Kultura 8 cze 19:42 | Redaktor
Z włoskim tenorem Roberto Cresca rozmawia Enrico Bertato [WYWIAD]

fot. Roberto Cresca

Nasz włoski korespondent Enrico Bertato przeprowadził wywiad z Roberto Cresca. Maestro Cresca to światowej klasy solista, laureat wielu nagród i bywalec światowych scen operowych. 

Tenor Roberto Cresca, pochodzi z Nepi w Lacjum. Skończył studia w Conservatorio Musica di Santa Cecilia w Rzymie. Ma w swoim repertuaże liczne role operowe w prestiżowych teatrach, m.in. w Teatro Antico w Taorminie. Roberto Cresca to także laureat wielu nagród za całokształt twórczości. Współpracuje również z zaprzyjaźnioną z naszą redakcją sopranistką Dominiką Zamarą. 

Dziękuję za przyjęcie zaproszenia Tygodnika Bydgoskiego. Pierwsze pytanie jak zaczęła się droga tenor Roberto Cresca na światowe sceny?

Moim młodzieńczym zamiarem było bycie aktorem i w rzeczywistości zacząłem od kilku przedstawień jako aktor i reżyser. Po "rozczarowaniu", jakim był brak przyjęcia do Narodowej Akademii Sztuki Dramatycznej, postanowiłem spróbować dostać się do konserwatorium Santa Cecilia w Rzymie. Oczywiście uczyłem się już śpiewu w miejskiej szkole muzycznej w Nepi, moim rodzinnym mieście, gdzie również studiowałem grę na fortepianie. Pasja do muzyki towarzyszyła mi od dzieciństwa. Egzamin wstępu do konserwatorium był pozytywny, więc zacząłem studiować śpiew w konserwatorium rzymskim. Tak narodził się tenor. Poniekąd był to plan B. 

Kiedy zdałeś sobie sprawę, że masz dar śpiewania skoro pierwszym wyborem było aktorstwo?

Był taki epizod, który być może moglibyśmy nazwać "kluczowym". W moim domu zawsze były płyty operowe, ponieważ mój ojciec był autorem tekstów. Pewnego dnia postanowiłem posłuchać nagrania Tosca Giacomo Pucciniego, wersji z Rainą Kabaivańską i Nazareno Antinori. Pod koniec opery, popłakałem się! Bardzo wzruszony powiedziałem sobie "przynajmniej raz chcę być Cavaradossi na scenie" i poszedłem do mamy mówiąc "mamo zapiszesz mnie do szkoły śpiewu operowego?" Moja mama natychmiast się zgodziła i wziąłem pierwszą lekcję śpiewu. Tam okazało się, że ma dar śpiewania. 

Wiem, że w trakcie swojej kariery zawodowej odgrywałeś wiele ról, czy jest jedna, do której jesteś szczególnie przywiązany? 

Na pewno rola Mario Cavaradossi, ponieważ pozwoliła spełnić moje marzenie. To jest moja rola życia którą kocham.

Co jest najtrudniejsze w odgrywaniu ról operowych? Gdzie łączy się talent wokalny i aktorski. 

Trudności jest wiele i zawsze nowe się pojawiają ponieważ role dojrzewają bez przerwy, nawet jeśli były grane wiele razy. My jako artyści zmieniamy się, dojrzewamy, zmienia się ciało, sam głos i często nie jesteśmy w optymalnych warunkach psychofizycznych, by móc śpiewać. Z tych wszystkich powodów przygotowanie techniczne ma fundamentalne znaczenie, tak abyśmy mogli jak najlepiej stawić czoła tym rolom. Do tego należy dodać zarówno żelazny aparat muzyczny, jak i interpretację aktorską. Powiedzmy więc, że trudności jest wiele, ale z nauką i determinacją możemy je pokonać.

Czy kiedykolwiek występował Pan w Polsce?

Tak, występowałem w Polsce i z wielkim wzruszeniem pamiętam występ w Kielcach na arenie przy  6000 widzów! Przede wszystkim pamiętam zabawną anegdotę. Przedstawienie było nowym projektem operowo-muzycznym "Pokolenie Wojtyły", w którym wcieliłem się w rolę głównego bohatera. Akcja rozgrywa się podczas Światowego Dnia Młodzieży ustanowionego przez Jana Pawła II. Podczas pokazu postanowiliśmy, w hołdzie dla ziemi, która nas gościła, wstawić zdanie w języku polskim. Jak tylko odezwałem się po polsku publiczność oszalała. To było bardzo ekscytujące!

Jakie wrażenie zrobiła na Panu polska publiczność poza tym epizodem? Jest zapewne inna niż włoska. 

Polska publiczność jest bardzo ciepła i kompetentna - naprawdę wielka przyjemność i zaszczyt występować w tym pięknym kraju. Ojczyźnie świętego Jana Pawła II, Chopina, Moniuszki...

Wiemy, że będziemy mieli okazję zobaczyć się z Panem ponownie w Polsce w ramach współpracy z sopranistką Dominiką Zamarą. 

Tak, współpraca z polską sopranistką o międzynarodowej renomie napawa mnie radością z powrotu do Polski. Będziemy mieli okazję interpretować wielkie arie i będzie to wielka szansa na powrót do kraju, który bardzo kocham. Zwiedziłem prawie cały świat ale Polska jest zawsze mym najmilszym wspomnieniem. Widziałem koncert Dominiki z okazji urodzin Jana Pawła II który pokazywał Wasz portal. Przepraszam ale nie wymówię nazwy miasta (Bydgoszcz - przypis red.) Jednego mi tam brakowało – duetu z tenorem (śmiech). Najlepiej ze mną. 

Maestro Roberto Cresca prywatnie... jak wygląda życie prywatne gwiazdy opery?

Ludzie i koledzy, którzy dobrze mnie znają, nazywają mnie "ludzkim tenorem", ponieważ naprawdę lubię proste rzeczy, zwłaszcza gotowanie, rodzinne imprezy, codzienne czynności. Uwielbiam przygotowywać kolacje dla wielu ludzi i duże towarzystwo. Chyba jestem normalny pod tym względem (śmiech).

Ostatnie pytanie, jakie plany na przyszłość?

Po tym okresie pandemii, która zmusiła wszystkie teatry do zaprzestania działalności, było nam ciężko, artystom. Na szczęście wydaje się, że wszystko zaczyna się od nowa, więc następnego lata zadebiutuję Requiem Verdiego jako solista w Teatro Antico w Taorminie, gdzie ponownie zaśpiewam Radamesa w Aidzie. Jesienią wznowię również sezon operowy w Teatro Argentina w Rzymie oraz przełożone występy w Japonii, Belgii i Stanach Zjednoczonych. Liczę też na koncerty papieskie we Włoszech i Polsce. Jest to wyjątkowy rok pod każdym względem. Ale po załamaniu jakim była pandemia tu we Włoszech wszystko wraca do normy bardzo szybko. Ja też patrzę w przyszłość, nie lubię stać w miejscu. 

Z tenorem Roberto Cresce rozmawiał nasz włoski korespondent Enrico Bertato. Rozmowa odbyła się w Rzymie w czerwcu 2020 r. 

 

Tłumaczenie z j.włoskiego:JT/DZ/Red.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor