Kultura 30 paź 15:15 | Redaktor
Alosza Awdiejew: mówią, że na żywo jestem lepszy niż w telewizji [ROZMOWA]

fot. materiały Grupy Seraf

Alosza Awdiejew – człowiek-instytucja i człowiek-orkiestra. Poeta, pieśniarz, aktor, a także lingwista i rosjoznawca. 26 listopada wystąpi w Filharmonii Pomorskiej.

PAP Life: Pana bydgoskiemu koncertowi towarzyszy hasło „Moje ulubione piosenki”. Co kryje się za tym szyldem?

Alosza Awdiejew: Przyznam, że ta nazwa jest trochę niedokładna. Gram już 30 lat i wciągu tego czasu nie śpiewałem żadnych piosenek, których bym nie lubił. Moje ulubione piosenki to takie, które lubi też publiczność. Niektóre utwory są polskie, niektóre rosyjskie, inne cygańskie, są też żydowskie. Odnoszę się do nostalgii za ziemiami utraconymi, do wielokulturowego dziedzictwa Polski. Walczymy z multikulti, a tak naprawdę sami jesteśmy multikulti.

Zazwyczaj jest u pana i wzruszająco, i zabawnie.

Kiedyś pewna pani powiedziała mi coś, co mi się bardzo spodobało: „Pan opowiada takie śmieszne rzeczy, ale w każdej z nich jest cień tragizmu”. Prawdziwy humor zawsze jest humorem tragicznym.

Pana koncerty to też rozmowa z publicznością.

Muszę publiczność włączyć do rozmowy, żeby nie była ode mnie odizolowana, jak w telewizji, bo ja nie jestem telewizorem w 3D, tylko normalnym wykonawcą. Wszyscy mi mówią, że na żywo jestem lepszy niż w telewizji. Moja żona też tak uważa (śmiech).

Kim jest pana publiczność?

Moja publiczność jest specyficzna. W większości są to ludzie w starszym wieku, inteligentni, którzy osiągnęli sukces w życiu. Zdobyłem już swoją publiczność. Nie robimy wielkiej reklamy wokół moich koncertów. Ludzie wiedzą, kim jestem i przychodzą się ze mną spotkać.

(…)

Jest pan nie tylko muzykiem, ale też profesorem. Czy wciąż jest pan aktywny naukowo?

Naukowiec to jest człowiek nawiedzony, który po tym, jak dostaje dyplom nadal się uczy. Ja należę do tych wariatów, który będzie się uczyć do końca życia. Ciągle uczestniczę w życiu naukowym. Formalnie, jestem emerytem. Na szczęście, bo biurokracja na uniwersytecie strasznie mnie męczyła (był wieloletnim pracownikiem UJ - przyp. PAP Life). Właśnie pracuję nad pewną trudną książką. Prowadzę badania naukowe, opiekuję się wspaniałą doktorantką, w marcu czekają mnie dwie konferencje. Współpracuję z łódzkim i bydgoskim uniwersytetem.

Co jest pana specjalnością naukową?

Zajmuję się gramatyką komunikacyjną. To znaczy interesuje mnie, dlaczego ludzie w ogóle cokolwiek rozumieją, jak do nich coś mówię. To nowa dziedzina badań naukowych, kiedy język jest rozpatrywany jako narzędzie porozumiewania się.

Niedawno wydał pan książkę „Opowiem ci kawał. Życie ludzkie od zabawnej strony”. Czy może pan podzielić się jakimś dobrym dowcipem, który pan niedawno zasłyszał, przeczytał?

Proszę wyobrazić sobie taką sytuację. Wchodzi antysemita do baru. I mówi: „Proszę whisky dla wszystkich, poza Żydem, który tam siedzi”. Wszyscy piją whisky, a Żyd się śmieje. Facet nie rozumie, skąd ten śmiech. Znów prosi o whisky dla wszystkich, z wyłączeniem Żyda. Ten Żyd jeszcze bardziej się śmieje. Antysemita pyta barmana, dlaczego Żyd się tak śmieje. „Bo to jest właściciel tego baru” otrzymuje odpowiedź.

Książka, o której pan wspomniał, jest wynikiem mojej fascynacji humorem. Przez 40 lat zbierałem kawały, ale tylko śmieszne, dlatego ta książka nie jest zbyt duża. Na której stronie pan ją otworzy, to będzie się pan śmiał.

Rozmawiał Andrzej Grabarczuk (PAP Life)

Przedruk za zgodą PAP Life i organizatora koncertu. Patronat nad koncertem sprawuje „Tygodnik Bydgoski".

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor