Książka 7 kwi 17:57 | Krzysztof Drozdowski
Testament Jaroszewicza. Kulisy największej zbrodni III RP [RECENZJA]

Zabójstwo byłego premiera Piotra Jaroszewicza i jego żony Alicji Solskiej do dziś nie zostało wyjaśnione. Pierwsze śledztwo po wielu latach zakończyło się fiaskiem i uniewinnieniem podejrzanych. Obecnie, po odnalezieniu zaginionych dowodów, prowadzone jest kolejne śledztwo z kolejnymi podejrzanymi. I pomimo że jeden z nich przyznał się do winy, autorzy zapowiadają, że jeszcze niejeden fakt może nas zaskoczyć. Sami też zaskakują.

W nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 roku w podwarszawskim Aninie doszło do zabójstwa Piotra Jaroszewicza i jego żony Alicji Solskiej. Tyle wiemy na pewno. Reszta to mniej lub bardziej prawdopodobne domysły. I nie zmienia tego stanu fakt, że prokuratura już drugi raz wskazuje winnych tego makabrycznego morderstwa. Zagadką śmierci byłego premiera i jego żony interesuję się od kilkunastu lat. Tym chętniej sięgnąłem po pierwszą książkę wydaną przez wydawnictwo BOOKOWY LAS pt. „Testament Jaroszewicza. Kulisy największej zbrodni III RP”. Jej autorami są Roman Mańka, Bartosz Mazirowski oraz Łukasz Ziaja. Publikacja podzielona jest na pięć rozdziałów, liczy sobie 339 stron.

Biorąc ksiażkę do ręki, liczyłem, że będzie to monografia poparta materiałem dowodowym z konkretnymi przypisami odnoszącymi się do archiwalnej dokumentacji. Tak jednak nie jest. Na jednej z tytułowych stron znajduje się wyjaśnienie, że to wywiad-rzeka z Romanem Mańką i Bartoszem Mazurowskim. Osobą prowadzącą wywiady jest Łukasz Ziaja. 

W poszczególnych rozdziałach autorzy analizują różne wątki związane z tematyką książki,  nierzadko jednak znacznie odchodząc od głównego toku narracji tak, że czytelnik ma prawo czuć się zagubiony. Autorzy opowiadają o osobach, które jako pierwsze zostały uznane za podejrzane o zabójstwo premiera i jego żony. Przedstawiają i analizują błędy rzekomo popełnione w trakcie śledztwa policyjnego. Łączą różne wątki, na pozór ze sobą niezwiązane, w pewną logiczną przyczynowo-skutkową całość. Tak jest w przypadku np. otwarcia paczki z przedmiotami z pierwszego śledztwa. Otwarcia dokonał syn zamordowanych Jan Jaroszewicz wspólnie z red. Tomaszem Sekielskim. Po siedmiu latach, gdy pudło leżało w piwnicy, udało się odnaleźć uważane za zaginione folie daktyloskopijne z odciskami palców oraz zakrwawioną odzież małżeństwa Jaroszewiczów. W 2017 r. te przedmioty zostały przekazane prokuraturze, która wszczęła śledztwo. Autorzy łączą fakt otwarcia pudła z ... przekazaniem materiałów Czesława Kiszczaka do IPN, które nastąpiło rok wcześniej. Jako wątek poboczny samego morderstwa, a także powyższych dwóch faktów, pojawia się postać byłego prezydenta Lecha Wałęsy, który miał przy pomocy państwowych służb odnajdywać i niszczyć dokumenty dotyczące jego służby dla SB.

Jednym z ważniejszych wątków, którego nie można pominąć w sprawie Piotra Jaroszewicza, jest jego działalność w trakcie i po zakończeniu drugiej wojny światowej. Dokładniej mówiąc w odnalezieniu tajnego niemieckiego archiwum w pałacu w Radomierzycach. Podobno w tych zbiorach znajdowało się około 300 tys. teczek, średnio po 250 stron każda, w tym 20 tys. teczek niemieckiego i francuskiego wywiadu wojskowego, 50 tys. teczek sztabu generalnego, liczące 150 teczek akta francuskiego premiera Léona Bluma i archiwum rodziny Rothschildów, a także ogromny zbiór dokumentów dotyczących kolaboracji Francuzów z Niemcami.

Warto przypomnieć, że oprócz Jaroszewicza jeszcze dwie główne postaci, które weszły do radomierzyckiego pałacu, poniosły śmierć, w nie do końca wyjaśnionych okolicznosciach. Tadeusz Steć został zmordowany we własnym mieszkaniu w 1993 roku. Generał Jerzy Fonkowicz został zamordowany po długotrwałych torturach w 1997 roku. Powodem tych trzech morderstw miały być tajne dokumenty, które Piotr Jaroszewicz wywiózł z pałacu, zanim przybyli do niego Rosjanie. Ważną poszlaką jest fakt, że z mieszkania Jaroszewiczów nie zginęły żadne kosztowności, książeczki czekowe czy też cenna kolekcja znaczków. Mordercy mogli szukać własnie tych dokumentów.


Obecnie prowadzone jest kolejne śledztwo dotyczące morderstwa z 1 września 1992 roku. Głównymi podejrzanymi są członkowie tak zwanego gangu „karateków”. Jeden z podejrzanych, Dariusz S., zgodził się na współpracę z prokuratorami i zdradził, że wraz z kompanami brał udział w napadzie na Jaroszewiczów. To praktycznie „ustawiło” śledztwo, a winni, pomimo że jeszcze wyrok nie zapadł,  zostali wytypowani.

To co najważniejsze w omawianej publikacji, znajdziemy w ostatnim rozdziale. Autorzy, poprzez wykorzystanie łańcucha poszlak, dochodzą do wniosku, co też i wcześniej było rozpatrywane, że włamywaczom musiał pomagać ktoś z wewnątrz. Ktoś znający harmonogram dnia, mający dostęp do okna w sypialni Alicji Solskiej, ktoś kogo dosć agresywny pies rozpoznałby i nie podniósł alarmu. Według autorów taką osobą mogła być jedynie Alicja Solska. Jeśli tak było, to dlaczego sama zginęła? Również tę wątpliwość udaje się rozwiać autorom. Według ich hipotezy sprawa napadu na Piotra Jaroszewicza potoczyła się niezgodnie z planem. Były premier miał zostać zmuszony do podpisania zmian w testamencie, który honorował głównie jego pierwszego syna Andrzeja. Gdy w wyniku zmyślnych i okrutnych tortur zmarł przed podpisaniem dokumentów, napastnicy wpadli w popłoch i zamordowali również swojego zleceniodawcę, czyli żonę Jaroszewicza, by nie zostawiać świadków. 

W tym przypadku nie wykluczone jest sprawstwo członków gangu „karateków”. Czy taki wątek zostanie poddany prokuratorskiemu śledztwu podczas obecnej rozprawy? Autorzy w to wątpią. 

Pomimo, że „Testament Jaroszewicza” broni się w warstwie faktów, porządkuje różne wątki, a także, co wcześniej nadmieniłem, poddaje pod dyskusję fakty nieznane, to jednak autorzy nie ustrzegli się błędów czy też pewnych niedociagnięć. Pierwsze zaskoczenie in minus to to, że informacja o tym, że jest to wywiad rzeka znajduje się jedynie we wnętrzu książki. Stosowna informacja powinna się pojawić na pierwszej lub czwartej stronie okładki. Jak wspomniałem na początku, spodziewać się raczej należało monografii lub opisu śledztwa przeprowadzonego przez autorów. Częste powtórzenia tych samych wątków są dla czytelnika nużące. Zdecydowanie należało zbudować narrację wokół tezy, iż za morderstwem Piotra Jaroszewicza stała jego żona Alicja Solska. Ten wątek pojawia się jednak dopiero w ostatnim rozdziale. Jest to zrozumiałe, jeśli przyjąć założenie, że autorzy chcieli zbudować swoją narracją pewne napięcie i efekt oczekiwania na finał. 
Książka zdecydowanie nie jest przeznaczona dla czytelnika nieobytego z trudnym nazewnictwem kryminalistycznym i kryminologicznym. Również często odniesienia do wielkich myślicieli różnych epok sprawiają wrażenia, że autorzy bardziej przyłożyli się do jakości przekazu niż do jego zawartości. Nie dość licznie, ale jednak występują w tekście tzw. literówki, zapewne z powodu  niedokładnej pracy korektorskiej wydawnictwa. 

Ostatecznie, podsumowując, zachęcam do zapoznania się z tą publikacją. Przytoczone przeze mnie błędy czy też niezrozumienie co do konstrukcji publikacji, nie wpływają jednak na całokształt. Książka systematyzuje dotychczasową wiedzę w tym temacie oraz, co jest jej znaczną wartością, wprowadza nowe wątki, warte gruntowniejszej analizy w trakcie prowadzonego śledztwa. 

Krzysztof Drozdowski

Krzysztof Drozdowski Autor

Publicysta, autor wielu książek historycznych.