Opera Nova 31 paź 11:38 | Marta Kocoń
Wdzięk, humor i nostalgia. Znakomita „Awantura w Recco” [RECENZJA]

Don Domenico (Adam Zdunikowski) i burmistrz Recco (Łukasz Jakubczak), w tle Orlando (Janusz Ratajczak) / fot. Anna Kopeć

Zabawna i wzruszająca – taka jest najnowsza propozycja Opery Nova. Twórcy „Awantury w Recco” zabierają polskich widzów w podróż do rozśpiewanej Italii, by tam, jak w zwierciadle, przyjrzeli się samym sobie.

„Awantura w Recco, czy Drzewko wolności” to opera komiczna inspirowana, znanym tylko z listów, pomysłem Adama Mickiewicza. Czego wieszcz nie doprowadził do końca, podchwycili znakomici Wojciech Młynarski (libretto) i Maciej Małecki (muzyka). Po niemal 40 latach od warszawskiej premiery i po muzycznym „odświeżeniu” niektórych fragmentów przez kompozytora, „Awantura” powraca, tym razem w Bydgoszczy.

Spektaklem w reżyserii duetu Maciej Wojtyszko – Magdalena Małecka-Wippich Opera Nova wpisuje się w obchody stulecia odzyskania niepodległości. Dzieło jest bowiem na wskroś polskie – oto w XIX-wiecznej Italii, w miasteczku Recco, polski oficer Tadeusz (imię nieprzypadkowe) dochodzi do siebie po przegranej bitwie, pod czułą opieką córki burmistrza, Sylwii. Spokojne Recco szykuje się do urodzin „ojca miasta”, Sylwia rywalizuje w sercu Tadeusza z miłością ojczyzny, zazdrosny Orlando wkracza z intrygą, a groźba ze strony piratów okazuje się ciężką próbą dla tchórzliwych Włochów.

Janusz Ratajczak w roli Orlanda /fot. Anna Kopeć

Możemy być pewni, że na scenie nie zabraknie ani humoru, ani liryzmu. Jednego i drugiego obficie dostarczają dowcipne i głębokie teksty Młynarskiego, na równi z zaskakującą, czerpiącą m.in. z musicalu i polskiej pieśni „ludowej”, muzyką Małeckiego, mistrzowsko wykonaną przez orkiestrę pod batutą Anny Duczmal-Mróz.

„Awantura” wymaga od solistów łączenia zdolności dramatycznych i komediowych, a z tego zadania wywiązali się bardzo dobrze. Kreacje są sugestywne, w zależności od potrzeb zarysowane mocniej lub subtelniej: zakochana i niepokorna Sylwia (Magdalena Polkowska), rycerski aż do uchybień wobec wybranki Tadeusz (Arkadiusz Anyszka), przebiegły sekretarz Orlando (Janusz Ratajczak), któremu „wszystko jedno, komu pisze przemówienia”, burmistrz o zajęczym sercu (Łukasz Jakubczak ) czy stoik don Marcello (Leszek Skrla), delikatnie przyganiający Polakowi za „chęć przelewania krwi za Francję”. Zachwyca kwartet wyrachowanych rajców (Nazarii Kachala, Dominik Sierzputowski, Bartłomiej Kłos, Janusz Żak), z humorem odsłaniających przed widzami uniwersalne prawa polityki.

fot. Anna Kopeć

Pochwały na cześć choreografa Jarosława Stańka, głoszone przed premierą przez reżyserów, nie okazały się ani odrobinę przesadzone. To właśnie momentami przerysowany ruch sceniczny dodaje całości komizmu i lekkości. Sceny zbiorowe z udziałem tłumu obywateli Recco są perfekcyjnie dopracowane. Uderza dbałość o szegóły: każdy gest jest dograny, a mimika adekwatna do sytuacji, nieważne, czy chodzi o postać pierwszoplanową, czy jedną z oburzonych męskim tchórzostwem Włoszek-chórzystek.

Humor ratuje przed dydaktyzmem i patosem, nie odbiera nam jednak wzruszenia. Jest lekko, zabawnie, ale Młynarski i twórcy bydgoskiej premiery przemycają w atrakcyjnym opakowaniu pytania o polskość, o nasz stosunek do wolności. Dajemy się uwieść nostalgicznym tonom: Tadeusz w antycznym ogrodzie zamyśla się nad losem kraju, a na naszych oczach włoski gaj na chwilę przeobraża się w krajobraz znany z polskiej wsi. Razem z przepełnionym tęsknotą bohaterem śledzimy polski ludowy taniec – i poddajemy się czarowi chwili.

Magdalena Polkowska (Sylwia) i Arkadiusz Anyszka (Tadeusz) /fot. Anna Kopeć

Prolog i finał nawiązują do XX-wiecznej i współczesnej Polski: pojawiają się m.in., emancypantki z hasłem Zofii Nałkowskiej na sztandarze czy „wychowankowie” korporacji (?), dla których tytułowe Drzewko wolności staje się lekceważonym rekwizytem. Dobrze jednak, że twórcy nie poddali się, widocznej w kilku aluzjach, pokusie nadmiernego aktualizowania. Jak podkreśla reżyser Maciej Wojtyszko, „Awantura” jest uniwersalna, mówi o wolności narodowej, ale i indywidualnej – bo czy strach, któremu początkowo poddają się Włosi, nie wtrąca ich w niewolę?

Twórcy spektaklu zręcznie grają na strunach serc publiczności, wywołując na przemian uśmiech i wzruszenie. Piękne teksty Wojciecha Młynarskiego i wspaniała muzyka Macieja Małeckiego tworzą wręcz doskonałą harmonię, pozostawiając widza z uczuciem wewnętrznej pogody, ale i z zamyśleniem. I mającego ochotę na więcej.

Marta Kocoń

Marta Kocoń Autor

Sekretarz Redakcji