Historia 4 cze 16:22 | Redaktor
Na Syberii stałym towarzyszem był strach. Żywa lekcja historii Leokadii Teresy Majewicz

fot. Anna Kopeć

Nieraz chciałabym już skończyć z opowiadaniem, bo chciałabym już zapomnieć – mówiła Leokadia Teresa Majewicz, autorka książki „Niewolnicy w raju” . Podczas spotkania w Urzędzie Wojewódzkim opowiedziała uczniom bydgoskich szkół o tym, co przeżyła w czasie II wojny światowej.

Uczestnicy spotkania mieli okazję doświadczyć żywej lekcji historii, przekazanej przez naocznego świadka tamtych wydarzeń. Leokadia Majewicz opowiedziała o czasach wojny, deportacji na Sybir, a także o losach rodziny Kosińskich po ogłoszeniu amnestii.

W spotkaniu uczestniczył  kujawsko-pomorski kurator oświaty Marek Gralik. – To trudne i bolesne doświadczenia, które musimy mieć w pamięci i co jakiś czas rozpamiętywać, żeby to, co dzieje się tu i teraz, nie zagłuszyło tego, co w dużej mierze było budowaniem fundamentów nowej Polski, wymarzonej przez tych, którzy zostali rzuceni na Daleki Wschód, później na Zachód, a do Polski wrócić nie mogli, bo przez tyle lat panoszył się w niej komunizm – mówił.

fot. Anna Kopeć

Urodzona 21 sierpnia 1929 r. w Jabłonowie na Podolu Leokadia Kosińska, po zajęciu wschodnich terenów Polski przez wojska radzieckie, w lutym 1940 r. wraz z rodzicami i pięciorgiem rodzeństwa została aresztowana i wywieziona do Ałtajskiego Kraju, gdzie w ciężkich warunkach pracowała przy zbieraniu żywicy i rąbaniu drewna.

fot. Anna Kopeć

„Od 1 września 1939 roku poznałam, co to strach. Przez wiele lat strach był moim stałym towarzyszem”– pisze w swojej książce „Niewolnicy w raju”.

– To wszystko stało się 1 września 1939, kiedy Niemcy napadli na Polskę, a 17 dni później pod pretekstem pomocy Rosjanie… – rozpoczęła swoją przejmującą opowieść Leokadia Majewicz, która wraz z całą rodziną, trzema siostrami, bratem i rodzicami, mając niespełna jedenaście lat była deportowana przez Rosjan ze swojej rodzinnej miejscowości Jabłonowo do obozu przymusowej pracy na Syberii. Rosjanie przyszli do koszar mówiąc, że chcą pomóc w wojnie z Niemcami. Najpierw przywitali polskich żołnierzy jako sojuszników, by później rozbroić ich pod groźbą bagnetów. – Wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że żadnej obrony przeciwko Niemcom nie będzie.

Aresztowanie rodziny Kosińskich nastąpiło 10 lutego 1940 roku o godzinie 5.30, kiedy to rosyjscy żołnierze i kilku ukraińskich cywilów weszło do leśniczkówki, gdzie mieszkała rodzina, i zaczęło rewidować dom. – Na Sybir podróżowaliśmy wagonem, przeznaczonym do przewozu bydła. Zaryglowani, zamknięci na kłódki, z żelaznymi kratami w oknach, a od wewnątrz dodatkowo obitymi deskami. Podróż trwała miesiąc, tylko w nocy, bez możliwości chodzenia – wspomina. 

Ściany wewnątrz wagonu pokryte były lodem. – Było tak zimno, że moja głowa i włosy przymarzły do ściany, z wrzaskiem zbudziłam się, bo nie mogłam się od niej odczepić. Ojciec wziął nóż i ostrożnie oddzielił mnie od zamarznięcia na śmierć – mówiła. – Podczas podróży strasznie się bałam... Wszyscy śpiewaliśmy pobożne piosenki, modliliśmy się. Moja mamusia wszystkim dodawała otuchy, mówiąc „że Bóg nigdy nie karze ludzi, to tylko ludzie karzą innych”. 

fot. Anna Kopeć

Gdy dotarli na miejsce, dziesięcioipółletnia wówczas Leokadia pracowała w tartaku przy zbieraniu żywicy i rąbaniu drewna, zimą zajmowała się produkcją drewnianych kołków oraz ścinaniem gałęzi. Praca zaczynała się wczesnym rankiem i trwała dwanaście godzin. – Dzięki Bogu, dzisiejsza młodzież nie ma takiego życia – mówiła pani Leokadia podczas spotkania. – Z rana zawsze była modlitwa do Pana Boga, by miał nas w swojej opiece. Byliśmy bardzo religijni, nigdy nie odrzuciliśmy Boga z naszej myśli – opowiadała. 

Gdy Niemcy napadły na Rosję, dla Polaków wywiezionych na Sybir ogłoszono amnestię. – Wszyscy z radością przywitali ten dzień. Mieliśmy to szczęście, że komendant zawiadomił nas o tym, bo w wielu innych obozach komendanci nie informowali ludności, która do dzisiejszego dnia tam pozostała. My, Sybiracy, wciąż walczymy, aby sprowadzić ich do kraju… – mówiła.

Pani Leokadia w Rosji Radzieckiej przeżyła 26 miesięcy. Po wydostaniu się stamtąd wśród rodzin Armii Andersa, kilka miesięcy spędziła w Persji (obecnie Iran) i w Indiach, potem sześć lat w Afryce, przed przybyciem do Liverpoolu w Anglii w 1949, gdzie w wojsku służyli jej brat i ojciec. 31130 kilometrów liczyła trasa, którą łącznie rodzina Kosińskich musiała pokonać, by odzyskać wolność.

fot. Anna Kopeć

W Anglii Leokadia Kosińska wyszła za mąż za Henryka Majewicza. Na Wyspach mieszkała 59 lat. Powrót do Polski wcześniej był niemożliwy, ponieważ jej ojciec brał udział w walkach obronnych Lwowa.

Już w obozie dla uchodźców pani Leokadia zaczęła robić notatki na temat tego, co przytrafiło się jej rodzinie w czasie wojny. Swoje wspomnienia opisała w książce „Niewolnicy w raju” wydanej po polsku w 2004 roku.

fot. Anna Kopeć

„Żywa lekcja historii – spotkanie z Leokadią Teresą Majewicz” zostało zorganizowane przez Fundację Bezpieczny Świat, Fundację Drużyna Mieszka i Klub Prawicy Bydgoskiej.

Poniedziałkowe (3 czerwca) spotkanie zostało objęte honorowym patronatem marszałka województwa kujawsko-pomorskiego Piotra Całbeckiego, wojewody kujawsko-pomorskiego Mikołaja Bogdanowicza, prezydenta Bydgoszczy Rafała Bruskiego, kujawsko-pomorskiego kuratora oświaty Marka Gralika.

Patronami medialnymi wydarzenia byli „Tygodnik Bydgoski” i „Polskie Radio PiK”. 

Wkrótce na portalu relacja wideo z wydarzenia.

fot. Anna Kopeć

Sylwia Wojnarowska

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor