ROZMOWY 6 lip 09:50 | Jarosław Aleksander
Koronawirus? Tak, miałem i jestem wśród was [WYWIAD]

fot. ilustracyjna Pixabay

Rozmawiamy z jednym z kleryków przebywających w naszej diecezji na wakacjach. Nie jest to zwykły kleryk, był on zarażony koronawirusem.

Spotykamy się w jednej z bydgoskich parafii, która stała się wakacyjnym azylem dla jednego z kleryków. Posługuje do Mszy świętej, rozmawia z wiernymi, uczestniczy w życiu parafii. Jeszcze niedawno był zarażony koronawirusem. Wielu o tym nie wie, wiele osób się boi. A jak to wygląda z jego perspektywy?

 

J.T.: Jak to wyszło? Jak i kiedy dowiedziałeś się, że jesteś zarażony?

 

K.K.: Dokładnie dowiedziałem się wieczorem, już późna noc była właściwie, gdy dostałem telefon od swojego przełożonego. Byłem zdziwiony, jak to jest możliwe? Nie odczuwałem żadnych objawów. Już w mediach była informacja, że jest sześciu współbraci chorych. Dlatego nasz przełożony postanowił nas przebadać. Ja niestety byłem w tej grupie osób zakażonych.


J.T.: Jakie było źródło? Wiecie skąd zakażenie?

 

K.K.: Właśnie nie. Mogło być różnie, przyjeżdżały do nas osoby z zewnątrz, kontaktujemy się z wieloma ludźmi, których nie znamy. Jest dom rekolekcyjny, sami dużo podróżujemy na rożne praktyki. Rożne mogły być miejsca gdzie mogliśmy się zakazić.

 

J.T.: Czy był strach?

 

K.K.: Tak. Miałem stracha na początku, czy nie pojawią mi się te objawy, problemy z oddychaniem, wysoka gorączka, jak sobie z tym poradzę. Później jak widziałem, że nie mam takich objawów, że nic się ze mną nie dzieje to zaczęło powoli to odpuszczać.

 

J.T.: A życie w kwarantannie. Jak to wyglądało?

 

K.K.: W moim przypadku była to zupełna izolacja. Nie wychodziłem na spacery. Przebywałem tylko w swoim pokoju. Jest aplikacja, która sprawdza czy jesteśmy na miejscu. Sprawdzała też policja. Dzwonili, pytali, trzeba było pokazać się w oknie. Taki dzień mój w kwarantannie polegał na tym, że zaczynałem modlitwą, mszą świętą online. Także czasem transmitowaną z waszego kościoła. Potem była przynoszona komunia, śniadanie. Dni mijały spokojnie. Dla mnie najważniejsza była wieczorna adoracja, gdzie mogłem w ciszy adorować Jezusa, pomodlić się, zmówić różaniec w intencji ustania epidemii. Te dwa tygodnie były czasem specjalnym. Były to święta. Miałem okazje przeżyć te dni inaczej, zastanowić się nad swoim życiem.


J.T.: Jak wygląda życie po wirusie? Ludzie się boją? Pytają?

 

K.K.: Jak ktoś słyszy, że miałem koronawirusa to robi wielkie oczy. Jak to miałeś koronawirusa? Jak się z tobą przywitać? A może zarażasz. Zawsze tłumaczę, że jestem po wszystkich badaniach. Wyniki są negatywne, czuje się dobrze. Nie zarażam.

 

Rozmawiał Jarosław Trześniewski (Katolicka Bydgoszcz)

Jarosław Aleksander Autor

Katolicka Bydgoszcz