Wywiady Tygodnika Bydgoskiego 1 lip 19:18 | Redaktor
Anna Mackiewicz: prezydent Bruski potrafi się zafiksować i nie słucha argumentów [WYWIAD]

Anna Mackiewicz będzie kandydatem SLD Lewica Razem do fotela prezydyenta Bydgoszczy/fot. Anna Kopeć

Udowodnione jest, że w negocjacjach i w działaniu kobiety częściej niż mężczyźni potrafią zapobiegać pojawianiu się sytuacji krytycznych – mówi Anna Mackiewicz, obecna zastępca prezydenta Bydgoszczy i kandydatka lewicy w wyborach prezydenckich, w rozmowie z „Tygodnikiem Bydgoskim”.

Kto służy Bogu, ten będzie szczęśliwy [ROZMOWA]

Wywiady Tygodnika Bydgoskiego 26 sie 11:07

Jarosław Kopeć: Została Pani kandydatką na kandydata na stanowisko prezydenta Bydgoszczy. Zwycięstwo w prawyborach cieszy?

Anna Mackiewicz: Na stole leżały cztery nazwiska. Wybierając Irka Nitkiewicza na przewodniczącego, zakładaliśmy, że to on będzie kandydatem środowiska SLD Lewica Razem. Cóż, zdecydował, że skupi się na pracy w wyborach do Rady Miasta i w komitecie wyborczym. Uznaliśmy zatem, że bez względu na to, kto ostatecznie wygra, decydujemy się na prawybory. Przyjemne było, że tyle osób namawiało mnie, by do nich przystąpić. Wynik mógł się przecież okazać różny. Tak, jest satysfakcja. Zdobyłam dwa razy więcej głosów niż kolega (Jan Szopiński – przyp. red.) Pogratulowałam mu. 

Rozłamu na lewicy z powodu prawyborów nie będzie? 

Nasza grupa skupia różne środowiska: członków Sojuszu Lewicy Demokratycznej, związki zawodowe, organizacje pozarządowe i wiemy, jaki mamy cel. Niekoniecznie jest to jedynie niedopuszczenie Prawa i Sprawiedliwości do władzy w Bydgoszczy.

Nie spodziewam się, żeby były jakieś rozłamy. A jeśli ktoś nie wpisuje się w nasze plany, to się wyłączy. Jestem przekonana, że w SLD jest mniej kłótni i sporów niż w dwóch wiodących partiach. Szczególnie za nowego przewodniczącego Włodka Czarzastego. 

Na konferencji prasowej prezentującej wynik prawyborów powiedziała Pani, że „zadowoli Panią wynik 52,5 proc. zdobytych głosów w wyborach prezydenckich”… 

Trudno oczekiwać, że kandydat powie „35 procent”. Jak startuje się w wyborach, to chce się je wygrać, to naturalne (uśmiech).

 W wywiadzie dla „Tygodnika Bydgoskiego” przewodniczący Nitkiewicz powiedział: – Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy w Bydgoszczy trzecią siła. To jaki wynik Panią zadowoli? 

Oczekuję, że sztab, przyjaciele i wszyscy sympatycy zaangażują się całkowicie dla dobrego wyniku. A jako SLD od jesieni rośniemy w całej Polsce, to trend utrzymujący się. Zdaję sobie sprawę, że każdy sondaż jest inaczej budowany, ale trend jest widoczny. 

Prezentując Pani kandydaturę wiceprzewodnicząca SLD powiedziała: „Bydgoszczy potrzebna jest zmiana”. Jaka zmiana potrzebna jest Bydgoszczy? 

Iza Nowicka wymieniła kilka argumentów, m.in. że czas aby prezydentem była kobieta. Wiemy, co z naszych planów udało się zrealizować, na co mieliśmy realny wpływ. W strategicznych sprawach głos decydujący zawsze ma jednak prezydent miasta. Tak działa koalicja, którą zawiera się przecież między partiami, że w realizację programów wyborczych i rozwiązywanie ważnych bieżących problemów zaangażowani muszą być także radni miasta. I tak właśnie było. 

Inwestycji, które się rozpoczęły, już zmienić nie można. Można jedynie pilnować harmonogramów, budżetu i jakości prac. Ktokolwiek będzie prezydentem, będzie musiał zrobić to samo. Ale widzimy, co można było zrobić inaczej, szybciej albo w innej kolejności i wyciągnęliśmy wnioski na przyszłość. Dotyczy to także innego sposobu włączania mieszkańców do zmian.

To może ja pomogę. Trzy wady polityki prezydenta Bruskiego. 

(Pauza i westchnienie) To trudny temat. Wydaje się, że największe zmiany w sposobie zarządzania miastem przez prezydenta w porównaniu z poprzednią kadencją dotyczą rozwiązań włączających mieszkańców i proobywatelskich. W poprzedniej kadencji nie było pełnomocnika do spraw osób niepełnosprawnych, apelowaliśmy, by był i jest. Wnioskowaliśmy o lepszą współpracę z organizacjami pozarządowymi i ta współpraca jest. To wszystko działo się z naszym udziałem. Jednak potrzebne jest zwiększenie roli rad osiedli, korzystanie z ich zaangażowania. Chcemy, by pojawiały się inicjatywy osiedlowe, wręcz blokowe. Zaproponuję, aby można było finansować je z BBO. 

Czyli polityka prezydenta Bruskiego bez wad? 

Nie powiedziałam tego! Nie oczekuję od prezydenta, że będzie jak prezydent Biedroń w Słupsku siadał na ławeczce, gdzie można się do niego przysiąść i porozmawiać. Choć mnie by było na to stać. 

Ale każdy ma inną osobowość i każdy ma wady. Jak prezydent Bruski wyrobi sobie zdanie w jakiejś sprawie, trudno go przekonać nawet do wysłuchania nowych argumentów. Są momenty, gdy zastanawiamy się, kto tam mu do uszka szepnął, że powstała właśnie taka opinia. Tak. Przyznaję. Czasami się zafiksuje. 

To spytam o Zawiszę. Piłkarze powinni wrócić do Bydgoszczy? 

Obecny stan Zawiszy jest w porządku. Będzie nowa hala i strzelnica. Obiekty są zagospodarowane, dobrze wykorzystane i zarządzane. 

Pani prezydent, ja mówię o piłkarzach, którzy zostali wygnani do Potulic… 

Jeśli chodzi o piłkarzy… (chwila milczenia). Są takie zagadnienia, w których mam silnie wyrobione zdanie. Jednak mam taką naturę, że słucham ludzi. Znam swoje mocne i słabe strony. I z powodu tych drugich mam fantastycznych doradców. Analizujemy, co zaproponować mieszkańcom. Nie znam innego miejsca w Europie, gdzie miasto mogłoby utrzymać na przynajmniej przyzwoitym poziomie wiele dyscyplin sportu. Sport wyczynowy to także biznes i mieszkańcy powinni go jedynie wspierać. Kluby szkolące dzieci i młodzież oraz inne podmioty działające dla sportu juniorów i rekreacji powinny mieć większe wsparcie.

 Ale co z Zawiszą? Oni nie chcą pieniędzy, tylko chcą wrócić do Bydgoszczy, gdzie jest ich miejsce. 

Nie odpowiem Panu. I to nie jest z mojej strony strategia polityczna. Dam szansę swoim doradcom. Będę się posiłkować ich radą oraz opiniami mieszkańców, w tym kibiców. 

A tartak i budowa drugiego etapu Trasy Uniwersyteckiej? 

Dzisiaj to jest pat. Powiem tak filozoficznie i żeby nie zabrzmiało szowinistycznie. Udowodnione jest, że w negocjacjach i w działaniu kobiety częściej niż mężczyźni potrafią zapobiegać pojawianiu się sytuacji krytycznych. A jeśli już powstały, to potrafią je skuteczniej rozwiązywać. W świecie polityki to jest znacznie trudniejsze, bo niestety nie zawsze najważniejsze w nim są cele merytoryczne. Mam zdolność tworzenia grup interesu, grup działania, w których każda lub każdy jest częścią procesu od pomysłu do satysfakcjonującego efektu. 

Jak ocenia Pani zatem jakość debaty publicznej w Bydgoszczy? 

Tak. Mam prawo to oceniać. W tym roku obchodzę 30-lecie pracy samorządowej. Struktura radnych z kadencji na kadencję się zmieniała i tych zaangażowanych, pracowitych, jest coraz mniej. Nie każdy musi być omnibusem. Ale pogarsza się sposób prowadzenia dyskusji w komisjach i na sesji. W obecnej kadencji jest bardzo źle. Kiedyś nie było tylu odniesień osobistych i wystąpień pod publikę. Rada jest tak ułożona, że najpierw uchwały są opiniowane przez komisje. To podczas nich powinna odbywać się dyskusja, spory, rady ekspertów. A u nas chodzi o to, żeby podnosić temperaturę, w czym przewodzą radni z klubu PIS. Coraz bardziej doceniam dyskusję prowadzoną na argumenty. Taką, podczas której uczestnicy rozmawiają, a nie mówią. 

Jeździ Pani na łyżwach?

Nie. 

To o Torbydzie nie będziemy rozmawiać. Przejdźmy dalej nad Brdę. Urządzi nam Pani park im. Ireny Sendlerowej i pozwoli tam grillować i pić alkohol, jak chcą niektóre bydgoskie środowiska lewicowe?

Jednego z drugim bym nie łączyła. Jeśli miałoby być nadane takie imię, musiałoby się to wiązać z mądrym nowym zagospodarowaniem parku, zaaranżowaniem miejsca np. do refleksji. Czy nad Brdą jest dobre miejsce na urządzanie grilla i spożywanie alkoholu? Sama korzystałam w Europie z takich miejsc na błoniach z dostępem do wody, toalety. Mam dylemat, czy powinniśmy to robić w samym centrum miasta. Jeśli mieszkańcy wybraliby inne miejsce, to byłabym za. Co do miejsca spożywania alkoholu, to się wsłuchuję.

Lewica zatraciła swoją rolę społeczną. Przejął ją rząd, który wprowadził „500 plus”, a teraz ogłosił program „Dobry start”… 

Zatraciła? To Pana opinia. SLD ma trzecią pozycję co do ilości samorządowców na wszystkich szczeblach. Gwarantuję, że lewica nie zatraciła tam żadnej roli. Polityka społeczna to szerokie zagadnienie. „500 plus” nie jest jedynym możliwym rozwiązaniem. Nie jesteśmy jednak PiS-em, który by przykryć bieżące problemy wyciąga programy nieprzygotowane merytorycznie, jak np. „300 plus”. Nie jesteśmy także jak Platforma Obywatelska, dla której jednego dnia „500 plus” jest dobre, a drugiego dnia - do likwidacji. Od przeszło roku mamy swój wypracowany oddolnie i ze specjalistami program krajowy, a w nim pozostawienie „500 plus”, jednak na każde dziecko i z ograniczeniami dochodowymi. Nasi samorządowcy i działacze lokalni obserwują i widzą, że granica poziomu ubóstwa przesunęła się. To dobry skutek „500 plus”. Mam mały problem z jego zachwalaniem, bo wiem też, że część pań, które mogłyby wrócić na rynek pracy, rezygnuje z tego. A powrót po długiej przerwie może być utrudniony. Zwłaszcza jeśli bezrobocie wzrośnie. W maju przyjęliśmy program samorządowy. W obszarze polityki społecznej proponujemy swoje rozwiązania. 

Ma Pani ogródek, działkę? 

Całe życie. Odkąd byłam dzieckiem, moja rodzina miała ogród z sadem. Teraz też mam działkę.

Dlaczego zatem chciała Pani wyciąć kasztanowce na placu Kościeleckich? 

A jak powiem, że to nie ja? Zarząd Dróg chce wprowadzić zmiany na placu Kościeleckich, a MWiK rozwiązać problem wód deszczowych. Przekonaliśmy prezydenta, że przy okazji zrewitalizujemy skwer na tym placu. Kiedyś był wielkim przystankiem autobusowym. Chcieliśmy przywrócić jego funkcję parkową, np. wprowadzić nową ścieżkę wzdłuż placu, dosadzić nowe drzewa do obecnych i podświetlić je. W tych pracach brali udział też konserwatorzy zabytków, którzy przekonali wszystkich współtworzących koncepcję do przywrócenia historycznego układu skweru i odtworzenia dwóch podwójnych szpalerów ponad 80 nowych drzew. Po wyłamaniu się trzech drzew i kolejnych ekspertyzach, zaczęliśmy zmieniać koncepcję.

Ale chcieliście wyciąć wszystkie te wiekowe? 

Te drzewa są bardzo chore, a powodów tego jest wiele. Główny ten, że przy ostatniej przebudowie podniesiono poziom ziemi, obsypując pnie. Zrobiliście aferę w mediach, a plac Kościeleckich trzeba przebudować. Na razie gałęzie są przycięte i ponaciągane. Jest złożony projekt z pozostawieniem tych drzew i mam wątpliwości, czy inwestycja rozpocznie się w tym roku. Ale może będę kontynuowała przebudowę jako prezydentka.

 Inwestor biurowca K3 brał udział w tych pracach?

 Nie. Dlaczego? Pojawił się tylko pomysł, żeby wystąpić pod koniec inwestycji z propozycją sponsoringu nad kwietnikiem, bo wtedy będzie miał po swojej stronie kwietnik.

Podoba się Pani nowy Stary Rynek? 

(Westchnienie) Zawsze należałam do grupy osób, która była przeciwna odbudowie zachodniej pierzei. Rynek jest zamknięty od strony zachodniej, a do tego mamy obszar zieleni przed ratuszem, który byłby stracony, a nie znam drugiego miasta z takim rozwiązaniem. Podobał mi się pomysł fontanny i odkrycia podziemi. Była też porywająca wizja udostępnienia ich dla zwiedzających. Jednak ufam specjalistom, którzy mówią, że ich stan nie jest na tyle dobry, żeby można było tam kogoś wpuścić. Przebudowa płyty rynku nie zamyka szans powrotowi do tych planów w przyszłości. 

I będzie kamienna patelnia… 

Bydgoszczanie są przyzwyczajeni, że Rynek jest otwarty na różne wydarzenia. Przypilnowaliśmy, żeby kwiatków i zieleni było tu więcej. Ogródki kawiarniane w przyszłości mają stać dłużej i przy każdym rosną drzewka i są kwiaty. Rynek to jest rynek. Mamy zrobić szpaler drzew? Albo kawiarenki, albo szpaler drzew. Na rynkach we Wrocławiu czy Krakowie alei drzew. Stary Rynek ma pełnić funkcję placu, a nie skweru. Urządzonych terenów zielonych mamy w okolicy dużo. 

Prezydent Sopotu przebudował centralny plac Przyjaciół Sopotu i znalazło się tam miejsce dla przepięknie podświetlonych alei platanów. Ale wróćmy do odbudowy pierzei. Wyobraża Pani sobie Warszawę bez Zamku Królewskiego?

To co? Mamy zamek odbudować?

Pani prezydent, nie żartujmy, miasta odbudowały zniszczone w pożodze wojennej swoje charakterystyczne budynki. A Bydgoszcz pozostaje okaleczona.

Miasto zmieniło się od czasu wojny. Strzelę, 85 proc. mieszkańców nie pamięta, jak wyglądał Rynek. To jest jedyny plac centralny w Bydgoszczy i nie ma co zmniejszać go do rozmiaru średniowiecznego, zwłaszcza przy ambicjach metropolitalnych. To jedyny plac w tej części miasta, gdzie mogą się odbyć demonstracje, zlot harleyowców, gdzie można zaprezentować zabytkowe autobusy. Nie ma dziś uzasadnienia do tego, żeby był zmieniany i zabudowywany w tak ograniczonej przestrzeni budynkami ze stali i szkła. A odbudowany kościół miał być tylko bryłą, a nie kościołem. Choć zamysł utworzenia muzeum historii Bydgoszczy jest ważny. Ja chcę, żeby ten plac był wielkim, oczekującym na wydarzenia. Gdzieś w tym historycznym cofaniu się musi być granica. Płyta po odbudowaniu będzie ładna, czysta i gładka. Choć nie wykluczam, że nasze wnuki zdecydują się na zmiany. Nie zamykamy przecież drogi do zmian. 

Po odkryciu skarbu w katedrze pojawiło się hasło „Bydgoszcz – Miasto Skarbów”. Miasto z firmą marketingową wypracowało hasło „Kultura jakości”.  Jak promować Bydgoszcz w świecie? 

A dlaczego nie mówić o mieście sportu, mieście wody? Bydgoszcz jest pierwsza lub w czołówce najbardziej zielonych miast. Przyjezdni obok jej rozwoju podkreślają, że jest naprawdę czystym miastem. Mamy także czystą Brdę, wodę w kranach 99,9 proc. gospodarstw nadającą się do picia bez gotowania i ok. 98 proc. podłączonych do kanalizacji. Produkujemy czystą energię cieplną i elektryczną, spalając śmieci. Pozostaje sprawa czystego powietrza zimą. Mieliśmy taką dyskusję, kiedy tworzyliśmy markę „Czysta Bydgoszcz”. To jakie to miasto jest? – zadano mi pytanie. Nie znam miasta, które jednym skojarzeniem dało radę ogarnąć marketingowo swoją wartość. Jestem miłośnikiem owadów, to przyjadę do Bydgoszczy, bo jesteśmy też miastem przyjacielskim dla pszczół? Zdobyliśmy tytuł, realizujemy obecnie projekt międzynarodowy dotyczący pszczół w miastach. Gdybym miała możliwość, środki i jakąś przeogromną władzę, wróciłabym do dróg wodnych dla transportu rzecznego i turystyki, portu pośredniego dla portów morskich. Gdybym miała wrócić do tożsamości, to wróciłabym właśnie do tego założenia. Bydgoszcz leży na przecięciu się dwóch międzynarodowych dróg rzecznych. W przeszłości to był bodziec do jej rozwoju. Chciałabym, żeby Bydgoszcz była miastem aktywnych ludzi, gospodarzy osiedla, swoich ulic i bloków. Pod tym kątem chciałabym zmienić budżet obywatelski i przeznaczyć więcej środków na inicjatywy. Chciałabym, żeby Bydgoszcz słynęła również z tego, że jest miastem gościnnym. 

A jako hasło promocyjne? 

Jako hasło? (chwila milczenia). Muszę uważać, aby nie zdradzić hasła wyborczego. „Bydgoszcz – Miasto Skarbów” może i coś łączy w sobie, pod warunkiem, że za skarby uznamy także wartość samych mieszkańców. „Kultura jakości” niewiele mówi. 

Będzie Pani kontynuować program „Otwarta Bydgoszcz”? 

Tak. Nawet mamy pomysł, jak go poszerzyć. Na mapie Polski byliśmy kiedyś na marginesie. Inne miasta zamieszkuje od dziesięcioleci sporo cudzoziemców, głównie za sprawą pracy czy nauki na uczelniach. Od kilku lat Bydgoszcz zaczęła przyciągać cudzoziemców – studentów, ludzi do pracy. Na mój wniosek po raz pierwszy wpisano do uchwały o współpracy miasta z organizacjami pozarządowymi działań adresowanych do cudzoziemców. W 2019 roku musimy zaproponować realizację takich zadań organizacjom zajmującym się m.in. kontaktami z innymi krajami i współfinansować je w drodze konkursu. Na początek dostęp do tłumacza w kontaktach m.in. z urzędem, porady dotyczące prawa pracy dla pracowników z Ukrainy i dla studentów. Potrzebujemy punktu pomocy dla przyjeżdżających do nas kobiet. Zbuduję z wszystkimi zainteresowanymi osobami i jednostkami bydgoski model integracji. Zostałam już zaatakowana, że chcę sprowadzać uchodźców. Nie chodzi tu o uchodźców. I nie chodzi tu o pełną integrację. Chodzi głównie o ochronę praw człowieka, w tym pracownika i praw dziecka, o wzajemną tolerancję, akceptację i korzystanie z bogactwa tradycji i kultur. Byłam w Gdańsku przy ogłoszeniu, że prezydenci kilku miast podpisali porozumienie o współpracy. Dlaczego to porozumienie mi się podobało? Bo należy korzystać z doświadczeń tych, którzy rozwiązują ten dwustronny problem od dawna. Wróciłam do Bydgoszczy, a tu ogłoszenie o zbiórce podpisów pod odwołaniem prezydenta za to, że „będzie sprowadzać uchodźców”. Uchodźców? Przecież takie decyzje podejmuje wojewoda, a nie samorząd. A nam wszystkim powinno zależeć na zgodnym współżyciu bydgoszczan i imigrantów czy cudzoziemców przebywających czasowo w naszym mieście. Jesteśmy w Unii Europejskiej nie dla dotacji na inwestycje. Bez względu na wszystko, co ostatnio dzieje się w polskiej polityce, wierzę w to. 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor