Niedziela - Tygodnik Bydgoski 31 mar 18:21 | Redaktor
Raduj się! [Maksymilian Powęski]

Zawsze i niezmiennie w czwartą niedzielę Wielkiego Postu przypomina mi się komentarz znakomitego solesmeńskiego opata Prospera Guerangera.

Pisze on w swym słynnym dziele „Rok liturgiczny”: „Kościół w tym dniu zawiesza święte umartwienia Wielkiego Postu. Pieśni Mszy św. mówią tylko o radości i pocieszeniu; organy, milczące przez trzy poprzednie niedziele, pozwalają znów usłyszeć swój melodyjny głos; diakon bierze dalmatykę, subdiakon tunikę i można zastąpić na świętych paramentach fioletowy kolor różowym”.

Źródłem radości jest piękno

Co nam dzisiaj zostało z tego piękna i niesłychanego bogactwa katolickiej liturgii? Liturgii, która była inspiracją do największych arcydzieł muzyki, malarstwa i rzeźby jakie powstały od czasu gdy istnieje ludzkość?

W naszych smutnych czasach, z których słusznie czy niesłusznie jesteśmy dumni, mamy imponujące inżynierskie dzieła w naszych układach elektronicznych, maszynach cyfrowych, promach kosmicznych, akceleratorach, a nawet w codziennie używanych gadżetach. W kościołach zaś - z wielkim żalem to piszę - mamy bylejakość i bezguście, ornaty z tworzyw sztucznych i kiczowate obrazy, a muzykę organową graną jedynie jako akompaniament.

Czasami musi człowiekowi czegoś zabraknąć, by zrozumiał co stracił. Kiedy w dawnych czasach organy milczały przez trzy niedziele, jak wielka była radość, gdy wreszcie zagrały w tę czwartą. Dziś brak musiałby chyba być znacznie dotkliwszy, byśmy wreszcie odrzucili otaczający nas kicz, wrócili do wzorów Sztuki przez wielkie S, by przywrócić to, o czym pisał ks. Fryderyk Faber, urodzony anglikaninem, który w 1845 przeszedł na katolicyzm i zachwycony pięknem katolickiej liturgii, stwierdził, że  jest to „najpiękniejsza rzecz po tej stronie nieba”.

W Polsce wiosna - w Rzymie - już róże

Piękno tej niedzieli wyraża jeszcze inny zwyczaj, pochodzący z Rzymu. Różowy kolor to nie tylko skojarzenie ze zbliżającym się świtem, bo przecież alegorią Zmartwychwstania jest wschodzące Słońce. Jest jeszcze jedno znaczenie tych dzisiejszych różowych szat. W średniowieczu nazywano dzisiejszą niedzielę niedzielą róż, ponieważ w tym dniu obdarowywano się pierwszymi kwiatami róży. Papież poświęcał w tę niedzielę złotą różę, którą ofiarowywał osobie zasłużonej dla Kościoła. Ten zwyczaj przetrwał do dziś. Takie róże papieskie są także w Polsce. Pierwszą złotą różę papież ofiarował Polsce na pamiątkę śmierci Władysława Warneńczyka. Sanktuarium na Jasnej Górze otrzymało dwie złote róże. Pierwszą od Pawła VI, (któremu jednak władze PRL nie pozwoliły przyjechać do Polski, więc przywiózł ją dopiero Benedykt XVI), a drugą podczas pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979 r. Jan Paweł II ofiarował Matce Boskiej Częstochowskiej. Ten sam papież w 1987 r. na krakowskich Błoniach wręczył złotą różę dla sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej. W 2006 roku Papież Benedykt XVI uhonorował różą Miejsce Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau — ta jedyna papieska róża na świecie jest koloru czarnego.

Pisze o tym zwyczaju ten sam Gueranger: „W średniowieczu, kiedy Papież jeszcze mieszkał w Pałacu Laterańskim, po pobłogosławieniu Róży, zjawiał się z kawalkadą, w mitrze na głowie, z całym świętym Kolegium, w kościele stacyjnym, trzymając ten symboliczny kwiat w ręku. Przybywał do bazyliki i głosił kazanie na temat tajemnic, które symbolizowane są przez różę: przez jej piękno, kolor i zapach. Następnie odprawiano Mszę św. Po jej zakończeniu papież wracał w tej samej procesji do pałacu na Lateranie, wciąż z całą kawalkadą, przemierzając ogromną równinę, która oddziela dwie rzymskie bazyliki, niosąc w ręku tajemniczy kwiat, którego wygląd zachwycał mieszkańców Rzymu. Jeśli w procesji znajdował się jakikolwiek książę, to jego obowiązkiem było zachować porządek i pomagać papieżowi; otrzymywał w nagrodę za swoją służbę tę różę, przedmiot tylu zaszczytów i tylu radości”.

W dawnej liturgii w tę niedzielę czytana jest Ewangelia o rozmnożeniu chleba. Jest w tym sens symboliczny. Ta sama Boża moc, która chleb rozmnożyła, wkrótce, bo za dwa z górą tygodnie powie: „Gorąco pragnąłem pożywać tę Paschę z wami, zanim cierpieć będę. (...) To jest ciało moje, które za was jest wydane, to czyńcie na moją pamiątkę. (...) Ten jest kielich, Nowy Testament we krwi mojej, która za was jest przelana. (Łk 22, 15 nn)”.

Jedna przypowieść - dwa sensy

Jednakże w zreformowanej liturgii czyta się dziś Ewangelię o synu marnotrawnym. Warto zwrócić uwagę, że dawniej była ona czytana w innym wprawdzie dniu Wielkiego Postu, jednak łącznie z lekcją z Księgi Rodzaju (rozdział 27). Występują w tej lekcji dwaj bracia: starszy, Ezaw jest typem narodu żydowskiego. Jest pierworodny i ma wszystkie z tego wynikające przywileje. Drugi, Jakub, urodzony po nim, choć z tej samej matki, nie ma prawa liczyć na błogosławieństwo zarezerwowane dla najstarszych. Jednak role się zmieniają: Jakub otrzymuje to błogosławieństwo, a jego brat jest sfrustrowany. Co się stało? Ta historia uczy nas, że Ezaw, który jest człowiekiem cielesnym; nie otrzymuje dóbr duchowych, bo jego ambicje dominują nad nim. Satysfakcja, jakiej oczekuje z tytułu dziedzictwa, które ma otrzymać, sprawiła, że ​​stracił z oczu dobra duchowe związane z błogosławieństwem ojca. W swojej chciwości oddaje Jakubowi danie z soczewicy, wzniosłe prawa nadane mu przez jego pierworodztwo. Podstęp matki posłużył interesom Jakuba. Stary ojciec, nie wiedząc o tym, jest narzędziem w Bożym ręku, potwierdza i błogosławi tę zamianę, której istnienia się nie domyśla. Ezaw zrozumiał, jak wielką stratę poniósł; ale nie było możliwości cofnięcia wydarzeń. Stał się wrogiem swego brata.

W ten sposób naród żydowski, nie dochowawszy wierności dobrom duchowym, stracił pierworództwo na rzecz  pogan. Nie chciał podążać za biednym i prześladowanym Mesjaszem; śnił triumfy i światową wspaniałość, a Jezus obiecywał „jedynie” duchowe królestwo. Izrael zatem wzgardził tym Mesjaszem. Poganie go przyjęli i stali się starszymi. Dlatego to synowie Kościoła stali się dziedzicami obietnicy, zgodnie ze słowem Pana skierowanym do Abrahama: „Błogosławić ci będę i rozmnożę nasienie twoje jako gwiazdy niebieskie, i jako piasek który jest na brzegu morskim: posiędzie nasienie twoje brony nieprzyjaciół swoich”. (Rdz 22, 17).

Tę historię mamy opowiedzianą na nowo, w Ewangelii o synu marnotrawnym. Dwóch braci jest tu obecnych, a starszy skarży się na dobroć ojca, która z taką serdecznością wita  młodszego. Ten ostatni przecież uciekł z domu ojcowskiego, roztrwonił majątek, ale kiedy został doprowadzony do najskrajniejszej nędzy, przypomniał sobie dom ojcowski i chciał zostać choć na służbę przyjęty. Tymczasem ojciec przywitał marnotrawnego z największą czułością: nie tylko mu wybaczył, ale przywrócił wszystkie prawa synowskie. Zrobił więcej, wydał ucztę na cześć tego szczęśliwego powrotu. Całe to postępowanie ojca pobudza zazdrość starszego brata.

Ale na próżno Izrael jest oburzony miłosierdziem Pana. Nadszedł czas, kiedy wszystkie narody zostały wezwane, by wejść do owczarni. Wszystkie one - jako dzieci Adama - wyszły od tego samego Ojca i odeszły od Niego. O ile ich błędy i namiętności doprowadziły ich do pogaństwa, usłyszą głos Apostołów. I nie otrzymają tylko okruchów, które spadną ze stołu, jak twierdziła Samarytanka; zostaną przyjęci jako prawowite i szanowane dzieci. Zazdrosne skargi Izraela nie zostaną uwzględnione. Oczywiście ten sens alegoryczny, który tu przedstawiam za opatem Guerangerem, tak jak Kościół to wykładał przez wiele stuleci, nie wyklucza sensu osobistego.

Kościół oferuje teraz tę przypowieść wszystkim grzesznikom, którzy przygotowują się do zawarcia pokoju z Bogiem. Niezależnie od tego, jak daleko odeszli, bez względu na ich głęboką niewdzięczność, wszystko jest przygotowywane w domu Ojca, aby uczcić ich powrót, jeśli tylko zdecydują się porzucić swój grzech. Czuły ojciec, którego opuścili, czeka przy drzwiach, gotów im zwrócić szatę godową, szatę niewinności. Stół jest zastawiony, uczta przygotowana. Niech tylko wypowiedzą z głębi serca: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i przeciwko Tobie”. Szczery żal z powodu błędów przeszłości, pokorne wyznanie w konfesjonale, zdecydowane postanowienie bycia odtąd wiernym,  są to jedyne i łatwe warunki, których Ojciec domaga się od swoich marnotrawnych synów, by stali się znów synami jego upodobania.

Maksymilian Powęski

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor