Felietony 28 sie 12:35 | Grzegorz Dudziński
Na pozór wszystko gra... [CYKL „ŚLEPYM TRAFEM”]

fot. ilustracyjna, Pixabay

Obecnie zaczęły funkcjonować całkiem przyzwoite przepisy dotyczące dostępności dla osób niewidomych. Niewidomym sprzyjają instytucje samorządowe i rządowe. Mogą oni bez problemów odwiedzać każdą stronę internetową. Tyle teoria. W praktyce niewiele osób tak naprawdę przejmuje się tym, że w naszym kochanym kraju żyją również ślepcy...

Niedawno pewna firma odświeżyła jedną z naszych stron internetowych. Według ustaleń strona po liftingu miała być dostosowana do obecnych standardów. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po otwarciu witryny mój udźwiękowiony telefon zaczął wydawać bardzo dziwne hasła. Po prostu zupełnie nie czytał tej strony! Już od roku każda strona internetowa musi być dostosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych, w tym dla niewidomych. Informatyk powinien stronę tak poprawić, aby gadające telefony i komputery opisywały wszystko, co na tej stronie się znajduje. Od 23 września brak takiego dostosowania będzie się wiązał z ewentualną karą finansową.

Skontaktowałem się z firmą, która ulepszała naszą stronę. Szefowa tej firmy broniła się, że przecież dołożyli okienka Facebooka czy Twittera i w ten sposób dostosowali stronę do aktualnych standardów. A że strona na udźwiękowionym iPhonie gada jak potłuczona? No cóż, to mogą poprawić dodatkowo, bo przecież to już nie należy do aktualnych standardów!!!

– Żaden z moich dotychczasowych klientów nigdy czegoś takiego ode mnie nie żądał – zapewniała pani bizneswomen.

Teraz dla odmiany zgoła inny przykład. Kilka miesięcy temu Urząd Miasta Koronowa poprosił naszą Fundację Światłownia o audyt swojej strony internetowej i przeszkolenie pracowników. Pokazaliśmy, które elementy miejskiej witryny są niedostępne dla osób niepełnosprawnych. Potem uczyliśmy urzędników, jak przygotowywać dokumenty w Internecie, aby były one dostępna dla każdego. Serce mi rosło, kiedy widziałem, z jakim przejęciem koronowscy urzędnicy podchodzą do swojej misji. Jak starają się, aby każdy mieszkaniec gminy, także niewidomy czy głuchoniemy, mógł dobrze czuć się na ich stronie internetowej. Pytałem, co sprawiło, że podchodzą w taki sposób do kwestii dostępności. Usłyszałem: Przecież w naszej gminie są zarówno niewidomi, jak i osoby z wadami słuchu.

Próbowaliśmy zainteresować takim audytem i szkoleniem inne gminy czy poszczególne instytucje. Niemal zawsze zaczynało się w tym momencie narzekanie na brak środków na tego typu dodatki. W jednym z urzędów szef nie owijał w bawełnę:

– Tych niewidomych czy głuchoniemych jest tak mało, że oni mogą kogoś poprosić o wyszukanie czegoś w Internecie. Kary? To już nie ma poważniejszych spraw, żeby czepiać się takich, za przeproszeniem, pierdół?! – skwitował włodarz gminy.

W sejmie ubiegłej kadencji funkcjonował zespół parlamentarny ds. osób z dysfunkcją wzroku. Kierowały nim dwie posłanki, Małgorzata Wypych  i Ewa Tomaszewska.  Obie panie prywatnie miały kontakt z osobami całkowicie niewidomymi. Sam też jeździłem na posiedzenia tego zespołu i wiem, że padały tam niezwykle ważne postulaty naszego środowiska. Rozmawialiśmy o wszystkim, co jest ważne dla niewidomych: o psach-przewodnikach, o udoskonaleniach technicznych, o likwidacji barier, o realiach życia niewidomych. Wiele zdań, które padły podczas naszych spotkań, trafiło do ustawy o dostępności czy do funkcjonujących obecnie projektów. Jako niewidomy czułem wtedy, że wreszcie mamy coś na kształt naszego przedstawicielstwa. Że ktoś głośno mówi o problemach tych całkowicie niewidomych!

Naszą tragedią jest brak autentycznego przedstawicielstwa. Oficjalne statystyki mówią o tym, że w Polskim Związku Niewidomych jest około 5 proc. osób całkowicie pozbawionych wzroku. Pozostałe 95 proc. to osoby niedowidzące. Są to dwa różne światy! Niedowidzący potrzebuje np. żółtych barierek, dużych liter na klawiaturze, elektronicznej lupy do przeglądania komputera itp. Niewidomemu trzeba udźwiękowionego komputera i telefonu, klikaczy na przejściach przez jezdnię, rowka prowadzącego przez chodnik itp. Większość moich niewidomych przyjaciół nie należy już do Polskiego Związku Niewidomych, bo to nie ich związek! Ja też nie należę. Powód: te 95 proc. członków PZN dbało głównie o potrzeby osób niedowidzących.

Obecnie w PZN nic się nie zmieniło. W sejmie obecnej kadencji zaszła istotna zmiana – posłanki Wypych i Tomaszewska nie weszły do parlamentu. Jak widać, dla wyborców problem osób niewidomych nie był na tyle ważny, aby zagłosować na nie. Zespół ds. osób z dysfunkcją wzroku nie istnieje. Szkoda, bo tym, którzy naprawdę nie widzą, teraz zatkano usta... Funkcjonują, co prawda, przepisy prawne, które nakazują urzędom działanie w imieniu osób niepełnosprawnych, w tym niewidomych. Ustawy, które wymagają, aby każda strona internetowa była dostępna dla osób niepełnosprawnych, w tym niewidomych. Piękne rozwiązania, którymi nie przejmuje się bizneswoman z firmy internetowej, czy pewien włodarz gminy. Oni wiedzą, że papier jest cierpliwy i wszystko przyjmie. Kto by przecież czepiał się takich, za przeproszeniem, pierdół, jak dostępność dla osób niewidomych?! A może by tak, dla odmiany, troszkę się do tego poprzyczepiać? Może wtedy byłoby normalniej?

Grzegorz Dudziński - prezes Fundacji Światłownia, pomagającej osobom z niepełnosprawnościami. Więcej czytaj m.in.: Dziennikarz widzący duszą

Z cyklu „ŚLEPYM TRAFEM” czytaj również: Szczęście na wyciągnięcie ręki

Grzegorz Dudziński

Grzegorz Dudziński Autor

Dziennikarz z dwudziestoletnim stażem pracy w gazetach ogólnopolskich, absolwent Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, laureat nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za „wybitne osiągnięcia dziennikarskie”.