Opinie 1 sty 19:25 | Redaktor
Gdzie tkwi nasz błąd, czyli jak uporać się z bydgoską bezsilnością?

Od lewej: Henryk Martenka, prof. Katarzyna Popowa-Zydroń, prof. Piotr Paleczny i prof. Jerzy Sulikowski/ fot. materiały Towarzystwa Muzycznego im. I.J. Paderewskiego

Włodarze bydgoscy niekiedy przedsiębiorą kampanie, mające na celu publiczną debatę o tożsamości, marce czy wizerunku. Niewiele z tego wynika. Świat to zrozumiał dawno, w Bydgoszczy ta prawda się jeszcze mozolnie przebija, ale jasne już jest, że charakter naszemu miastu nadać może wyłącznie kultura – pisze Henryk Martenka.

Gdyby pół wieku wcześniej Andrzej Szwalbe swymi wizjami i czynami nie przesądził o charakterze Bydgoszczy jako miasta kultury, dziś tłuklibyśmy głowami o mury co zrobić, by nabrać jakiegokolwiek charakteru, by znaleźć cokolwiek, co odróżniłoby nas od tych miast bez właściwości, których notabene na świecie coraz mniej. Bo dziś miasto bez charakteru nie ma racji bytu, niczym się nie wyróżniając, nie interesuje nikogo. Świat to zrozumiał dawno, w Bydgoszczy ta prawda się jeszcze mozolnie przebija, ale jasne już jest, że charakter naszemu miastu nadać może wyłącznie kultura.


To kultura funkcjonuje oficjalnie jako marka miasta, kojarząc je z dobrami pożądanymi, jak na przykład filmowymi sposobami przedstawienia krajobrazu Nowego Jorku, życia kulturalnego Florencji, pełnego neonów życia Tokio. Przemysł kultury, w tym film, telewizja, agencje reklamowe, branża muzyczna przydaje miastom atrakcyjności, co przekłada się na identyfikację wśród potencjalnych inwestorów, w efekcie wzrost zatrudnienia i wymierne korzyści ekonomiczne. Kultura odgrywa znaczącą rolę w restrukturyzacji miast.

Miasto tworzy wyobrażenie samego siebie


W Birmingham w Wielkiej Brytanii od dawna dążyło się do przemian w obrębie przestrzeni publicznej i wewnętrznego ośrodka władzy tak, aby nadać miastu zupełnie nową pozycję w obrębie kultury symbolicznej. Symbolem sukcesu tego myślenia, jakże inspirującym dla polskich odbiorców, był zorganizowany tam szczyt państw G8, a zaraz potem międzynarodowy konkurs piosenki Eurowizji w 1998 r. w nowo wybudowanym International Convention Center (ICC). Przebudowa Birmingham, pisze Chris Baker w „Studiach kulturowych”, stanowi przykład taktyki wykorzystywania przez miejsca „peryferyjne” określonych strategii kulturowych w celu przyciągnięcia inwestorów. (…)

Istotnym symbolem Birmingham stał się budynek Symphony Hall, kojarzony ze światem kultury wysokiej, muzyki klasycznej i wielkich widowisk. Tym samym, „miasto stworzyło wyobrażenie samego siebie, wpisujące się w obręb określonych przestrzeni kulturowych, związanych z kulturą wysoką, kulturą międzynarodową i widowiskowością. Następnym krokiem było powiązanie tożsamości miasta z procesami transformacji i kolonizacji przyszłości”.


Od lat 90. XX w. nieustannie rośnie zainteresowanie studiami nad wizerunkami miast, funkcjonującymi w świadomości różnych grup społecznych. Szersze zainteresowanie badaniami wizerunków miast w Polsce należy wiązać ze zmianami zachodzącymi w ośrodkach miejskich w ostatnich dziesięcioleciach pod niewątpliwym wpływem globalizacji, ale i strumienia unijnych środków, które wręcz wymuszają rozwój miast.


Miasta upodobniają się do siebie, jednocześnie rywalizując o rozmaite korzyści: pozyskanie nowych osadników, turystów, inwestorów, ale także zabiegając o organizację imprez sportowych, kulturalnych lub rozrywkowych. Coraz częściej władze lokalne przystępują świadomie do budowania przewagi konkurencyjnej, która umożliwi ich miastom dalszy rozwój i wygraną w międzymiejskiej konkurencji. Strategia promowania wizerunku miasta, regionu, kraju poprzez wyspecjalizowane wydarzenie muzyczne generuje również określone koszty, których nie sposób ująć w budżecie imprezy, gdyż składają się na nią wydatki zewnętrznych podmiotów, zainteresowanych udziałem w przedsięwzięciu, czy fundatorów nagród pozaregulaminowych.


Strategia ta łączy zatem interesy artystyczne z interesami „udziałowców”, mogących zyskać wizerunkowo na marce Konkursu Paderewskiego, kreatywności jego twórców, gościnnie występujących w nim artystów oraz – last but not least – laureatów, którzy w Bydgoszczy upatrują miejsce swego startu do międzynarodowej kariery. Tym bardziej, że klasa laureata (inaczej: produktu konkursu), podobnie jak jurorów, ugruntowuje wizerunek konkursu, nadaje wartość jego marce, dowodzącej nie tylko dbałości o kulturowe dziedzictwo i upowszechnianie sztuki, ale pośrednio wpływa na samopoczucie społeczeństwa. Pozytywny wizerunek może także wywoływać wśród mieszkańców poczucie dumy, która zawsze jest spoiwem tożsamości. Z kolei ich zadowolenie może wpływać na wizerunek w świadomości innych grup społecznych. Powstawanie wizerunku miasta w świadomości człowieka jest procesem długotrwałym, ale może on również ulec szybko zmianie, w związku z określonymi wydarzeniami związanymi z miastem.


Wizerunek wymaga stałej opieki


Kto jest kreatorem wizerunku miasta? Przede wszystkim samorządowcy i instytucje samorządowe, z których część działania autopromocyjne ma wpisane w statuty założycielskie. Z samej już działalności samorządowej mogą wynikać skutki dalekosiężne i wypełniające warunki kreacji wizerunku. Na przykład realizując przedsięwzięcia sportowe lub festiwale kulturalne, które mogą na długo utrwalić oczekiwany wizerunek. Przykładem mogą być miejscowości takie jak Duszniki Zdrój (najstarszy festiwal pianistyczny na świecie), Opole (festiwal piosenki polskiej), Łagów (festiwal filmowy), Jarocin czy Woodstock w Kostrzynie (festiwale rockowe). Kreowanie wizerunku miasta poprzez wydarzenie kulturalne jest prostym, choć wymagającym czasu i środków finansowych pomysłem, zwykle skutecznym, bo trwałym. Przykładem bydgoskim, dopełniającym wizerunek miasta muzyki był – do 2010 roku – odbywający się co trzy lata kongres muzykologiczny i towarzyszący mu festiwal muzyki dawnej Musica Antiqua Europae Orientalis, swego czasu unikatowe, europejskie wydarzenie kulturalne, w latach PRL-u stanowiące intelektualny pomost dla badaczy dawnej muzyki europejskiej Wschodu i Zachodu. W latach 60. i późniejszych naukowy kongres MAEO był postrzeganą przez świat nauki i kultury polskiej charakterystyczną, bo oryginalną i unikatową, cechą dystynktywną kultury bydgoskiej. Jest znakiem czasu, że u progu 2. dekady XXI w. kongres obumarł, gdyż nie dojrzano w porę korzyści, jakie unikatowy festiwal mógł przynieść miastu i jego wizerunkowi. Ten casus dowodzi również tego, że wizerunek nie jest wartością daną raz na zawsze i wymaga stałej opieki, a niekiedy rewitalizacji. W ujęciu stricte biznesowym, pisze Simon Anholt, nie trzeba już nikogo do marki i jej wpływu na pożądany wizerunek przekonywać. Zarządy większości spółek, pytane o kluczowe czynniki sukcesu, oprócz jakości i konkurencyjności cenowej swoich wyrobów, wskazują właśnie posiadanie marki. A marka Paderewskiego, nawet dla przeciętnego Polaka, niesie choćby zdawkowe, niemniej utożsamiające znaczenie. Tym samym marka staje się rdzeniem wizerunku konkursu, miasta, Polski.

.....

To tylko fragment artykułu. Jego dalszą część  znajdziecie w świątecznym numerze TB.

 

Henryk Martenka – dziennikarz prasowy, radiowy i telewizyjny; felietonista, tłumacz, wydawca. Wiceprezes Towarzystwa Muzycznego im. I. J. Paderewskiego, prezes Stowarzyszenia im. Andrzeja Szwalbego „Dziedzictwo”. Artykuł to fragment książki Henryka Martenki poświęconej kulisom organizowania Międzynarodowych Konkursów Pianistycznych im I. J. Paderewskiego „Wielki akord 3”, która ukaże się w styczniu 2018 roku.

 

 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor