Niedziela - Tygodnik Bydgoski 27 sty 13:04 | Redaktor
Czy nasi zmarli są w niebie?

Sąd Ostateczny - Hans Memling (Muzeum Narodowe w Gdańsku)/fot. wikipedia

Kiedy ktoś umiera, często zdarza się słyszeć, z ust jego najbliższych, a nawet z ust księży na kazaniach pogrzebowych, że ta osoba jest już w niebie, że już nie cierpi. Niestety, tak możemy powiedzieć tylko o osobach kanonizowanych, czyli ogłoszonych świętymi.

Odszedł Pasterz nasz, co ukochał lud [Wielki Piątek]

Niedziela - Tygodnik Bydgoski 19 kwi 20:26

Nasza wiara jest jak Notre Dame [MAKSYMILIAN POWĘSKI]

Niedziela - Tygodnik Bydgoski 18 kwi 15:57

Los naszych najbliższych nie jest dla nas pewny, ale jak czytamy w Katechizmie „Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba (…). To końcowe oczyszczenie wybranych, które jest czymś całkowicie innym niż kara potępionych, Kościół nazywa czyśćcem”.

Doświadczenie śmierci

kogoś bliskiego dotyka każdego człowieka, z wyjątkiem może tych, którzy sami umierają w dzieciństwie lub wczesnej młodości. Jest to doświadczenie bolesne, przynajmniej z dwóch powodów.

Pierwszym z nich jest ból rozstania. Z innymi ludźmi łączą nas bowiem różnego rodzaju więzi, o których istnieniu na co dzień nawet nie myślimy, nie uświadamiamy sobie ich, a tym bardziej nie zastanawiamy się nad nimi. Jest to naturalne, po prostu żyjemy. Gdy jednak nić życia zostanie przerwana, może łatwiej uświadomić sobie to, co pisał Clive Staples Lewis. Twierdził on, że ludzi łączyć mogą cztery rodzaje miłości, a są to przywiązanie, przyjaźń, eros i caritas. Niezależnie od tego, który z tych rodzajów więzi przeżywaliśmy za życia, rozstanie, na tej ziemi ostateczne, zawsze sprawia ogromny ból.

Drugim powodem bólu jest nasze przekonanie o wielkiej, by nie powiedzieć nieskończonej wartości tego bytu, którym jest człowiek, ze swoją rozumną świadomością własnego życia, istnienia i dążeniem do szczęścia. W momencie śmierci bliskiej osoby właśnie z całą ostrością zaczynamy rozumieć, jak wielkich szczęściem i darem, który otrzymaliśmy jest życie, jest istnienie. Wyraża się to w tych dramatycznych, jakże często wypowiadanych wtedy słowach „mógłby jeszcze żyć!”  

W tym właśnie się też zawiera mądrość mnichów powtarzających – „memento mori” - co skłonni jesteśmy nawet czasem wyśmiewać, ale w chwilach głębokiej szczerości musimy przyznać, że tak właśnie jest - myślenie o śmierci pozwala docenić wartość życia!

Wychodząc z takich rozważań w naturalny sposób dochodzimy do myśli

o życiu przyszłym,

które jest po tamtej stronie śmierci. Nawet sam rozum bez Objawienia Bożego nie umie pogodzić się z tym, że życie istoty rozumnej, świadomej swoich celów, zdolnej poznawać i kochać świat, poznawać siebie i innych ludzi, a stąd poznawać i kochać Boga samego, jako stwórcę i dawcę wszelkiego istnienia, że takie życie mogłoby ostatecznie się kończyć grobem, w którym rozkłada się nasze ciało.

Tym bardziej cieszy nas, że te nasze intuicje i wnioski z rozumowania potwierdza sam Bóg objawiając nam, i to dwiema drogami, jakimi przekazuje nam swoje Słowo: poprzez Pismo Święte i Tradycję Kościoła, prawdę, że istnieje życie wieczne i że wszyscy ludzie zmartwychwstaną do tego nowego życia.

Tu zajrzyjmy do „małego katechizmu”, jakiego uczą się (a przynajmniej uczyć się powinny) już dzieci przygotowujące się do pierwszej komunii świętej. Znajdujemy tam niezwykle zwięzłe, ale zadziwiająco głębokie sformułowania zasadniczych prawd o Bogu, człowieku i świecie. Tam też właśnie istnieje sformułowanie: „Rzeczy ostateczne człowieka”. Odczytać możemy trzy punkty.

„Śmierć. Sąd Boży. Niebo albo piekło”.

Poza nimi istnieje jeszcze stan inny, o którym wspomniałem na początku. To czyściec. Koniecznie powinniśmy przypomnieć sobie nieco zapomniane przekonanie o jego istnieniu, które jest prawdą wiary, głoszoną przez Kościół od samego początku. Wprawdzie nie wyznajemy, jak luteranie, zasady „sola scriptura” (protestanci uważają bowiem, że pewnym można być tylko tego co jest napisane Piśmie Świętym). My wiemy, że - jak napisał św. Jan w zakończeniu swojej Ewangelii – „Wiele też innych rzeczy uczynił Jezus, ale gdyby każdą z nich opisywać, to myślę, że nie pomieściłby świat cały ksiąg, które by się miało napisać” (21,25). Dlatego uznajemy Tradycję przechowywaną w Kościele i przekazywaną z pokolenia w pokolenie jako ów „skarb w naczyniach glinianych”, o którym pisze z kolei święty Paweł (por. 2 Kor 4, 7).

Ale wracając do czyśćca, mimo, że mamy skarby Tradycji, to i w Piśmie świętym znajdziemy liczne świadectwa o czyśćcu, choć może nie wyrażone wprost. Modlitwa i ofiara za zmarłych znane już były w Starym Testamencie, świadectwo tego znajdziemy w drugiej księdze Machabejskiej w rozdziale 12. Modlitwa taka ma oczywisty sens jako prośba o wybawienie dusz z czyśćca.

Dość wyraźnie, choć w przenośni, jak to miał we zwyczaju, mówi o tym Zbawiciel w Ewangelii wg św. Mateusza w rozdziale 5: „Zgódź się z twoim przeciwnikiem natychmiast, póki jesteś z nim w drodze, by cię nie oddał sędziemu, a sędzia słudze i zostałbyś wrzucony do ciemnicy. Zaprawdę powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, aż oddasz ostatni pieniążek”.

A z Tradycji - św. Grzegorz Wielki pisał: „Co do pewnych win lekkich trzeba wierzyć, że jeszcze przed sądem istnieje ogień oczyszczający, według słów Tego, który jest prawdą. Powiedział On, że jeśli ktoś wypowie bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu, nie zostanie mu to odpuszczone ani w tym życiu, ani w przyszłym (Mt 12, 32). Można z tego wnioskować, że niektóre winy mogą być odpuszczone w tym życiu, a niektóre z nich w życiu przyszłym”.

Przypomnijmy także antyfonę „wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci”, którą od niepamiętnych czasów rozpoczyna się w Mszale rzymskim Msza święta żałobna, właśnie z tej racji zwana „Requiem”, a którą przecież powtarzamy i w naszych prywatnych modlitwach.

Istnienie czyśćca wytłumaczyć możemy także przez analogię. Tak jak człowiek nie może oczyma ciała patrzeć prosto w słońce, bo groziłaby mu utrata wzroku, tak dusza człowieka grzesznego nie może wprost spojrzeć w oblicze Boga. Musi się na to przygotować w oczyszczającym cierpieniu, jeśli takiego oczyszczenie nie przeszła na ziemi.

Cierpienie w czyśćcu

jest dwojakie. Po pierwsze pozbawione są dusze w czyśćcu widzenia Boga. Po drugie - cierpią wielkie męki duchowe i moralne. Zarówno z licznych objawień prywatnych, jak i z nauczania Kościoła wynika, że cierpienia czyśćca są cięższe, dotkliwsze niż jakiekolwiek trudy i cierpienia na ziemi. W jaki sposób dusza tego doświadcza - nie wiemy.

Święty Tomasz z Akwinu tłumaczy przekonująco związek konieczny jaki istnieje między Bożym miłosierdziem a istnieniem czyśćca. Boże miłosierdzie - argumentuje on - ukazuje się w czyśćcu w ten sposób, że nawet po śmierci daje On duszom sprawiedliwych środki do zadośćuczynienia swojej  sprawiedliwości i przygotowanie się w ten sposób do wejścia do nieba wolnymi od jakiegokolwiek długu wobec sprawiedliwości. Jednakże realizuje się to miłosierdzie także w tym, przypomina Doktor Anielski, że poprzez świętych obcowanie pozwala Bóg żyjącym, którzy są jeszcze na ziemi, ofiarowywać duszom czyśćcowym własne czyny pokutne, własne cierpienia pokornie od Boga przyjęte, a także ofiarowywać odpusty, a przez to przyspieszyć ich wejście do nieba.

A z całej Tradycji, potwierdzonej też objawieniami prywatnymi, wiemy też, że

modlitwy tych, którzy są na ziemi

bardzo istotnie wpływają na złagodzenie cierpień czyśćcowych. Kościół zawsze się modlił za dusze w czyśćcu cierpiące, a wśród wszystkich rzeczy, które można ofiarować w celu skrócenia oczyszczenia dusz czyśćcowych jest jedna, która wyjątkowo skuteczna i doskonała. Jest to ofiara Mszy.

Mówiąc o owym „przyspieszeniu” można się zastanawiać jak ten czas przebywania w czyśćcu ma się do czasu ziemskiego. To jednak nie jest dla nas, jak się zdaje, możliwe do rozwikłania. Pewne się wydaje, że jakiś rodzaj czasu w tym oczekiwaniu czyśćcowym na wieczność istnieje. Przecież jeśli Bóg mógł stworzyć czas ziemski, mógł także sprawić, że w tym życiu duchowym jakim jest czyściec istnieje jakieś czasowe następstwo zdarzeń.   

Jeśli zapomnimy prawdę o czyśćcu, to nie tylko poniesiemy szkodę w naszym rozumieniu rzeczywistości nadprzyrodzonej. Utrata wiary w czyściec nie tylko jest herezją. Jest dramatem z praktycznego punktu widzenia. Jeśli bowiem nie nauczymy dzieci, że ogromna większość z nas trafia po śmierci do czyśćca właśnie, kto będzie się za nas modlił gdy pomrzemy?

Zakończmy więc tą wspaniałą modlitwą z Kanonu Rzymskiego, który od niemal dwóch tysięcy lat odmawiany jest w samym sercu Mszy: „Błagamy Cię, daj tym zmarłym oraz wszystkim spoczywającym w Chrystusie udział w Twojej radości, światłości i pokoju”.

Maksymilian Powęski   

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor