Niedziela - Tygodnik Bydgoski 1 wrz 10:14 | Redaktor
80 lat temu ziemię ogarnęły ciemności [MAKSYMILIAN POWĘSKI]

By Hans Sönnke - Apoloniusz Zawilski (1972) "Bitwy Polskiego Września, Warszawa: Nasza Księgarnia ISBN 83-218-0817-4

Tylko Chrystus, który uspokoił burzę na morzu, jest władny uspokoić żywioł wojny. Tylko z Nim i w Nim jest możliwy prawdziwy prawdziwy pokój. Stąd konieczne jest przemyślenie raz jeszcze tej prawdy i skierowanie całego życia tak indywidualnego jak i społecznego ku Chrystusowi - pisze Maksymilian Powęski w 80. rocznicę zbrodniczej napaści Niemiec na Polskę, która była początkiem II wojnie światowej.

Nowe barbarzyństwo? [MAKSYMILIAN POWĘSKI]

Niedziela - Tygodnik Bydgoski 3 lis 16:54

Wiara. Skarb w glinianych naczyniach [MAKSYMILIAN POWĘSKI]

Niedziela - Tygodnik Bydgoski 20 paź 13:23

„Czcigodni Bracia! W chwili gdy piszemy te słowa, dochodzi do Nas straszliwa wiadomość, że okropny pożar wojny, której wszelkimi siłami staraliśmy się zapobiec, niestety już wybuchł. Doprawdy, pióro nieomal wypada Nam z ręki, gdy myślimy o ogromie klęsk, jakie spadają na ludzi, wczoraj jeszcze cieszących się przy ognisku domowym względną pomyślnością i zadowoleniem. Z nadmiaru udręki drętwieje Nasze ojcowskie serce, gdy ogarniamy myślą przyszłe skutki piekielnego posiewu przemocy i nienawiści, pod które miecz orze już krwawe bruzdy. A jednak właśnie dlatego, że będąc świadomi grozy już sprawionych nieszczęść i pełni obaw jeszcze gorszych w przyszłości, uważamy za Naszą powinność odwołać się ponownie do tych, w których jest jeszcze iskra dobrej woli, by swe oczy i umysły zwrócili do Tego, od którego jedynie może przyjść ratunek dla rodzaju ludzkiego. Do Tego jedynego, którego miłosierna i przepotężna ręka może położyć kres tej burzy i ją uspokoić. Do Tego jedynego, którego prawda i miłość może oświecić umysły i wzbudzić nowe postanowienia u tak wielkiej liczby ludzi pogrążonych w fałszu, samolubstwie, wzajemnej rywalizacji i walkach — by ich doprowadzić do porządku zgodnego z duchem rządów Chrystusowych”.

Zwykle nie zaczynam artykułów od cytatu (zdarza się, że cytatem kończę). Ale też okoliczność jest zupełnie wyjątkowa i cytat także. Pochodzi on bowiem z encykliki „Summi pontificatus” papieża Piusa XII, wydanej w październiku 1939 roku Pańskiego, a przygotowywanej latem tegoż roku, jako pełen apostolskiej gorliwości apel do wszytskich narodów, a zwłaszcza narodu niemieckiego, o opamiętanie i nie wywoływanie nowej strasznej wojny. Warto też przypomnieć, o czym rzadko się pisze, że rozpowszechnianie „Summi pontificatus” było przez obu okupantów Polski (niemieckiego i rosyjskiego) karane śmiercią.

Zaproponuję więc dziś, w osiemdziesiątą rocznicę wybuchu tej strasznej hekatomby ludzkości, prześledzenie głównych tez tamtej — ważnej, a trochę zapomnianej — encykliki.

Już ten pierwszy cytat streszcza w zasadzie główną jej myśl. Tylko Chrystus, który uspokoił burzę na morzu, jest władny uspokoić żywioł wojny. Tylko z Nim i w Nim jest możliwy prawdziwy prawdziwy pokój. Stąd konieczne jest przemyślenie raz jeszcze tej prawdy i skierowanie całego życia tak indywidualnego jak i społecznego ku Chrystusowi.

Oznacza to w pierwszym rzędzie uznanie królewskiej godności Chrystusa i Jego panowania, które ma być nie tylko panowaniem, kosmiczym, czy nawet duchowym i nadprzyrodzonym, ale panowania nad naszym tu i teraz, panowaniem społecznym, o którym w innej encyklice pisał poprzednik autora „Summi pontificatus” — Pius XI.

I powtarza to Pius XII: „głównym złem, z powodu którego świat współczesny popadł w duchowe i moralne bankructwo oraz ruinę, jest niegodziwe i zaiste zbrodnicze usiłowanie, by pozbawić Chrystusa Jego Królewskiej władzy, a także nieprzyjęcie nadanego przez Chrystusa prawa prawdy oraz odrzucenie prawa miłości, które jako Boskie tchnienie jest życiodajną treścią i mocą Jego władania”.

Ale błędy polityczne i światopoglądowe, które doprowadziły do wybuchu tej straszliwej hekatomby ludzkości Pius XII piętnuje również szczegółowo i precyzyjnie. Zaczyna od tego, że  „z potwornego kłębowiska błędów i ruchów antychrześcijańskich wynikły skutki tak tragiczne, że już one same stanowią ich potępienie, którego siła jest bardziej miażdżąca niż argumenty teoretyczne”. I daje następnie kilka wskazówek, niejako kół ratunkowych, z których jak z historii wiemy nie skorzystano, ale które przecież wciąż zachowują swą aktualność.

Najpierw więc papież zwraca uwagę, że współcześni ludzie „dodając nowe błędy do fałszywych doktryn przeszłości, stworzyli światopogląd tak krańcowo przeciwny naturze rzeczy, że naturalną jego konsekwencją mogło być tylko zamieszanie i zniszczenie. Na czoło wysuwa się natomiast zupełnie oczywisty fakt, że najgłębszym i ostatecznym powodem zła dręczącego dzisiejsze społeczeństwa jest zaprzeczenie i odrzucenie jednakowej i wspólnej wszystkim normy prawości obyczajów, zarówno w prywatnym życiu poszczególnych ludzi, jak i w stosunkach państwowych i międzypaństwowych, mianowicie prawa natury, które zostało zlekceważone i zapomniane”. W cytacie tym powinniśmy odnaleźć nie tylko zwykłe moralizowanie. Papież wskazuje, że owa „prawość obyczajów” nie jest tylko umową społeczną, ale normą prawa naturalnego, która stale obowiązuje, a której gwałcenie jest właśnie główną przyczyną wszelkiego zła i konfliktów. Gdyby bowiem normy obowiązujące ludzi były jedynie wynikiem umowy, można by je zmieniać, jak zmieniać można każdą umowę. To właśnie próbowali robić gwałciciele pokoju społecznego 80 lat temu, tworzą sobie nową „umowę społeczną” z ideologii nazistowskiej czy komunistycznej.

I zakończę dobitnym cytatem:

„Ewangelia podaje, że gdy Chrystus został przybity do krzyża, »mrok ogarnął całą ziemię«. Tak też się dzieje, ilekroć ludzie tracą ufność w naukę Chrystusa i zaślepieni domagają się usunięcia Boskiego Zbawiciela ze swego życia, a zwłaszcza z życia publicznego, tracąc tym samym wiarę w Boga. Następstwem tego jest uwolnienie się od zasad i norm, według których osądzano i oceniano dawniej moralną wartość życia osobistego i publicznego. Państwo i społeczeństwo dostosowywało się we wszystkim do dowolnych haseł i teorii tak zwanego laicyzmu, a proces ten postępował coraz szybciej i spotykał się z ogólnym uznaniem. Prąd laicyzacji życia doszedł wreszcie aż do tego, że od ożywczego i dobroczynnego wpływu Boga i Kościoła odwiódł pojedynczego obywatela, rodzinę i państwo, i to nawet w krajach, które przez wiele wieków szczyciły się chrześcijańską kulturą i obyczajami. Zaiste, »z chwilą ukrzyżowania Chrystusa - ziemię ogarnęły ciemności«”.

Maksymilian Powęski

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor