Historia 18 mar 13:50 | Redaktor
Wybuchowa fabryka pod miastem

Budynek mieszania nitrogliceryny z nitrocelulozą/fot. Krzysztof Osiński

Z części pozostałości po niemieckiej fabryce zbrojeniowej Dynamit-Aktien Gesellschaft (DAG) uczyniono wyśmienity i rozpoznawalny obiekt muzealny – „Exploseum”. Jaka była historia tego miejsca?

„Exploseum” ulokowane jest na obrzeżach Bydgoszczy. Gdy jednak powstawała niemiecka fabryka zbrojeniowa DAG, teren ten znajdował się poza obrębem granic administracyjnych miasta. Wybudowana ona została na terenie Puszczy Bydgoskiej, w granicach wsi Brahnau (Łęgnowo), która dopiero po wojnie została włączona do Bydgoszczy, stając się jedną z jej dzielnic. 

Korzystna lokalizacja 

O ulokowaniu fabryki właśnie w tym miejscu zdecydowało kilka czynników. Wśród nich wymienić można ukształtowanie powierzchni – zalesiony, pagórkowaty teren umożliwiał „schowanie” budynków fabrycznych przed dociekliwym wzrokiem potencjalnych szpiegów, jak również samolotów zwiadowczych aliantów. Stosunkowo niedaleka odległość Wisły zapewniała z kolei dostęp do dużych ilości wody potrzebnych w procesie produkcyjnym. W końcu niewielkie oddalenie od dużego miasta zapewniało dostęp do siły roboczej. Potrzeby w tym ostatnim zakresie były bardzo duże, czego wymowną oznaką jest fakt, że w okresie wojny w fabryce DAG pracowało 30–40 tys. robotników, w tym bezpośrednio przy produkcji – około 10 tysięcy. Wśród tych osób byli zarówno Niemcy, przymusowi robotnicy, jeńcy wojenni, ale również polscy mieszkańcy okupowanej Bydgoszczy. Nie bez znaczenia był również fakt, że miasto leżało na przecięciu szlaków komunikacyjnych (tory kolejowe Śląsk-Gdynia oraz Berlin-Królewiec). 

Prace nad budową fabryki zbrojeniowej Dynamit-Aktien Gesellschaft (DAG) rozpoczęły się już jesienią 1939 r., to znaczy niedługo po zajęciu Bydgoszczy przez Niemców. Uznano je za priorytetowe z punktu widzenia potrzeb militarnych III Rzeszy. Zachowanie koniecznej dyskrecji było ogromnym wyzwaniem: w realizację tego przedsięwzięcia zaangażowano tysiące osób, kompleks fabryczny rozciągał się na powierzchni ponad 23 km kw. i składał się z ponad 1000 budynków! 

Ciągłe ryzyko wybuchu 

Tak wielka liczba gmachów fabrycznych była następstwem specyfiki prowadzonej w DAG produkcji. Ze względów bezpieczeństwa nie można było skupić jej w kilku wielkich halach produkcyjnych, a wręcz przeciwnie, chcąc zminimalizować ryzyko i skutki ewentualnego wybuchu, poszczególne etapy produkcji rozbito na pomniejsze, odrębne budynki. Pomieszczenia te połączone były ze sobą siecią podziemnych betonowych tuneli. Autor monografii fabryki DAG, Michał Pszczółkowski, pisze o tym w następujący sposób: „Starano się, aby odległości między budynkami w obrębie linii nie były duże – w ten sposób unikano niedogodności transportowych, tym niemniej budynki były sytuowane na różnej wysokości względem siebie, unikano szeregowej zabudowy, a otworów wejściowych nigdy nie umieszczano naprzeciwko. W ten sposób eliminowano ryzyko powstania reakcji łańcuchowych i zniszczenia całej linii w razie zakłócenia produkcji”. 

Budując fabrykę zwracano również uwagę na to, aby jak najszybciej móc wznawiać produkcję w przypadku wystąpienia wybuchu. Dlatego też budowle miały konstrukcję szkieletową, których ścianki zbudowane były z cegły lub szkła. W przypadku eksplozji podmuch nie niszczył całego obiektu, ale „wypychał” lekką ścianę. 

Gigantyczna infrastruktura 

Proces budowy fabryki DAG był długotrwały. Masową produkcję prochu rozpoczęto tutaj dopiero w połowie 1942 roku. Wcześniej trzeba było wykonać wiele prac inżynierskich, budując nie tylko budynki produkcyjne, ale również całą dodatkową infrastrukturę w postaci elektrowni, wodociągów, ciepłowni, kanalizacji, a ponadto ambulatorium, straż pożarną, obiekty administracji i dyrekcji, budynki socjalne, koszary, wartownie, laboratoria, magazyny, warsztaty. Na potrzeby fabryki wybudowano ponadto 400 km dróg i 40 km torów kolejowych wraz z rampami niezbędnymi do przeładunku towaru. 

Zakład podzielono na dwie części, przedzielone torami kolejowymi trasy Śląsk-Gdynia. Część zachodnia to DAG Kaltwasser (Zimne Wody), której nadano kryptonim „Torf ”, a część wschodnia to DAG Brahnau (Łęgnowo) skrywana pod kryptonimem „Kohle” (węgiel). Z Bydgoszczy do pierwszego zakładu droga wiodła poprzez Glinkerstrasse (dzisiejsza ul. Glinki), a do drugiego poprzez Maxstrasse (dzisiejsza ul. Wojska Polskiego) 

W fabryce DAG produkowano materiały wybuchowe, takie jak m.in. nitroceluloza, proch bezdymny, nitrogliceryna, trotyl i dinitrobenzen (wykorzystywany m.in. w pociskach V1), ale także zajmowano się elaboracją (napełnieniem) amunicji, w tym bomb lotniczych, pocisków artyleryjskich i ładunków prochowych. O wielkości produkcji prowadzonej w podbydgoskiej fabryce świadczyć może to, że zaspokajała ona 1/5 zapotrzebowania na amunicję i materiały wybuchowe armii niemieckiej walczącej na froncie wschodnim. 

Polacy nie próżnowali 

Ze względu na charakter prowadzonej w DAG produkcji fabryka ta od samego początku znalazła się w zainteresowaniu polskich konspiratorów ze Związku Walki Zbrojnej, a później Armii Krajowej. W zakładzie działali jednak również ludzie związani z takimi pomniejszymi organizacjami jak „Miecz i Pług” czy „Katoliccy Lechici”. Dość szybko, w budowanej jeszcze fabryce, powstała komórka polskiej konspiracji ZWZ-AK o kryptonimie „Brahnau”. Do grupy tej należało kilkadziesiąt osób prowadzących w pierwszym rzędzie działalność wywiadowczą polegającą na dostarczaniu informacji o prowadzonej w zakładzie produkcji. Zdobywano i kopiowano również dokumentację techniczną, mającą być podstawą do szybkiego uruchomienia produkcji przez odrodzone państwo polskie po upadku III Rzeszy. Zakładowe warsztaty wykorzystywane były przez konspiratorów do przechowywania i konstruowania odbiorników radiowych, których posiadanie w domach prywatnych było zabronione po groźbą kary śmierci. Na podstawie prowadzonego z ich pomocą nasłuchu radiowego sporządzano meldunki z wydarzeniami ze świata. Ponadto prowadzono również działalność dywersyjną i sabotażową. Do najbardziej spektakularnej akcji doszło 23 czerwca 1944 r., gdy w ramach operacji „Krem” wysadzono w powietrze przygotowywaną do uruchomienia nową mieszalnię trotylu. 

Niemcy starali się oczywiście przeciwdziałać akcjom polskich konspiratorów oraz alianckiego wywiadu. Zakład otoczono liczącą 35 km siatką, wokół niego oraz w środku pełniono służbę wartowniczą. W celu „ukrycia” linii produkcyjnych przed samolotami aliantów budynki maskowano między drzewami. Na ich dachach zasadzono drzewa i krzewy, które dodatkowo zlewały je z otoczeniem i sprawiały, że stawały się one mniej widoczne dla pilotów bombowców. Pod koniec wojny, gdy dla Niemców stało się jasne, że informacji o istnieniu fabryki nie da się już dłużej utrzymać w tajemnicy, zdecydowali się oni na spektakularną akcję dezinformacyjną. Mianowicie ok. 2–3 km od fabryki wybudowali jej drewnianą makietę, aby zmylić pilotów bombardujących obiekt. 

Lwią część wywieźli Rosjanie

Potencjał fabryki DAG został bezpowrotnie roztrwoniony w 1945 roku. Niemcy podczas panicznej ewakuacji wywieźli ze sobą dokumentację technologiczną obiektu, a Rosjanie po zajęciu przez siebie miasta potraktowali fabrykę jako zdobycz wojenną. Zdemontowali wszystkie elementy linii technologicznej, zapakowali do wagonów kolejowych i wywieźli do Związku Sowieckiego. Tym samym dokonali dzieła dewastacji zakładu, który mógł służyć Polsce i jej mieszkańcom. Polacy co prawda w miejscu tym uruchomili potem zakłady chemiczne (późniejszy „Zachem”), ale tak naprawdę był to już zupełnie inny zakład, wykorzystujący jedynie część budynków po dawnej fabryce DAG, ale nie jej technologię. To już jednak temat na zupełnie inną opowieść.

Krzysztof Osiński 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor