Książka 12 lut 09:08 | Redaktor

Arleta Bojke to rozpoznawalna reporterka. Przez kilka lat była korespondentką TVP w Moskwie, dzięki czemu dogłębnie poznała Rosję. W efekcie zebrała wiedzę pozwalającą napisać wyśmienity reportaż na temat tego państwa.

      

Arleta Bojke,

Wywiad, którego nie było.

Władimir Putin

Wydawnictwo Naukowe PWN 

 

Mówiąc o współczesnej Rosji, myślimy najczęściej o prezydencie tego kraju, Władimirze Putinie. Przez ostatnie lata polityk ten tak bardzo zdominował tamtejszą scenę polityczną, że mówiąc o Rosji bezwiednie mówimy również o Putinie. Co warte podkreślenia,  umiejętnie i konsekwentnie kreuje on swój wizerunek, w taki sposób, że nie wiemy, na ile to, co widzimy jest odzwierciedleniem rzeczywistości, a na ile wytworem politycznego marketingu. Pomimo że Putin urządza coroczne spotkania z dziennikarzami, są one starannie wyreżyserowane. Pytania zadają wyselekcjonowani dziennikarze, całość jest więc bardziej spektaklem z wcześniej rozpisanymi rolami niż prawdziwą konferencją prasową.

Zachodni dziennikarze zostają co prawda dopuszczeni do prezydenta Rosji, ale tylko z wybranych krajów i zaprzyjaźnionych redakcji. W efekcie otrzymujemy raczej miłe pogawędki niż szczere rozmowy z trudnymi pytaniami. Arleta Bojke starała się również o wywiad z Władimirem Putinem. Nigdy nie uzyskała zgody na jego przeprowadzenie. Pisząc omawianą obecnie książkę, postanowiła każdy z rozdziałów zacząć od pytań o Rosję, jakie chciałaby zadać jej przywódcy.

Zielone ludziki i Donbas

„Wywiad, którego nie było” składa się z dziesięciu rozdziałów prezentujących różne zagadnienia związane ze współczesną Rosją. Większość z nich znamy z przekazów medialnych, jednak autorka podała je w tak niebanalny sposób, że czytamy je z wielkim zainteresowaniem, nie mogąc praktycznie oderwać się od książki. Arleta Bojke wie, o czym pisze, ponieważ przez lata pracy w Moskwie uczestniczyła w wielu wydarzeniach, relacjonując je dla telewizji. O ile jednak w telewizji pojawiały się przeważnie krótkie relacje, o tyle w książce autorka mogła pozwolić sobie na głębsze analizy, a co więcej, również na pokazanie tzw. kuchni pracy reportera, co jest dodatkowym atutem książki.

O czym więc jest „Wywiad...”? Znajdziemy w nim m.in. informacje na temat wojny na Wschodzie prowadzonej pomiędzy Rosją a Ukrainą, chociaż oficjalnie ten pierwszy kraj odżegnuje się od prowadzenia jakichkolwiek działań militarnych. Wraz z autorką udajemy się m.in. na Krym, gdzie poznajemy kulisy zajęcia go przez „zielone ludziki”, a następnie przeprowadzenia tzw. referendum, w efekcie którego Krym został włączony do Rosji. Udajemy się również do Donbasu, aby z kolei zobaczyć prawdziwą wojnę, jaka prowadzone jest pomiędzy armią ukraińską i rzekomymi separatystami, a w rzeczywistości rosyjskimi żołnierzami wspomaganymi dla zamaskowania rzeczywistych uczestników przez oddziały lokalnych ochotników.

Dla wielu jest carem

Mocną stroną książki jest to, że Bojke nie opowiada się po żadnej ze stron. Po prostu jedzie na miejsce i rozmawia z przedstawicielami obydwu stron konfliktu. Nie rozmawia jednak z politykami, ale z żołnierzami, a przede wszystkim zwykłymi mieszkańcami objętego konfliktem terenu. Stara się dociekać, jakie targają nimi emocje, w jaki sposób zamierzają poradzić sobie z wojenną sytuacją, w której znaleźli się wbrew swojej woli.

Poprzez wizyty na objętych konfliktem zbrojnym terenach w różnych odstępach czasu zauważalna jest zmiana nastawienia miejscowej ludności, szczególnie tej, która sympatyzuje z Rosją. Widać rozczarowanie, żal i gorycz kierowaną w kierunku kraju i polityków, ale nie Putina. Jak pokazuje autorka, otoczony jest on swoistym kultem. Większość Rosjan autentycznie go uwielbia, dzięki czemu może on pozwolić sobie na znacznie więcej niż politycy z innych krajów. Przez wielu mieszkańców Rosji nazywany jest zresztą carem, co dobitnie ukazuje rozmiary tego uwielbienia. „To, że niektórzy nazywają go »carem«, nigdy Putinowi nie przeszkadzało – pisze Arleta Bojke, a odpowiadając na pytanie, czy bardziej się utożsamia z Rosją carską czy radziecką, zapewne nie uznałby jednego okresu za lepszy od drugiego, bo tożsamość narodową Rosjan buduje na łączeniu imperialnych tradycji obydwu wrogich przecież wobec siebie systemów. Przy czym wybiera tylko te elementy, które świadczą o ich mocarstwowości. Chętnie mówi o zwycięstwach, ale już niekoniecznie o porażkach, pomyłkach czy w końcu represjach”.

Polityka sprzeczności

Najciekawszy, przynajmniej dla mnie, rozdział prezentowanej książki poświęcony jest polityce historycznej Putina. Jest ona pełna sprzeczności, niekonsekwencji i niedomówień, ale jednocześnie znajduje duży poklask wśród rosyjskiego społeczeństwa. Nieważne, że Putin jednocześnie odwołuje się do czasów carskich, a w tym samym czasie wychwala dokonania państwa sowieckiego, które było ich przeciwieństwem i przyczyniło się do ich upadku. Z jednej strony wprowadzono swoisty kult żołnierzy Armii Czerwonej, a z drugiej nikogo z przedstawicieli państwa nie interesuje los szczątków tych żołnierzy pochowanych w bezimiennych dołach na polach i w lasach. Autorka prezentuje działalność różnych samozwańczych grup, które na własną rękę, wyręczając państwo, poszukują tych zwłok, aby je zidentyfikować i godnie pochować.

W książce odnajdziemy również inne przejawy życia w Rosji. Ciekawy jest również rozdział o działalności opozycji politycznej, zwalczaniu jej przez władze i podległe jej służby, ale również o tym, jaki jest odbiór tych antyputinowskich wystąpień wśród szerokich rzesz społeczeństwa. Ponadto przeczytamy jeszcze o katastrofie smoleńskiej, działalności organizacji „Memoriał” upamiętniającej zbrodnie stalinowskie, w tym zbrodnię katyńską, czy też funkcjonowaniu organizacji kozackich, stających się pomału zapleczem Putina.

Książka Arlety Bojke jest godna polecenia, ponieważ pisze ona o Rosji bez ulegania zbędnym emocjom. Pisze o tym kraju tak, jak go widziała, bez zbędnych upiększeń, ale i bez ulegania fascynacji. Doskonałe świadectwo na temat kraju, który nie tylko z nami sąsiaduje, ale również w sposób mniej lub bardziej dostrzegalny oddziałuje, czy tego chcemy, czy nie.

Krzysztof Osiński

 

 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor