ROZMOWY 15 mar 10:58 | Krzysztof Drozdowski

Biorąc do ręki książkę Mariusza Kaniewskiego, przenosimy się do Los Angeles, około roku 2100. Technologia w Ameryce oraz Europie wkradła się w każdy zakamarek życia, pozbawiając ludzi pracy. Ta staje się przywilejem nielicznych. Większość utrzymuje się z wypłacanej przez rząd pensji. Każdy z nas kiedyś marzył o tym, by nie musieć pracować. Co zdaniem Kaniewskiego dzieje się z człowiekiem w takiej sytuacji?

Jonathan, główny bohater powieści, został obsadzony w roli prezesa jednej z największych grup kapitałowych, która dzięki prawu własności do przełomowych technologii sukcesywnie wprowadza rządy monopolistyczne. Społeczeństwo jest śćiśle schierarchizowane, a Jon ma wszystko, o czym tylko może zamarzyć. Po osiągnięciu jednego z najwyższych statusów społecznych w swojej kaście, popada w egzystencjonalną pustkę.

Przeczesując zasoby sieci internetowej, odkrywa, że ktoś wymazał z niej dane na temat XX-wiecznego polskiego matematyka, któremu udało się przewidzieć między innymi ekonomiczne rozwarstwienie społeczeństw. Przy pomocy osób pojawiających się w jego życiu, zaczyna odkrywać drugie dno  niby idealnej rzeczywistości, w tym istnienie grupy sterującej mechanizmami rządzącymi światem. W jego działaniach towarzyszy mu piękna i niezmiernie inteligentna narzeczona. W powieści krzyżują się dwie rewolucje. Światowa, organizowana przez tajemniczą organizację KOLUMB, oraz duchowa i moralna - w głównym bohaterze. Co ciekawe, w powieśći pojawia się również postać XX-wiecznego naukowca o nazwisku Bydgoski. To wyraz lokalnego patriotyzmu autora.


KD: Moje pierwsze pytanie może Cię trochę zaskoczyć. O czym będzie Twoja kolejna książka? 

Mariusz Kaniewski: Aż chce się odpowiedzieć: niespodzianka. Ale dobrze, mogę troszeczkę odkryć. Fakt istnienia sztucznej inteligencji w silnej wersji porównałbym tylko z sytuacją, w której otrzymujemy dowód istnienia obcych. Ten temat poruszam w kolejnej książce, chcę sprawdzić naszą reakcję, jak się zachowamy, jak bardzo wywróci to naszą kulturę do góry nogami, albo i nie wywróci. Tak czy inaczej, temat obcych rozpala mój umysł do czerwoności. Mam tyle pytań. O religię, o naukę, o motywacje, o to jak bardzo obcy są od nas różni i do nas podobni. 


KD: Czytając powieści, często potrafimy się utożsamić z głównym bohaterem. Czujemy, że jego losy są nam bliskie lub chcielibyśmy wejść w jego skórę i żyć jego życiem. W Twojej powieści, chociaż już na początku widać, że Jonathan osiągnął prawie wszystko, wewnętrznie czułem się odepchnięty. Nie mogłem dopasować jego losów nawet do moich marzeń. Po drugie, jego styl bycia, czy też jego samookreślenie się, wydaje mi się strasznie irytujące. Skąd pomysł na taką kreację głównego bohatera?

MK: Świat w mojej powieści jest światem zdegenerowanym. Próbowałem odpowiedzieć na pytanie o konsekwencje coraz szybszego postępu, a przede wszystkim o fakt zabrania ludziom pracy. Gdzie skanalizuje się nasza życiowa energia? Czym się zajmiemy? Jak bardzo będzie obchodził nas świat? W co będziemy wierzyć? Jonathan jest przerysowany, zawiera w sobie różne pierwiastki, które – niestety – prognozuję znaleźć za dziesiątki lat w świecie realnym. Właściwie, one już są. Co możemy zrobić? Chciałbym, aby każdy czytelnik mojej powieści zadał sobie to pytanie i próbował na nie odpowiedzieć. 

KD: Jonathanowi towarzyszy kobieta. Susan, piękna i niezwykle inteligentna, wydaje się  alternatywną protagonistką, niekiedy wręcz zastępuje głównego bohatera. Skąd pomysł na dwutorowe prowadzenie narracji?

MK: Susan jest buforowa, jest przejściem pomiędzy nowym a starym światem. Nie umiem powiedzieć, skąd wziął się pomysł. Być może był to impuls, ale jak spróbowałem, to wiedziałem już, że tak chcę tą powieść prowadzić. Mamy dwa spojrzenia, dwie formy działania, dwie motywacje, czasami zbieżne, czasami rozmijające się. Na początku wolałem wcielać się w Jonathana, potem w Susan. W niej można znaleźć więcej nadziei i niezgody na zastany w powieści świat.  

KD: Powiedz coś jeszcze o tajemniczej postaci Bydgoskiego...

MK: Konstanty Bydgoski jest w powieści wybitnym matematykiem, który dokonał trafnych predykcji rozwoju społeczeństwa. To postać tajemnicza, trudna do zweryfikowania i oceny moralnej, ale raczej z pozytywnym odcieniem. Bydgoski stanowi swoisty kontrapunkt dla grupy naukowców żyjących z chwały swoich idoli, każe pochylić się nad sposobem uprawiania nauki oraz formułowania idei. Czy odbywa się to w grupie, czy jest domeną jednostki? Często chwała grupy społecznej, jej wzrost, działalność opierają się na kulcie założyciela bądź na wrogości wobec jakiejś osoby. Bliżej temu do mechanizmu niż do faktycznych zasług jednego człowieka. Naukę otula warstwa ideologii, musimy przebadać, jak jest gruba i w jaki sposób można dotrzeć do jądra. To społeczny fenomen.


KD: W Twojej książce można znaleźć wiele wątków filozoficznych, przemyśleń nad ludzką egzystencją i nad odwiecznym pytaniem, dokąd zmierzamy. 

MK: Jestem wierzący, więc mam dosyć jasno sprecyzowaną hierarchię wartości oraz światopogląd, natomiast co na to świat? Gdzie zmierza? W jaką stronę? Po pierwsze, musimy sobie uświadomić, że technologia rozwija się wykładniczo, a nie - linearnie. Przyspieszamy i to strasznie! Za chwilę nasze biologiczne mózgi będą mniej efektywne niż bioniczne. Będziemy musieli przemodelować ekonomię, edukację, politykę, kulturę, ponieważ pędząca technologia wymusi to na nas. To nie tylko kwestia automatyzacji pracy, to także kwestia prywatności, kumulacji kapitału i nowych zasobów, które przyniesie nam eksploracja kosmosu. Szacuje się, że już za pięć lat ruszy pierwsze górnictwo kosmiczne. Co dalej? Mniej więcej wiemy, lecz co dalej z człowiekiem? Czy staniemy się cyborgami? Jestem przekonany, że staniemy się nimi z pewnością, ale kim wtedy będziemy? Co będziemy wyznawać? Jakie wartości, jakie zasady? Tu nie ma odpowiedzi. Najpierw musimy postawić pytania, a o te trudno. Za mało myślimy, co nas czeka za progiem.   

KD: Wracając do samej książki. Muszę przyznać, że bardzo mnie zaskoczyła. Zapewne jak wiele innych osób wyobrażałem sobie przyszłość podobnie, jak to kreślisz w swojej powieści, choć z mniejszymi różnicami w hierarchizacji społeczeństwa. Tym samym Twoja książka zmusza do przemyślenia tego wszystkiego, co dotąd uważaliśmy za idealny świat, do którego zmierzamy. W jaki sposób uniknąć urzeczywistnienia nakreślonych przez Ciebie wydarzeń?

MK: Zacznijmy zadawać pytania, zbudujmy świadomość problemu, by móc szukać rozwiązań. Osobiście uważam, po jakiejś refleksji, po jakimś mierzeniu się z takimi wizjami, jak te w mojej powieści, że człowiek musi powrócić do humanistyki, musi podjąć refleksję nad technologią, ożywić w sobie coś więcej jak tylko logiczne myślenie, a przecież te wzięło górę w naszej edukacji w ostatnich dekadach. Gdzie jest filozofia? Gdzie jest coś więcej niż  „przerabianie lektur”? Gdzie jest nauka dialogowania? Proszę zapytać uczniów, studentów, po co się uczą? Czy większość nie odpowie, że aby znaleźć dobrą pracę? A przecież z punktu widzenia dzisiejszego rynku pracy studia są względne, są drugorzędne, no chyba że chcemy budować rakiety, zostać lekarzem itp. W większości przypadków bardziej liczą się kompetencje, horyzonty niż dyplomy. Czytajmy, przemyśliwujmy, bo wtedy mamy szansę przeżyć coś więcej jak swoje życie, nauczyć się różnych perspektyw i wchłonąć nie tylko to, co jest potrzebne w karierze, lecz również w codziennym życiu, by z każdej chwili wyciągnąć nie tylko coś ekonomicznego, ale również – albo przede wszystkim – coś, co pozwoli bardziej być, przeżyć życie pełniej. Taka egzystencjalna pełnia może stać się remedium oraz środkiem na opanowanie pędu technologicznego, tak myślę. 

KD: Jesteś doktorem filozofii, współprowadzisz spółkę IT. „Kolumb A.D. 2100” to Twoja pierwsza książka. Skąd pomysł pracy pisarskiej?

MK: Pisanie stało się dla mnie substytutem uprawiania nauki, chociaż nie wykluczam w przyszłości esejów naukowych. Interesuje mnie technologia, jestem jej wielkim fanem, lecz fanem krytycznym. Poza tym żałuję, że nie poszedłem na fizykę teoretyczną, lecz nawet gdybym tam się znalazł, to nie wiem, czy mój umysł by podołał... Piękno matematyki, piękno przyrody są dla mnie wyrazem piękna Boga, dlatego ścieżka nauki, tworzenia, w tym pisania, prowadzi zawsze ku Górze. No i moje fanaberie znosi moja piękna, kochana żona wraz z synem i córką.

Z Mariuszem Kaniewskim rozmawiał Krzysztof Drozdowski

Krzysztof Drozdowski Autor

Publicysta, autor wielu książek historycznych.