Felietony 4 maj 12:39 | Redaktor
Leo Messi na Stadionie Narodowym [FELIETON]

Mistrzowska Tęcza/fot. Facebook/UKS Tęcza

Piłkarskie pucharowe zmagania na Stadionie Narodowym były szalenie emocjonujące, a ich zwieńczeniem był przepiękny gol na miarę Leo Messiego.

Po przeczytaniu pierwszego zdania zapewne pukacie się w czoło - wariat, co on oglądał?. Poniekąd macie rację. Ale nie piszę o siermiężnym widowisku jakie 2 maja na Stadionie Narodowym zafundowali widzom zawodnicy, którzy są zlepkiem piłkarskich odpadów z różnych stron świata przyodzianych w koszulki Jagiellonii I Lechii. Dawno temu mówiło się, że ligę mamy słabą, bo nie mamy stadionów, a na podwórkach dzieciaki nie mają gdzie kopać piłki. Tyle że wtedy Widzew, Legia, Górnik  potrafiły bić się z największymi klubami z Anglii, Włoch, Hiszpanii. Od tamtej pory dorobiliśmy się mnóstwa boisk przy szkołach i na osiedlach, a stadiony nie odbiegają od norm europejskich. Tylko piłkarze biegają wolniej, mniej, a technika i taktyka ogranicza się do zasady „kopnij, jakoś to będzie”.

Bramka na wagę finału dla UKS Tęcza

Jednak dzięki dziewczynom i trenerom z UKS Tęcza Bydgoszcz dane mi było przeżyć emocje na najwyższym światowym poziomie. Ich postawa i sukces zachęcił mnie do obejrzenia wszystkich finałów turnieju „Z podwórka na stadion o Puchar Tymbarku”, który odbył się 2 maja na Stadionie Narodowym o poranku przed meczem o Pucharu Polski. Bydgoska Tęcza wprowadziła jako jedyny polski klub dwie drużyny do czołowych czwórek – zarówno w kategorii U-10, jaki i w U-12. Te młodsze zagrały na Stadionie Narodowym w finale z KKS Katowice. I było to wspaniałe widowisko. Moim zdaniem, najlepszą zawodniczką na boisku była bramkarka Tęczy Amelia Sikora (została wybrana najlepszą w całym turnieju). Popełniła jeden błąd, a tym samym dała szansę sędzinie do podjęcia złej decyzji, która w skutkach okazała się dla bydgoszczanek bardzo kosztowna. Uznanie drugiej bramki dla katowiczanek okazało się kluczowe dla ostatecznego wyniku. Dziewczyny walczyły ambitnie, ale miały tę odrobinę pecha, który decyduje o tym, kto z boiska schodzi pokonany. Z kronikarskiego obowiązku dodam jeszcze, że starsze dziewczyny Tęczy zajęły czwarte miejsce w turnieju.

Zapytacie, gdzie ten Leo Messi? Po wspaniałym meczu bydgoszczanek obejrzałem wszystkie finałowe pojedynki. Zwieńczeniem imprezy było spotkanie w kategorii chłopców U-12. Naprzeciwko siebie stanęli faworyzowani warszawiacy z podstawówki, która de facto jest Akademią Legii i chłopcy z Kostrzyna nad Odrą. Stadion Narodowy nie miał wątpliwości, kto jest faworytem, a kto Kopciuszkiem. Ale gdy do końca spotkania pozostało raptem kilkadziesiąt sekund, na tablicy widniał wynik 2:2. I wtedy objawił się Leo. Szymon Marciniak odgwizdał faul stołecznego zawodnika i podyktował rzut wolny dla drużyny z woj. lubuskiego. Do piłki podszedł Alan Krysiński. Dystans był dość odległy. Komentator Polsatu Sport Mateusz Borek przywołał dokonanie Argentyńczyka, który dzień wcześniej w półfinale Ligi Mistrzów strzałem z rzutu wolnego umieścił piłkę precyzyjnie w okienku bramki Liverpoolu. Ale Alan miał trudniejsze zadanie od zawodnika Barcelony, bo piłka ustawiona była praktycznie przy bocznej linii boiska. Wkręcić ją pod poprzeczkę bramki mogła jedynie wybitna stopa. Kto tego nie widział, zachęcam tutaj:

I tak sobie myślę, i zwracam się do Zbigniewa Bońka, niech to dorośli kopacze grają swoją siermiężną młóckę o poranku, a w najlepszym czasie antenowym pokazujcie te dzieciaki, które mają zarówno umiejętności, jak i talent. Ale przede wszystkim mają serce do walki. Tak wiem, to niemożliwe. Jednak sobie i wszystkim sympatykom piłki nożnej życzę: nie zmarnujecie ich.

Jarosław Kopeć

P.S. Pragnę równie gorąco pogratulować chłopcom bydgoskich zespołów, którzy dzielnie walczyli w Warszawie. Piłkarze SP44 (Wisełka Bydgoszcz-Fordon) i SP64 (połączone ekipy Juve i Gwiazdy) zajęli w swoich kategoriach wiekowych ósme miejsca.  

 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor