Książka 23 gru 11:16 | Redaktor
Potrzebujemy entuzjastów bydgoskiej historii

fot. Anna Kopeć

Nowe podejście do historii daje szansę, by każdy bydgoszczanin zagadnięty przez przybysza, czym miasto może się pochwalić, a z czego musi się tłumaczyć, miał przemyślaną odpowiedź – pisze Antoni Tokarczuk, działacz opozycji antykomunistycznej, były minister środowiska, senator I kadencji.

Antoni Tokarczuk/fot. Anna Kopeć

Człowieka w moim wieku, któremu przydarzyło się podążać w życiu wieloma ścieżkami, trudno jest zaskoczyć czymś nowym w naszym życiu zbiorowym, a zwłaszcza zaskoczyć pozytywnie. A tak się stało w przypadku ukazania się nowej książki Krzysztofa Osińskiego – „Bydgoskie puzzle”. 

Nie tylko dla znawców 

Skąd to zaskoczenie, skoro autora znam od wielu lat jako człowieka dociekliwego, pracowitego i niezwykle rzetelnego w przedstawianiu wydarzeń z naszych najnowszych dziejów? Przy każdej okazji staram się zwracać uwagę na nadzwyczajną wartość dwutomowej monografii „Kryzys bydgoski. Przyczyny – przebieg – konsekwencje” napisanej przez niego wspólnie z Piotrem Rybarczykiem. Jest to bardzo wnikliwa, wszechstronna i rzetelnie udokumentowana analiza głośnych i dramatycznych wydarzeń w naszym mieście, niebezkrytyczna i niepotępiająca w czambuł żadnej ze stron tego groźnej konfrontacji. Jestem przekonany, że nawet jeżeli za pięćdziesiąt czy pięćset lat ktoś zechce zrozumieć istotę ruchu narodowego „Solidarność” w Polsce, będzie miał dzięki niej taką szansę. 

„Bydgoskie puzzle” są publikacją zupełnie odmiennego charakteru, pozwalającą innemu czytelnikowi zainteresować się dziejami naszego miasta. To nie jest książka adresowana dla badaczy, znawców czy pasjonatów historii. To książka dla każdego bydgoszczanina i sympatyka stolicy naszego regionu, który nie ma czasu ani chęci na wertowanie opasłych tomów o czysto naukowym charakterze, który nie chce pogubić się w gąszczu suchych faktów, dat i nazwisk (...) 

Ale nie na recenzowaniu tej świetnie napisanej i pożytecznej książki chciałbym się skupić. Podzielę się swoją refleksją nad szansą, jaką daje nowe podejście Osińskiego do budzenia naszej bydgoskiej świadomości historycznej, do budowania tożsamości miasta. A mówiąc prostymi słowy, szansą na to, by każdy mieszkaniec naszego miasta, zagadnięty przez przybysza o to, jak powstało, jak się rozwijało, czym może się pochwalić, a z czego musi się tłumaczyć, miał przemyślaną odpowiedź, odpowiedź klarowną i barwną, ukazującą rzetelną wiedzę i tchnącą uzasadnioną dumą. 

Młodzież głodna historii 

Doktorowi Osińskiemu nową formułę popularyzacji naszej historii podpowiedziało zapewne jego bogate doświadczenie na tej niwie. Miałem wielokrotnie okazję i przyjemność towarzyszyć jemu w spotkaniach związanych z ważnymi rocznicami. Dowodzą one niezbicie, że historią można zainteresować szerokie kręgi, nawet młodzież, której bezpodstawnie zarzuca się historyczną niewrażliwość. Na takie spotkania przyprowadza się na ogół uczniów, nie pytając, czy ma na to ochotę. Tym większa jest satysfakcja prelegentów, kiedy okazuje się, że młodzież podejmuje dyskusję, nie bacząc, że czas obowiązkowej obecności już minął. 

A Krzysztof Osiński potrafi rozbudzić ciekawość słuchaczy (…). Również moje osobiste doświadczenia, związane chociażby ze spotkaniami autorskimi, wskazują, że słuchaczy na ogół nie interesuje analizowanie „obiektywnych procesów dziejowych”, wysłuchiwanie wyliczanek suchych faktów, dat i nazwisk. Zainteresować historią można tak ją przedstawiając, by słuchający miał wrażenie, że jest bezpośrednim obserwatorem zdarzeń, a bohaterowie kierują się zrozumiałymi dla niego pobudkami, mając zwyczajne ludzkie charaktery i odczucia, dylematy i rozterki, nawet kiedy zdobywają się na dokonanie rzeczy wielkich lub dopuszczają się haniebnych. 

Na promocji „Bydgoskich puzzli” w Urzędzie Wojewódzkim sobie i uczestnikom zadałem wcale nieretoryczne pytanie, dlaczego istnieje duży rozziew między rzeczywistym, choć rzadko ujawnianym, zainteresowaniem historią naszego miasta i regionu, a realną znajomością znaczących faktów, miejsc i nazwisk. Wystarczy przeprowadzić uliczny sondaż, by przekonać się, jak zawstydzający jest poziom wiedzy bydgoszczan o historii ich miasta. Można na to odpowiedzieć eufemistycznie – winne są błędy systemowe w społecznej edukacji. Jest coś znamiennego w tym, że wśród sporej grupy uczestników spotkania było zaledwie kilku nauczycieli. 

Mam też wrażenie, że akademicy badający nasze dzieje zadowalają się dłubaniem w archiwach i skromnym promowaniu co najwyżej własnych dokonań potrzebnych dla zapewnienia sobie awansów zawodowych. Proszę mnie przekonać, że nie mam racji, nie dostrzegając w Bydgoszczy autentycznego środowiska badaczy i popularyzatorów, aktywnego i entuzjastycznie upowszechniającego, na wszelkie możliwe sposoby, znajomość i umiłowanie historii swojej małej ojczyzny i identyfikację z nią. 

Na funkcjonowaniu oświaty znam się zbyt słabo, by proponować lekarstwa na uzdrowienie edukacji historycznej w szkołach. Chciałbym jednak świadomie włożyć kij w mrowisko środowiskom, elitom społecznym i politycznym różnej maści, w naszym mieście. Pytam, dlaczego nie widać w waszych programach i działaniach dalekosiężnych wspólnych zamiarów integrowania społeczności lokalnej, tworzenia wspólnoty uznającej uniwersalne wartości, mającej poczucie potrzeby wspólnych planów i marzeń wyrastających ponad rozgrywki polityczne, doraźne interesy i zabiegi o głosy wyborcze? 

Bydgoszcz niepartyjna 

Bardzo też chciałbym, by nie miał racji uczestniczący w spotkaniu prof. Janusz Kutta, niezwykle zasłużony badacz i popularyzator historii, również naszego regionu, który zauważył, że długofalowe inicjatywy na rzecz budowania tożsamości, identyfikacji mieszkańców ze swoim miastem i regionem niestety nie przekładają się na doraźne wyniki wyborcze i osobiste kariery. Dlatego myślę, że trzeba i – da się – znaleźć sposoby na to, by uczulić opinię społeczną na obserwację funkcjonariuszy publicznych i ich ocenę pod kątem zdolności wznoszenia się ponad polityczne podziały i budowanie więzi łączących mieszkańców między sobą i z ich rodzinnym miastem. Wszak Bydgoszcz nie jest partyjna! A poza tym historia z dystansu zapisuje dokonania i zdarzenia znaczące, wymykające się ciasnym wyobrażeniom i małym interesom. Książka Osińskiego to potwierdza i mam nadzieję, mobilizuje do odkrywania Bydgoszczy wczorajszej, z myślą o Bydgoszczy jutra.

Artykuł ukazał się

w papierowym wydaniu

„Tygodnika Bydgoskiego”, 13 grudnia 2018 r.

Skróty, tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor