Opinie 17 mar 15:42 | Redaktor
Wolne niedziele, zniewolony kraj [OPINIA]

fot. Anna Kopeć

PiS postanowił kupić głosy osób zatrudnionych w handlu, dając im dni wolne od pracy w niedziele. W efekcie ok. 40 tys. osób straci pracę – pisze Piotr Najzer, bydgoski przedsiębiorca.

Gdy kilka lat temu trafiłem na rozwinięcie skrótu PiS jako „Populizm i Socjalizm“, ubawiłem się po pachy. Dziś, po kilku latach rządów PiS, nie jest mi już do śmiechu. Jako przedsiębiorca z każdym kolejnym pomysłem jaśnie nam rządzących zastanawiam się, czy może być jeszcze gorzej? Pojawił się kompletnie nieprzemyślany pod względem skutków ekonomicznych pomysł ograniczenia handlu w niedziele. Dlaczego nieprzemyślany? Skoro „głównym ekonomistą kraju“, potocznie zwanym ministrem finansów, a teraz również premierem, zostaje historyk, który ukończył kilka weekendowych kursów ekonomii, to nie można spodziewać się niczego innego. 

PiS postanowił kupić głosy osób zatrudnionych w handlu, dając im dni wolne od pracy w niedziele. Najbardziej niepokojące w tym obłędzie jest to, że pracownicy sektora handlowego się z tego cieszą. Szkoda, że nikt im nie powiedział, że dla ok. 40 tys. z nich ta decyzja skończy się wypowiedzeniem umowy – tak szacują specjaliści z zakresu ekonomii. Kolejne negatywne konsekwencje dotyczą strat właścicieli wynajmujących powierzchnie handlowe. Stracą również najemcy powierzchni w centrach handlowych, którzy w niedziele będą mogli prowadzić swój biznes, czyli restauratorzy oraz centra rozrywki w postaci kin, kręgielni i wszyscy pozostali usługodawcy. Ta grupa straci podwójnie, ponieważ ich czynsze pójdą w górę, a obroty spadną, bo niewiele osób wybiera się coś zjeść w niedzielę do centrum handlowego. Ci, którzy chodzili tu na zakupy, jedli tu tylko przy okazji. Niższe obroty i wyższe koszty spowodują zwolnienia również w branży usług, ale tego specjaliści z PiS walczący o głosy związkowców nie mogli przewidzieć, skoro dowodzi nimi historyk, a nie ekonomista. 

Przykładów negatywnych skutków ekonomicznych zakazu handlu w niedziele można wymieniać bez liku, ale to niejedyny obszar, w którym PiS narobiło szkód. Tego typu rozwiązanie jest poniekąd niezgodne z konstytucją, która gwarantuje wszystkim obywatelom równość wobec prawa. Zastanówmy się, w czym sprzedawca odzieży w centrum handlowym jest lepszy od sprzedawcy prażonej kukurydzy w kinie mieszczącym się w tym samym centrum, sprzedawcy batonów na stacji benzynowej lub matki czworga dzieci pracującej jako motorniczy? A w zasadzie pytanie należy postawić odwrotnie – w czym ci ludzie, którzy w niedziele muszą pracować, są od pracowników handlu gorsi?

Wszystko pod pretekstem umożliwienia pracownikom handlu spędzania czasu z ich rodzinami. Mam zatem kolejne pytanie: kto dał przedstawicielom PiS taką władzę, aby decydować, że przedstawiciele jednej branży mają mieć ustawowo zagwarantowany czas dla rodziny, a przedstawiciele innych branż już nie? 

Dochodzimy też do kwestii wolności. Gdybyśmy zapytali przedstawicieli PiS o to, czy żyjemy w wolnym kraju, to 100 procent z nich odpowie, że absolutnie tak. Proszę takie samo pytanie zadać przedsiębiorcom... Osobiście nie znam żadnego, który z takim przekonaniem to potwierdzi. Pomijam już ucisk fiskalny i biurokratyczny, ale spójrzmy na to w ten sposób: zainwestowałem własny kapitał, zbudowałem firmę i dałem ludziom pracę, ludziom, którzy przyszli do mnie dobrowolnie w odpowiedzi na ogłoszenie. Ustaliliśmy warunki współpracy, na które składało się wynagrodzenie, harmonogram pracy i zakres obowiązków. Obie strony zaakceptowały to bez przymusu. Nagle ktoś nudzący się na Wiejskiej w Warszawie postanawia dla dobra jednej ze stron ochotniczego układu zabronić pracy w niedzielę, pomimo że był to jeden z elementów umowy. Moje obroty spadają, firma staje się mniej rentowna, jestem zmuszony zwolnić część pracowników, dla dobra których PiS wprowadził zakaz handlu w niedziele. Wrócę zatem w tym kontekście do pytania, czy aby faktycznie żyjemy w wolnym kraju? Czy kraj, w którym zabrania się pracować ludziom, którzy czynili to dobrowolnie, można nazwać wolnym? 

W moich oczach PiS ma znacznie więcej wspólnego z populizmem i socjalizmem niż z prawem i sprawiedliwością. Wprowadzenie zakazu handlu w niedziele tylko potwierdza, że przedstawiciele PiS pod przykrywką populistycznych haseł wprowadzają rozwiązania, z których władze PRL byłyby dumne. 

Ci pracownicy, którym szczęśliwie uda się zachować posadę, po prostu zarobią mniej, ponieważ za pracę w weekend pracodawcy najczęściej płacą stawki nawet o 100 procent wyższe. Dla pracowników z sektora handlowego znaczy to bardzo wiele, gdyż wciąż większość z nich zarabia najniższą krajową i możliwość dorobienia w weekend dawała im zauważalny zastrzyk gotówki. 

I tak chcieli dać pracownikom sektora handlowego wolne niedziele, a w efekcie obniżą im wynagrodzenia, natomiast ok. 40 tys. z nich zafundują wolne wszystkie dni, z powodu utraty pracy. Ciekawe, czy dzieci będą zadowolone z tego, że mamusia czy tatuś mają dla nich aż tyle czasu? 

Piotr Najzer

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor