („race”) czy „ród”. To są moje udręki tłumacza…

Na brak precyzji w słowach nałożyła się genetyka, która obaliła mit wspólnej krwi, bardzo osłabiając wiele nacjonalizmów i rasizmów. To ciekawe, że rewolucję genetyczną przetrwała bez problemu tożsamość polska, która opiera się na mniej lub bardziej dobrowolnej wspólnocie losu, a nie pochodzenia. Z tych samych powodów współczesna genetyka osłabia religijno-rasową tożsamość żydowską. Mimo prania mózgów wielu Żydów doskonale zdaje sobie sprawę, że mit państwowy Izraela jest absurdalny. Szczególnie groźna jest okoliczność, że rasowe państwo żydowskie skonfliktowane jest z otoczeniem, obecnie w przygniatającej większości islamskim, a w przeszłości islamsko-chrześcijańskim. Najbliższe otoczenie wprawdzie mówi głównie po arabsku, ale jego spoiwem nie jest nacjonalizm czy rasizm, bo islam, podobnie jak chrześcijaństwo, jest ich zaprzeczeniem. Są to religie uniwersalistyczne, przy czym islam w nieporównanie mniejszym stopniu niż chrześcijaństwo opiera się na dobrowolności.

Żydzi najczęściej określają się po angielsku jako „people”. Oficjalna mitologia państwa Izrael opowiada kompletnie ahistoryczną bajkę o bohaterskich osadnikach, którzy w starożytności podbili Ziemię Świętą, potem sami zostali podbici, rozpędzeni po świecie, aż wreszcie na nowo zgromadzili się w ojczyźnie. Najbardziej znanym historykiem, który obala te bajki, jest prof. Szlomo Sand z Jerozolimy.

Ale zacznijmy od największego nieporozumienia dotyczącego religii żydowskiej. W rzeczywistości religia proroków Starego Testamentu i współczesnych Jezusa ma bardzo niewiele wspólnego z religią Talmudu skonstruowaną przez rabinów po zburzeniu Świątyni Jerozolimskiej. Elity religii żydowskiej od średniowiecza są przesiąknięte gnostycyzmem, panteizmem czy nowoczesnym, tęczowym pogaństwem. Wielcy mistrzowie tej religii spisywali swe klasyczne dzieła pod natchnieniem głosów.

Gdy – zgodnie z zapowiedzią Jezusa z Nazaretu – poganie zburzyli Świątynię Jerozolimską w roku 70. ery chrześcijańskiej, wyznawcy religii żydowskiej żyli od dawna na ogromnych połaciach Europy i Azji, a ich geny były kompotem wieloowocowym, podobnie jak geny dzisiejszych Polaków. Żydzi z Ziemi Świętej nie zostali wcale masowo rozproszeni, a ich potomkowie przetrwali stulecia w swoich miasteczkach i wsiach, w większości jako chrześcijanie i muzułmanie, bo te religie zapanowały nad regionem począwszy od IV wieku. Dzisiejsi Argentyńczycy, Peruwiańczycy i Amerykanie o arabskich nazwiskach, wygnani przez wojny i prześladowania chrześcijanie i zwykli muzułmańscy emigranci, nader często są potomkami wyznawców religii żydowskiej sprzed dwudziestu wieków. Znaczna część obecnych Izraelczyków zaś – to potomkowie ludów państwa chazarskiego i innych dawnych państw, które przyjęły religię żydowską jako panującą lub zostały przez nią zdominowane. „Przecież ja jestem klasyczny Chazar” – powiada mój znajomy, stuprocentowy Żyd o wyglądzie – jak sam podkreśla – Antka z Powiśla.

Do zmagań polsko-żydowskich przygotujmy się intelektualnie.

 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor