ROZMOWY 19 cze 10:40 | Jarosław Aleksander
Bydgoska Noc Klasyków oczami pasjonatów

fot. JT

Oglądając klasyczne auta spotykamy się z ich właścicielami. Czy miłość do klasyków jest trudna? Czy jest wyborem czy uczuciem. Za każdym autem stoi historia i właściciel który ją pielęgnuje.

Bydgoska Noc Klasyków to cykliczna impreza, zlot zabytkowych aut z regionu. Spotykamy tu piękne auta o nie mniej ciekawej historii, o której opowiadają ich właściciele.

Pan Piotr przyjechał specjalnie z okolic Nakła swym „dużym fiatem”.

- Dla mnie to jest jeden z ostaniach samochodów z duszą. Nie było łatwo, kupiłem go mimo, że wtedy auta właściwie dostawało się w nagrodę jako bony, talony na przykład. Ja byłem tak zwanym badylarzem i wiele mnie kosztował ten papierek na samochód. Był rok 1978.

Inny właściciel - tym razem pochodzącego z kraju, który nazywał się NRD (Niemiecka Republika Demokratyczna) - Wartburga wspomina:

- Kupiłem go za dolary w peweksie. Za prawdziwą gotówkę. Wtedy 1000 dolarów było jak teraz 100 tysięcy. Ale udało się. Teraz próbuję nauczyć go mojego syna. To nie jest proste. Proszę popatrzeć na silnik. To jest coś czego współczesny mechanik nawet nie rozpozna. Największy problem jest z częściami, od opon i elementów karoserii po części silnika. Tego już nie ma, lub jest droższe od samego samochodu.

Kierujemy się ku symbolowi późnego PRL, fiaty 126 p. Jest ich kilka i są w doskonałym stanie. Pan Daniel tak opisuje swoją pasję:

 

To jest hobby które przerodziło się w pasję. Od czasów jak pamiętam, kiedy zrobiłem prawo jazdy. To są samochody którymi uczyliśmy się jeździć. Mają duszę, a to czym dziś musimy jedzić już duszy nie posiada. To są samochody które uczyły nas pokory. Czegoś czego dzisiaj młodzież nie ma. Nauczyły nas tego, że aby dojechać trzeba coś potrafić.

 

Pasja motoryzacyjna to zawsze koszty. A jak to wygląda z zabytkowymi autami wyjaśnia Pan Daniel.

- Nie trzeba mieć dużych pieniędzy by jeździć takim samochodem. Dziś każdy z nas ma kilka telewizorów całkiem sporych i drogich. Taki samochód kosztuje tyle ile jeden z nich. Tylko od nas zależy ile będzie kosztowało utrzymanie takiego samochodu. Bo jeśli każdy z nas ma dwie dłonie to jest w stanie z tym coś zrobić.

 

 

Jarosław Aleksander Autor

Katolicka Bydgoszcz