ROZMOWY 17 mar 21:21 | Redaktor
O lęku i panice w czasie zarazy u zdrowych i chorych. Rozmowa z psychiatrą dr Jachimowicz

fot. nadesłane

Wszyscy przechodzimy teraz bardzo trudny czas. Odciska się on również na naszej psychice. Eksplozja wiadomości o koronawirusie powoduje w nas między innymi reakcje lękowe, co jest zrozumiałe. O przeżywaniu tego czasu, o tym jak sobie poradzić, o doświadczanej niekiedy panice i mądrym do niej podejściu, a także o zdalnej pracy lekarskiej rozmawiamy z dr Katarzyną Jachimowicz, lekarzem rodzinnym i zarazem psychiatrą.

Katarzyna Chrzan: Przez długie lata była Pani lekarzem rodzinnym, teraz specjalizuje się Pani w psychiatrii, a zatem ma Pani bardzo szerokie spektrum wiedzy. Proszę powiedzieć, czy obecnie szalejący koronawirus może mieć somatyczny wpływ na psychikę człowieka?

dr Katarzyna Jachimowicz: Wirus wpływa tylko na układ oddechowy. Nie ma żadnego bezpośredniego wpływu na psychikę. W czasie każdej choroby może się zdarzyć stan przejściowego splatania, co bywa np. u osób starszych, ale dotyczy to wszelkich infekcji, i ten wirus akurat w tym względzie nie jest gorszy ani lepszy od innych.

Czyli osoby, które cierpią na choroby psychiczne i przyjmują leki psychotropowe, a zarażą się, nie powinni dodatkowo martwić się o swój stan?

Nie, nie powinny się martwić. Choroba sama w sobie, jeśli chodzi o aspekt fizyczny, będzie przebiegać jak u innych. Problem może być w tym, że sama gorączka, izolacja, mogą ich dodatkowo obciążać, na przykład mogą zapomnieć wziąć leki albo bać skontaktować się z lekarzem. Albo tak jak pacjenci po długotrwałym pobycie na oddziale zamkniętym, potrzebują zwyczajnie trochę czasu, żeby zrozumieć sytuację i jej konsekwencje. My w Norwegii na przykład mamy wytyczne dotyczące specjalnej troski o osoby z chorobami psychicznym albo i nadużywającymi narkotyków. Im może być czasem trudno z rożnych względów trzymać kwarantannę i w ten sposób mogą łatwej się zarazić. W środowiskach osób uzależnionych potrzeba zdobycia narkotyku może być silniejsza od względów bezpieczeństwa.

Izolacja i zagrożenia chorobą może prowadzić do lęku i depresji. Mogą pojawić się katastroficzne myśli, poczucie braku kontroli, niepokoju o życie swoje i bliskich. Brak kontaktu z innymi ludźmi może to pogłębiać. Może też być trudne to, że tak bardzo jak w czasie kwarantanny zintensyfikowany kontakt z bliskimi, może być powodem trudnych sytuacji.  Nagle mamy swojego współmałżonka i dzieci przez całą dobę. To może zwiększać frustracje i prowadzić do konfliktów. Jednak jest to okazja do spróbowania pogłębienia relacji w rodzinie. Nie pogłębiać już istniejących problemów, ale skupić się na tym, co pozytywne, na tym co jest tu i teraz, a nie na problemach, które były kiedyś lub rozmyślaniem co będzie.

Jeśli chodzi o mechanizmy działania paniki i lęku w człowieku, które pojawiają się przecież w czasach epidemii, czego powinniśmy być świadomi, aby nie zachowywać się irracjonalnie, lecz tak jak wymaga tego obecna poważna sytuacja?

Trzeba przyglądać się swoim myślom i patrzeć, w którą stronę płyną. Nasze emocje podążają za myślami i łatwo wtedy strącić kontrolę. Psychiatria zna i opisuje mechanizmy paniki. Zaczyna sie od myśli, które automatycznie przychodzą nam do głowy. Na przykład takie, że wszystko się zawali, będzie wielka katastrofa itd. Myśli wpływają na emocje i pojawia się lęk, poczucie niepewności, bezsilności. To powoduje reakcje w organizmie:  kołatanie serca, duszność, ból brzucha. Myślimy, że zaraz stanie sie coś złego, na przykład, że mamy objawy choroby, jest pustka w głowie. To dalej nakręca negatywną spiralę lęku. Wpadamy w panikę.

Czyli to normalne u ludzi tak chorych, jak i zdrowych doświadczyć czasem paniki?

Dokładnie. To się zdarza wielu ludziom i do pewnych granic jest zjawiskiem fizjologicznym. Nie zawsze potrzebujemy od szukać porady psychiatry. Lęk jest zjawiskiem dostosowawczym. Pomyślmy o ludziach pierwotnych. Dla nich lęk był sygnałem do ucieczki, żeby na przykład nie pożarł ich jakiś zwierz. W reakcji lękowej w organizmie produkują się adrenalina i kortyzol. To powoduje, że rośnie ciśnienie, przyspieszają tętno i oddech, mięśnie się napinają. Taka reakcja organizmu pozwalała ludziom pierwotnym uciec od zagrożenia, po prostu mogli wtedy biec szybciej. Organizm ogranicza wtedy inne funkcje, np. trawienie (dlatego mamy ból brzucha lub biegunkę), a myślenie jest tylko o ucieczce, „nie czas na zastanawianie się”. Tak pokrótce o tym, co dzieje się w organizmie przy reakcji lękowej. Jest też ważne pamiętać, że adrenalina kończy kiedyś swoje działanie. To tylko chemia i reakcja lękowa jest zawsze ograniczona w czasie.

Napad lęku osiąga swój szczyt w ciągu kilku minut. Myślimy wtedy, że nastąpi katastrofa i że zwariujemy, że to będzie eskalować bez końca. Tymczasem hormony, które powodujące tą reakcję, rozkładają się, a lęk opada. Czasem wystarczy po prostu poczekać.

Ważne jest, żeby znać te mechanizmy. Niektórzy wpadają w pułapkę, unikając sytuacji prowokujących lęk, podczas gdy to unikanie powoduje nadmierną kontrolę i lęk wzrasta. I wtedy powstaje błędne koło. Trzeba mieć tego świadomość. Odetchnąć i poczekać. Uśmiechnąć się i nabrać dystansu. To też pomaga.

Można sobie pomóc na różne sposoby: rozmową z drugą osobą, wyjściem na świeże powietrze, odwróceniem uwagi. Sposoby radzenia sobie oczywiście są indywidualne: jeden musi wyjść pobiegać [obecnie najlepiej z dala od innych - przyp. red.], o ktoś inny robi na drutach lub układa puzzle albo słucha muzyki. Trzeba wykonywać te zajęcia, które zmniejszają poziom napięcia. Każda forma wysiłku fizycznego na przykład tak działa.

Obecnie w Polsce w czasie zdalnej pracy, nauki i kwarantanny, zamknięte są przychodnie, działa kontakt telefoniczny z lekarzami. Pacjenci otrzymują zdalnie poradę i e-receptę, a w razie potrzeby umawiają się na godzinę. Pracuje Pani w Norwegii, chyba dobrze znacie tam takie rozwiązanie, jeszcze sprzed epidemii?

Przez telefon można wiele pomóc. Tutaj w Norwegii jest to stosowane od dawna i jest to dobre rozwiązanie. Od dawna są znane e-recepty. Wiele leków pacjenci muszą brać na stałe i byłoby trwonieniem sił i środków kazać pacjentom przychodzić zawsze na wizytę. Lekarz decyduje o częstości wizyt kontrolnych, oczywiście według potrzeb, np. w nadciśnieniu lub cukrzycy wystarczy raz na 3-5 miesięcy w zależności od stanu pacjenta.

Są też recepty na telefon. Lekarz może zadzwonić do apteki, podać swój numer autoryzacji, personalia pacjenta i dane co do leku, który odbiera pacjent. Ja sama jako lekarz rodzinny udzielałam wielu porad na telefon, jeśli to było konieczne, to oczywiście zapraszałam na wizytę.

Odbywa się to w ten sposób, że pacjent dzwoni do rejestracji, prosi o kontakt telefoniczny, rejestratorka zapisuje dane. Na końcu pracy lub między przyjmowaniem pacjentów lekarz oddzwania. Nie ma przeszkadzania lekarzowi w praktyce pracy. Załatwiamy w ten sposób zdalną pomoc. Miałam i takie sytuacje, gdy pacjenci wysyłali mi zdjęcie na przykład wysypki lub gardła. Też tak można. Są też porady mailowe. Zdalna pomoc oszczędza siły i środki i pozwala sie skupić na tych, których trzeba zbadać osobiście.

 

Rozmawiała: Katarzyna Chrzan

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor