Film 25 paź 12:41 | Redaktor
Do zobaczenia w zaświatach [RECENZJA]

fot. Jerome Prebois (ADCB Films)

„Fifteen… Fourteen…” – odliczanie adiutanta wybija się ponad zgiełk zwiastujący rozpoczęcie natarcia. Grany przez Kirka Douglasa pułkownik Dax sprawdza jeszcze, czy jego podkomendni są gotowi do walki, bierze do ust gwizdek i po chwili sam rusza na czele ataku. Żołnierze wybiegają z okopów i rozpoczynają beznadziejną próbę szturmu na fortecę nie do zdobycia.

Powyższa scena pochodzi oczywiście ze słynnych Ścieżek chwały Stanleya Kubricka i stanowi być może najsłynniejszą filmową wizualizacją pola bitwy z czasu wielkiej wojny 1914-1918. Wojny, która w kinie jest reprezentowana jednak znacznie skromniej od II wojny światowej, nie ma też tak wyrazistej podgatunkowej formacji, jak wojna w Wietnamie. Dlatego też warto zwrócić uwagę na wyświetlany głownie w kinach studyjnych i DKF-ach francuski film Do zobaczenia w zaświatach w reżyserii Alberta Dupontela.

To adaptacja bestsellerowej powieści Pierre’a Lemaître. Jej właściwa akcja, ujęta wszakże w klamrę kompozycyjną, rozpoczyna się w ostatnich dniach wojny. Jest listopad 1918 roku, wycieńczeni walką i ciągłym zagrożeniem żołnierze z wytęsknieniem wyczekują na ogłoszenie pokoju. Tym bardziej, że sens działań militarnych stał się już mglisty, polityczny i strategiczny wymiar odsunięty został na daleki plan przez obrazy cierpienia, śmierci, spalonych lub rozerwanych pociskami ciał kolegów. W tym właśnie momencie splatają się losy dwóch szeregowych żołnierzy – Edwarda i Alberta. Absurdalny rozkaz ich przełożonego, porucznika Pradelle, staje się przyczyną rozpętania jednej z ostatnich ciężkich wymian ognia na froncie. Edward ratuje życie towarzyszowi broni, który jednak zostaje potwornie okaleczony – traci całą dolną połowę twarzy. Wojna się kończy, tysiące żołnierzy wraca do domów, a tam – wszystko okazuje się już inne niż dawniej. Niczym bohaterowie słynnego arcydzieła Williama Wylera Najlepsze lata naszego życia usiłują odnaleźć się w nowej, powojennej rzeczywistości, z goryczą uświadamiając sobie, że nie są już nikomu potrzebni, dawne posady zostały zajęte przez kogo innego, a jeśli już mówi się o wojnie, to tylko w kontekście pamięci o tych, którzy zginęli, zapominając zaś o tych, którzy przeżyli.

I w tym momencie Do zobaczenia w zaświatach dokonuje ożywczej, zaskakującej widza wolty. Zamiast spodziewanego, realistycznego dramatu społecznego otwiera się nieco baśniowa (choć miejscami to baśń bardzo gorzka) opowieść o przyjaźni, miłości, naprawianiu błędów z przeszłości i… sprytnym oszustwie. Gdy Edward i okaleczony Albert, którzy po wojnie mieszkają razem, dowiadują się, że jednym z największych beneficjentów procesu upamiętniania ofiar wojny jest opętany obsesją zabijania na froncie porucznik Pradelle, biorą sprawy w swoje ręce. Pomocny okaże się tu spryt plebejusza Edwarda i talent wywodzącego z się rodziny bogatych finansistów Alberta. W przyjaciołach odzywa się duch walki o sprawiedliwość, choć pojmowaną w swoiście łotrzykowski sposób – to zresztą nawiązanie do tradycji literatury francuskiej.

Niezwykły atut filmu stanowi jego warstwa wizualna. Począwszy od scen frontowych, poprzez życie w powojennym Paryżu, aż po północnoafrykański epilog Do zobaczenia w zaświatach tworzy barwny i widowiskowy obraz przeszłości, dla którego inspiracjami były, jak się zdaje, zarówno obrazy i ikonografia epoki, jak też całkiem współczesne wirtuozerskie operatorskie popisy Emmanuela Lubezkiego. Film Dupontela jest przede wszystkim obrazem o przyjaźni i pamięci, ale zarazem pozostaje widowiskiem. Owszem, w środkowej części następuje zaplanowane zwolnienie rytmu opowieści, służące refleksji nad rozterkami i uczuciami poszczególnych bohaterów, w końcówce jednak Dupontel bardzo sprawnie i efektownie łączy poszczególne wątki, by doprowadzić je do finału – trochę zapewne zaskakującego, a na pewno wzruszającego. Niesamowity zbieg okoliczności, ujawniony w zakończeniu filmu, może przywodzić na myśl subtelny epizod z najwybitniejszej francuskiej powieści-rzeki, czyli Rodziny Thibault Rogera Martin Du Garda. W niej również burzliwe koleje losu wielkiej wojny nieoczekiwanie kierują życiem bohaterów, a nazwisko, które przemknie gdzież przez raporty z jednego frontu walk, może pojawić się w kluczowej roli w innych okolicznościach. Dupontel sprawnie korzysta z tego narracyjnego zabiegu.

Do zobaczenia w zaświatach zdobył 5 Cezarów, m.in. za reżyserię, scenariusz i zdjęcia. To bez wątpienia ciekawsza strona współczesnego francuskiego kina, potrafiącego wciąż w niebanalny sposób odwołać się do literatury (jak Obietnica poranka Erica Barbiera na podstawie Romaina Gary’ego). Warto poznać ten film także w kontekście bardzo ważnej historycznej rocznicy. W listopadzie 1918 roku skończyła się wielka wojna, nie mógł też oczywiście powrócić dawny świat. Edward i Albert próbują więc odnaleźć się w nowym – warto im kibicować.

Dominik Wierski

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor