Historia 28 sty 18:26 | Redaktor
Według jego zegarka chodziła cała Bydgoszcz

Leon Barciszewski/ fot. archiwum

Najbardziej znany prezydent Bydgoszczy. Nie chciał panować, ale służyć miastu. Jego rządy przerwał wybuch II wojny światowej, a życie - brutalna egzekucja wykonana dlatego, że był Polakiem.

Leon Barciszewski był czwartym, a jak się później okazało, również ostatnim prezydentem Bydgoszczy po I wojnie światowej. Urodził się 10 maja 1883 r. we wsi Tulce niedaleko Poznania. Jego ojcem był Eustachiusz, mistrz kowalski, a matką Augustyna. Ojciec przyszłego prezydenta Bydgoszczy był człowiekiem niepokornym, a jednocześnie przywiązanym do wartości patriotycznych. Ze względu na swoją nieprzejednaną postawę antyniemiecką często ściągał na siebie i swoją rodzinę różnego rodzaju represje ze strony władz pruskich. Przykładem może być wydalenie jego syna Leona ze szkoły średniej w Poznaniu właśnie za taką postawę. Z tego też względu przyszły prezydent Bydgoszczy nie zdołał zrobić matury i – jak pisał we własnoręcznie sporządzonym życiorysie – miał „wykształcenie średnie bez złożenia egzaminów”.


Dostrzegły go władze II RP
Już jako pełnoletni człowiek Leon Barciszewski wyjechał do Berlina, w poszukiwaniu pracy i polepszenia warunków swojego życia. Pracował jako ślusarz, ale jednocześnie angażował się w działalność różnych polonijnych organizacji gospodarczych i społeczno-politycznych, w tym m.in. był prezesem Związku Towarzystw Polskich, członkiem zarządu i prezesem Towarzystwa Przemysłowców Polskich, członkiem Towarzystwa Metalowców Polskich w Berlinie, Towarzystwa Wyborczego Berlin-Wedding, Polskiego Komitetu Politycznego w Berlinie czy też charytatywnego Towarzystwa Polskiego „Przytulisko”. Był też w 1911 r. współzałożycielem Towarzystwa Opieki nad Wychodźcami Sezonowymi z siedzibą w Poznaniu, a od kolejnego roku sekretarzem i kierownikiem jego berlińskiego biura oraz członkiem zarządu Banku „Skarbona” w Berlinie. Ponadto, był również wydawcą i publicystą kilku polonijnych gazet.

 

W czasie I wojny światowej został wcielony do armii pruskiej, gdzie służył w latach 1915–1916. Wyreklamowany przez Bank „Skarbona” wrócił do Berlina i kontynuował swoją wcześniejszą działalność społeczną na rzecz sprawy polskiej. Jego wysiłki dostrzegły władze odrodzonej Rzeczpospolitej. Już w listopadzie 1918 r. został zaangażowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Warszawie do pracy dyplomatycznej. Początkowo był sekretarzem, a następnie konsulem generalnym w Berlinie. Niespełna rok później został przeniesiony do Essen, aby tam kontynuować swoją pracę dyplomatyczną. W tamtejszej placówce był początkowo agentem konsularnym, a później wicekonsulem, konsulem II klasy i konsulem I klasy. W czasie swojej służby był niezwykle aktywny na rzecz Polonii, co spotykało się z wysokimi ocenami kierownictwa MSZ.

 

Najpierw rządy w Gnieźnie
Po kilku latach ciężkiej pracy dyplomatycznej zapragnął powrócić do kraju. Podejmował próby znalezienia sobie zajęcia, początkowo jednak bez skutku. W 1922 r. ubiegał się o fotel prezydenta Bydgoszczy, ale przegrał jednym głosem z Bernardem Śliwińskim. W następnym roku starał się o prezesurę Okręgowego Urzędu Ziemskiego w Poznaniu, ale na prośbę MSZ wycofał swoją kandydaturę i pozostał w dyplomacji. Ostatecznie jednak pod koniec 1924 r. zrezygnował z niej i od 10 III 1925 r. objął fotel burmistrza Gniezna.


Dzięki zabiegom Leona Barciszewskiego Gniezno uzyskało status miasta wydzielonego, co znacząco podniosło rolę i znaczenie miasta. On sam został zaś jego prezydentem. Jak pisze historyk Janusz Kutta „W czasie swojego urzędowania w Gnieźnie Barciszewski skupiał głównie swoją uwagę na zaniedbanej gospodarce komunalnej. Wielu oceniało go jako dobrego gospodarza”. Po zakończeniu kadencji nie zabiegał o przedłużenie swoich rządów w Gnieźnie, co było efektem ponownego ubiegania się o fotel prezydenta Bydgoszczy. Tym razem jego kandydatura okazała się najlepsza.
8 listopada 1932 r. Leon Barciszewski został zaprzysiężony na prezydenta Bydgoszczy. Wybranie go na urząd prezydenta przez lokalne media okrzyknięte zostało jako „nowy okres w historii miasta”. Nadzieje związane z jego wyborem były efektem zamieszania związanego z przedwczesnym odwołaniem jego poprzednika, Bernarda Śliwińskiego. Przypomnijmy, w listopadzie 1930 r. wojewoda zawiesił go w czynnościach, co w praktyce oznaczało pozbawienie go władzy. Do końca kadencji, czyli przez kolejne dwa lata, rządy w mieście sprawował wiceprezydent Tadeusz Chmielarski.


Chciał służyć, nie panować
W trakcie zaprzysiężenia na urząd prezydenta Leon Barciszewski mówił m.in.: „Powołany na pierwszego urzędnika tego miasta chcę być pierwszym nie tylko w moich prawach, ale i w spełnianiu moich obowiązków. W odniesieniu do wszystkich współpracowników moich, nie uważam siebie za ich pana ani pracodawcę. Naszym wspólnym pracodawcą jest to miasto, któremu wspólnie służymy! Pragnę być dla nich zwierzchnikiem sprawiedliwym, ale i wyrozumiałym, ale tylko wtenczas, gdy ze swej strony spełnią w stu procentach swoje wobec tego miasta obowiązki”.


Obejmując na 12-letnią kadencję fotel prezydenta miasta Leon Barciszewski był świadomy stojących przed nim problemów. Szczególnie wielkie obawy powodował panujący wówczas kryzys ekonomiczny. W swoim wystąpieniu inauguracyjnym mówił: „Złączeni wspólnym dążeniem do wspólnego celu – wierzę – że przetrwamy te czasy ciężkie i że spuściznę po nas przekażemy przyszłym pokoleniom naszym. Może im pisane jest zbieranie plonów żmudnej pracy naszej…”.


Zażegnywał konflikty
Prezydentem okazał się sprawnym. Dokonał wielu inwestycji, dbał o rozbudowę miasta, miał wiele pomysłów na rozwój miasta – zamierzał m.in. przebudować Stary Rynek, plac Teatralny i ul. Mostową. Dzięki jego zabiegom dokończono budowę szpitala miejskiego na Bielawkach, elektrowni na Jachcicach, zbudowano lub zmodernizowano wiele przedsiębiorstw, takich jak „Kabel Polski”, „Karbid Wielkopolski”, rzeźnia miejska, Lloyd Bydgoski. Inicjatywy te skutecznie rozładowywały wysokie bezrobocie i przyczyniały się do rozwoju Bydgoszczy. Dzięki jego zabiegom w 1938 r. udało się przenieść Bydgoszcz z województwa poznańskiego do pomorskiego, niestety nie udało się przy tej okazji umieścić w tym mieście stolicy województwa.


Mając doświadczenie dyplomatyczne i liczne kontakty wśród Niemców, starał się również o poprawę relacji między polskimi i niemieckimi mieszkańcami miasta. Jak podkreśla Kutta „doskonale znając mentalność Niemców [Barciszewski], starał się o poprawną koegzystencję polskich i niemieckich mieszkańców Bydgoszczy. Pilnie przy tym baczył, by działalność Niemców bydgoskich mieściła się w granicach prawa i by lojalnie wypełniali obowiązki obywateli polskich”.


Najważniejszy zegarek w mieście
Janusz Kutta, na łamach swojej książki o bydgoskich prezydentach, przytacza słowa córki prezydenta Leona Barciszewskiego Danuty świadczące o jego niezwykłej obowiązkowości: „Ojciec był człowiekiem niezmiernie pracowitym i bodajże zupełnie wyżywającym się w pracy. Praca była jedyną regułą jego dnia, zażywał bardzo niewielu rozrywek, nie palił, nigdy nie używał alkoholu (także ze względu na zdrowie), rzadko mógł spędzać czas w towarzystwie przyjaciół”. Córka prezydenta wspominała, że jej ojciec był „mało wybredny w jedzeniu czy ubraniu, nie lubił strojów galowych i »gali« w ogóle, natomiast lubił wygody ułatwiające pracę, np. samochód itp.”. Dodawała ponadto, że charakteryzowała go „absolutna punktualność: nigdy się nie spóźniał bez przyczyny do biura, nie znosił spóźnień. Miał zegarek chodzący z idealną dokładnością i nieraz miałam wrażenie, że według tego zegarka musi chodzić cała Bydgoszcz”.


W czasie swojej prezydentury Barciszewski wspierał gospodarkę i kulturę oraz liczne towarzystwa i stowarzyszenia. Do wielu z nich zresztą sam należał, w tym m.in. do Związku Popierania Turystyki, Miejskiego Komitetu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego, Koła Miast Wielkopolskich, Związku Miast Polskich, Związku Kredytowego Wielkopolski i Pomorza, Związku Kas Komunalnych województw poznańskiego i pomorskiego.


Ciągły stres związany z wykonywanymi obowiązkami oraz intensywność prowadzonych prac spowodował problemy zdrowotne. Kilkukrotnie musiał korzystać z pomocy lekarza, a nawet udawać się do sanatorium. W zaświadczeniu lekarskim z 1935 r. pisano, że „stan obecny wymaga przerwania zajęć służbowych od zaraz, celem przeprowadzenia kuracji sanatoryjnej, która jest koniecznie wskazana dla naprawienia zdrowia i sił”.


Kłamliwie oskarżony
Problemy zdrowotne ani intensywność prac nie zmniejszyły jego zaangażowania na rzecz miasta. Wręcz przeciwnie, mobilizowały go do dodatkowej pracy. Na przeszkodzie realizacji wielu kolejnych pomysłów stanął wybuch II wojny światowej. Zgodnie z zarządzeniami ewakuacyjnymi 3 września 1939 r. Leon Barciszewski opuścił Bydgoszcz i udał się do Włocławka, gdzie prezydenci miast pomorskich mieli spotkać się z wojewodą. Po naradzie zapadła decyzja o dalszej ewakuacji. Po przybyciu do Warszawy Barciszewski połączył się z przebywającą tam od pewnego czasu rodziną. Razem z nią dotarł do granicy, ale jej nie przekroczył.


Pod koniec września 1939 r. postanowił z bliskimi wrócić do Bydgoszczy. Skłoniły go do tego oskarżenia wysuwane przez Niemców. Mówiły one o tym, że w czasie swoich rządów dopuszczał się różnych defraudacji. Jako człowiek honorowy nie godził się z nimi i chciał oczyścić swoje dobre imię. Po przybyciu 9 października do Bydgoszczy zatrzymał się u rodziny przy ul. Długiej. Już po dwóch godzinach przybyło tam gestapo i aresztowało zarówno prezydenta, jak i jego rodzinę.

Przetrzymywany był w siedzibie gestapo przy ul. Poniatowskiego 2. Oskarżono go o to, że nie przeciwdziałał wydarzeniom z 3 i 4 września, gdy tłumiono niemiecką dywersję. Uznany został za „najgorszego wroga Niemców” i 11 listopada 1939 r. rozstrzelany wraz z synem Januszem w trybie doraźnym. Miejsce egzekucji oraz pochowania zwłok do dziś nie jest znane.


Pozostał w pamięci
W uznaniu zasług Leon Barciszewski był wielokrotnie nagradzany. W 1924 został Kawalerem Legii Honorowej, natomiast w latach trzydziestych otrzymał order „Polonia Restituta” i Złoty Krzyż Zasługi. Nie zapomnieli o nim również bydgoszczanie, chociaż na godne upamiętnienie czekać musiał wiele lat. Niebagatelną rolę w tym procesie odegrali działacze „Solidarności”, którzy zaraz pod powstaniu związku zainicjowali proces uhonorowania zamordowanego prezydenta. W następstwie ich zabiegów 11 listopada 1981 r. na domu przy ul. Wały Jagiellońskie 12, w którym mieszkał Barciszewski podczas swojego pobytu w Bydgoszczy, zamontowano pamiątkową tablicę (w 2010 r. tablica została skradziona przez złomiarzy. Nigdy nie zdołano ustalić sprawców, a tym samym odzyskać pierwotnej tablicy. Jakiś czas później zastąpiono ją nową, wykonaną z granitu). W tym samym czasie imieniem prezydenta nazwano jedną ze szkół. Innych upamiętnień, w tym ufundowania pomnika, nie zdążono wówczas zrealizować, na przeszkodzie stanęło wprowadzenie stanu wojennego.


Wspomniany powyżej pomnik odsłonięto dopiero 11 listopada 1989 r., w pięćdziesiątą rocznicę śmierci prezydenta. Jego autorem był rzeźbiarz Sławoj Ostrowski z Gdańska. Pierwotnie monument usytuowano na skwerze nazwanym imieniem prezydenta, obok ulicy Mostowej, przed budynkiem Domu Polskiego. Stał tam do 2007 r., gdy przeniesiono go na zrewitalizowany Wełniany Rynek. Ponadto, prezydent Barciszewski ma jeszcze poświęconą sobie tablicę w kruchcie kościoła farnego oraz patronuje jednej z ulic w Fordonie.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor