Książka 2 wrz 18:53 | Redaktor

Organy bezpieczeństwa publicznego były transformowane w taki sposób, by winni mogli uniknąć odpowiedzialności za zbrodnie SB. O tajnych służbach w okresie tworzenia się III RP pisze Tomasz Kozłowski w „Końcu imperium MSW”.

Rozmowom o Służbie Bezpieczeństwa często towarzyszą emocje. O ile są one zrozumiałe u działaczy dawnej opozycji, a nawet u publicystów i polityków, o tyle nie powinny być obecne w dyskursie naukowym. Tomasz Kozłowski udowodnił, że jest wyśmienitym specjalistą, ponieważ pisząc o tak ekscytującym temacie, nie dał się ponieść emocjom i zrelacjonował na chłodno ostatnie miesiące funkcjonowania tej instytucji oraz proces przekształcania jej w Urząd Ochrony Państwa. 

Strategia wobec krachu

Na ponad 300 stronach autor zaprezentował ostatnie miesiące funkcjonowania PRL-owskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i dostosowywania go do nowej, demokratycznej rzeczywistości. Resort ten był kluczowy, ponieważ jego kontrolowanie umożliwiało komunistom utrzymanie się u władzy, pomimo zachodzących pod koniec lat 80. XX wieku zmian politycznych w kraju. Władzom potrzebne były wówczas kosmetyczne modyfikacje, które miały dostosować działania MSW do nowej, demokratyzującej się rzeczywistości. 

W sposób syntetyczny Tomasz Kozłowski ukazał proces transformacji organów bezpieczeństwa publicznego, dowodząc, że był on przemyślany i służyć miał z jednej strony uniknięciu odpowiedzialności za zbrodnie i przestępstwa resortu z okresu, w którym niepodzielnie rządzili komuniści, a z drugiej strony umożliwić komunistom utrzymanie kontroli nad podległymi MSW strukturami. W celu realizacji tych wytycznych podjęto wiele działań, w tym reorganizację struktur SB, przetransferowanie części kadry SB do milicji i innych instytucji czy też masowe niszczenie dokumentacji operacyjnej. 

Nowy ustrój, stara kadra 

Niewątpliwym architektem tego procesu był ówczesny minister spraw wewnętrznych gen. Czesław Kiszczak. Posiadał on ogromną władzę i uznawany był za „szarą eminencję”, która zakulisowo pociągała za sznurki i kreowała rzeczywistość społeczno-polityczną. Na kartach książki Kozłowski przytacza słowa Kiszczaka, który przechwalając się, mówił o sobie: „Jestem jedynym człowiekiem w Polsce i na świecie, który w różnym czasie bezpośrednio kierował wszystkimi służbami specjalnymi – wywiadem strategicznym i operacyjnym, kontrwywiadem i żandarmerią wojskową. Przez dziesięć lat byłem szefem MSW. W tym czasie podlegały mi cywilne służby wywiadu i kontrwywiadu, Służba Bezpieczeństwa, Wojska Ochrony Pogranicza z własnym wywiadem, Nadwiślańskie Jednostki Wojskowe z własnym kontrwywiadem, Biuro Ochrony Rządu oraz ponad sto tysięcy Milicji Obywatelskiej i ZOMO. Sprawowałem też nadzór nad Służbą Ochrony Kolei, strażą przemysłową, strażą bankową, leśną itp. Jednocześnie byłem szefem Komitetu Rady Ministrów ds. przestrzegania prawa, porządku publicznego i dyscypliny społecznej z dużymi uprawnieniami”.

Plan Kiszczaka nie został w pełni zrealizowany, ponieważ uniemożliwiły to zachodzące w kraju zmiany polityczne. Wynik wyborów parlamentarnych z czerwca 1989 roku zaskoczył wszystkich, nie tylko rządzących, ale również opozycję. Przedstawiciele tej ostatniej przejęli władzę i utworzyli rząd, na czele którego stanął Tadeusz Mazowiecki. Do rządu tego weszli jednak przedstawiciele komunistycznego reżimu, w tym Czesław Kiszczak, który został ministrem spraw wewnętrznych (pierwotnie to on miał zostać premierem).

Na pociechę mieli wiedzę i kontakty 

W obliczu przemian politycznych i zapoczątkowanej transformacji ustrojowej nastąpiło przyspieszenie zmian wprowadzanych w obrębie organów bezpieczeństwa państwa. Ich ukoronowaniem była likwidacja Służby Bezpieczeństwa i utworzenie na jej podwalinach nowego tworu, który nazwano Urzędem Ochrony Państwa. W jaki sposób przebiegał proces tworzenia nowej instytucji, według jakich kryteriów dokonywano weryfikacji jej kadr, jakie wydarzenia jej towarzyszyły, kto się jej sprzeciwiał, a kto ją popierał, na jakie problemy natknięto się podczas tego procesu? Wreszcie, czy osoby dokonujące weryfikacji funkcjonariuszy miały odpowiednie kompetencje i wiedzę, by rzetelnie wykonać powierzone im zadanie? Odpowiedzi na te pytania, ale również wiele innych, znajdziemy w książce Kozłowskiego. 

W „Końcu imperium MSW” znajdziemy również sporo informacji na temat początków funkcjonowania UOP. Widzimy, że pomimo przemian politycznych, dokonanej weryfikacji kadr i wprowadzenia do tej instytucji nowych, wywodzących się z opozycji ludzi, cały czas mamy do czynienia z organizacją silnie zakorzenioną w ustroju komunistycznym. Kozłowski pisze, że „Byli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa przez lata tworzyli trzon personalny UOP. Jeszcze w 1996 r. stanowili oni około dwóch trzecich kadry”. 

Z książki dowiemy się również o losach niektórych byłych funkcjonariuszy SB, którzy albo nie przeszli procesu weryfikacji, albo sami do niego nie przystąpili, nie chcąc podlegać zwierzchnictwu ludzi, których przez lata zwalczali. Często dobrze odnajdowali się oni w nowej rzeczywistości, ich atutem była wiedza, doświadczenie i kontakty wyniesione z pracy dla resortu, również różnego rodzaju „haki” na wpływowe osoby. Byłych funkcjonariuszy odnaleźć można było w różnych firmach ochroniarskich, bankach, firmach finansowych, spółkach z kapitałem zagranicznym. Niekiedy po ich wiedzę sięgały obce wywiady, ale także różnego rodzaju grupy przestępcze. Zjawisko to było niewątpliwym problemem dla państwa polskiego, jak i jego służb specjalnych. 

Niechętni „córce SB” 

Podczas tworzenia UOP natknięto się na wiele trudności. Dawna opozycja starała się wprowadzić do tej instytucji swoich ludzi (głównie młodych działaczy takich organizacji jak Ruch „Wolność i Pokój”, Niezależne Zrzeszenie Studentów, Federacja Młodzieży Walczącej, Konfederacji Młodzieży Walczącej), nie było ich jednak zbyt wielu, nie mieli również, przynajmniej na początku, odpowiedniego przygotowania do pracy w organach bezpieczeństwa państwa. Paradoksalnie nie było również zbyt wielu chętnych do pracy w nowych służbach. Kozłowski pisze o tym następująco: „Spora część osób, do których się zwracano, nie była chętna, by podjąć pracę w instytucji – »córce« SB. 

Chodziło nie tylko o odium dawnych służb, ale także o to, że kariery w UOP nie postrzegano jako stabilnej i przewidywalnej. Nikt nie mógł zagwarantować, że kolejne rządy nie będą dalej reformowały urzędu lub zwyczajnie go nie zlikwidują. Pensje nie były konkurencyjne i nie rekompensowały ryzyka podjęcia pracy. Brakowało służbowych mieszkań. Wysuwano też argumenty dotyczące negatywnego wpływu służby na życie rodzinne, takie jak ograniczenia w wyjazdach zagranicznych, konieczność unikania pewnych kontaktów towarzyskich, wreszcie brak możliwości dodatkowego zarobkowania”. 

Książka Tomasza Kozłowskiego w sposób syntetyczny ukazuje, w jaki sposób funkcjonowały tajne służby w okresie upadku PRL i tworzenia się III RP. Porządkuje wiedzę na ich temat, a także rozwiewa wiele mitów i stereotypów. Z publikacją powinni zapoznać się wszyscy interesujący się nie tylko historią, ale również życiem społeczno-politycznym współczesnej Polski. Wiele zjawisk obecnie występujących w Polsce ma swoją genezę w czasach opisywanych w „Końcu imperium MSW”.

Krzysztof Osiński 

Autor jest historykiem, doktorem, 

pracownikiem naukowym Delegatury IPN w Bydgoszczy 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor