Wywiady Tygodnika Bydgoskiego 21 cze 21:13 | Jarosław Aleksander
Polonia w Argentynie. Rozmowa z Jose Staweckim [WYWIAD+GALERIA]

fot. JS

Jose (Józef) Stawecki jest moderatorem życia polonijnego w Mar del Plata w Argentynie. Twórcą Cine Polaco (Kina Polskiego) oraz łącznikiem lokalnej społeczności polskiej z odległą ojczyzną ich przodków.

JT: Widzimy Cię w swetrze. Jaka pogoda jest teraz w Argentynie i Mar del Plata?

JS: Dziś jest pięknie, słońce, 18 stopni. Zrobiłem dziś asado, grila. Zjedliśmy na dworze. Piękny dzień był dzisiaj.

JT: Znam Twoją historię, znamy się prywatnie, ale opowiedz naszym czytelnikom. Jak długo jesteś w Argentynie. Czy to był świadomy wybór czy przypadek. Argentyna to nie był kraj pierwszego wyboru emigrantów stanu wojennego.

JS: Komunizm był w Polsce. Miałem wyjechać do Argentyny w roku 1979, miałem tam rodzinę i starałem się o ten wyjazd bez planów opuszczenia Polski na stałe. Nie chcieli mi dać ani paszportu ani urlopu, nic. Tylko pracuj i nic więcej. Starałem się, ale przysłali z ministerstwa jakąś ustawę, że nie mogę jechać. Później się dowiedziałem o co chodzi, wpisano do akt, że mam na utrzymaniu jakąś osobę i dlatego nie mogę wyjechać. W końcu po dwóch latach starania się dali mi paszport. Zgodę bym wyjechał. Jeszcze przed samym wyjazdem wezwali mnie na milicję i grozili mi, że jak nie wrócę to moja rodzina będzie miała problemy. Wcale nie myślałem by zostać, ale tam było aż za dużo wszystkiego – człowiek chce wolności. Wyjechałem we wrześniu 1981 roku. Do Argentyny trafiłem w październiku bo to był rejs statkiem, który płynie 30 dni mniej więcej. Miałem mało czasu, bo miałem mało urlopu z pracy. Miesiąc czasu dokładnie. A wizę miałem na 3 miesiące ogólnie. I tak planowałem swój pobyt maksymalnie. Ale blisko, jak kończył się już mój czas, w grudniu wiadomo - wybuchł stan wojenny. Wszyscy mi radzili był został, nie wracał do Polski bo jest tam źle. I wiesz jak to było, młody człowiek, nie wiesz co zrobić. Nie wiedziałem też co się w kraju dzieje dokładnie. Z jednej strony strach o rodzinę, z drugiej ja z szansą być poza tym. Przedłużyłem wizę jeszcze na 3 miesiące. Myślałem, że trochę się uspokoi. Jednak nie... ale szybko pojawiła się kobieta która jest ze mną do dziś.

JT: Właśnie. Nie znałeś języka, nie miałeś przygotowania do życia w Argentynie ale szybko się zaaklimatyzowałeś. Pojawiła się też miłość Twojego życia. Ona pochodzenia włoskiego, ty Polak bez znajomości języka jak to możliwe?

JS: W styczniu rozpoczął się tu sezon turystyczny. Poznałem przy tej okazji moją żonę. Zakochaliśmy się w sobie i tak już zostało. Nie znałem języka, to był język miłość. Jakoś się dogadywaliśmy, z czasem coraz więcej.

JT: Ty jesteś Polakiem, zachowałeś polskie obywatelstwo, Twoja żona ma korzenie włoskie. Wiemy, że w Argentynie jest wielu Niemców, Czechów, Austriaków. Wszystkie te grupy pielęgnują swoje tradycje, święta. Czy jest coś takiego jak naród Argentyński? I jak wygląda sytuacja Polonii w Argentynie?

JS: Tu jest dużo Polaków. Ale na tym przykładzie, nie wszyscy kultywują swoje tradycje. Nie wiedzą nic o Polsce. Tu docierają tylko wieści oficjalne. Tak jak w Polsce nic nie wiecie kto tu rządzi, co się dzieje w gospodarce itd. Tak samo do nas nie docierają informacje. Trzeba chcieć ich szukać. Tak jest też z innymi narodowościami. Dużo zależy od pomocy krajów pochodzenia. My nie chcemy pieniędzy, ale np. nauczycieli języka polskiego. No tu w Mar De Plata nie ma nauczyciela, a jest to duże miasto i mieszka tu wielu Polaków. Ja sam starałem się uczyć języka polskiego bo dużo zapominam nie mówiąc po polsku. Brakuje nam pomocy, książek, nauczycieli.Trochę jest tej pomocy ale i tak jest za mało. Wszystko idzie do Buenos Aires, a Argentyna to ogromny kraj i dużo Polaków jest. W Buenos Aires np. można zagłosować, ale my w Mar de Plata nie możemy. Nie można też przyjechać do stolicy. Tu są zamknięte miasta, kwarantanna. Tu jest sytuacja ciężka.

JT: Stworzyłeś jednak kawałek Polski w Mar del Plate. Stworzyłeś polskie kino jako skupisko działania lokalnej społeczności polskiej.

JS: To też przypadek. Los. Było to tak, że jak przyjechałem do Argentyny to poświęciłem się by mieć tu dom, rodzinę, wychować dzieci. Jak już dzieci poszły w swoją stronę miałem więcej czasu. Zapisałem się do Towarzystwa Polskiego. Ale nasze Towarzystwo miało wojnę, jak to się mówi. Członkowie się rozdzielili i kłócili. To nie byli Polacy tylko potomkowie emigracji z dawnych lat. Jak przyszedłem zobaczyłem nasze Towarzystwo strasznie porozdzielane, wszyscy mnie obserwowali bym się nie zadawał z innymi. No i brakowało kultury. Jak było, powiem na przykładzie. Na jednej z uroczystości na zakończenie postanowiono odśpiewać polski hymn. Śpiewałem tylko ja i kolega, a oni co się okazało zaśpiewali hymn klubu piłkarskiego Wisła Kraków. Oni nie znali nawet hymnu, a piosenkę klubu uznali za patriotyczną bo były tam jakieś słowa typu biało-czerwona. To był wstyd. To było 10 lat temu i powiedziałem sobie trzeba tu coś zrobić. Tak powstał pomysł na klub filmowy, gdzie będziemy prezentować polskie kino współczesne, a tym samym Polskę. Oni nic o Polsce nie wiedzą, żyją tylko urywkami wspomnień typu; mój ojciec walczył w Monte Casino. To cała ich Polska.

JT: Często odwiedzasz Polskę, nawet z całą rodziną. Jak widzisz współczesną Polskę. Jak wygląda teraz z perspektywy kraju jaki opuszczałeś w 1981 roku?

No pięknie, pięknie. To nie chodzi o to czy to jedna partia czy druga. To nasz naród to zrobił. Polska jest położona tak, że musi iść do przodu. Między Rosją a Niemcami musi być silna, albo nie ma jej wcale. Podoba mi się, że odnawia się pałace, domy, wszystko takie piękne, kolory. Już nie ma, że wszędzie szaro, tak jak za komuny. Tylko boli mnie, że Polacy strasznie się biją. Ja to rozumiem ale są tacy oślepieni, że nie patrzą jaka to osoba jest tylko patrzą jaka to partia. A w każdej partii są ludzie i ludzie. Różni. Nie wiem jak wyjść z tego. To wykorzystuje Rosja by Polaków skłócić. Ja to tak widzę. Taka wojna jest w Polsce.

JT: U nas w Polsce zaczynają się wakacje. Czy warto odwiedzić Argentynę?

JS: Teraz nie. Teraz tu jest epidemia straszna. Zamknięte miasta, drogi. A normalnie oczywiście. Najlepiej przyjechać w zimie, wiosną, jesienią warto zwiedzać północ Argentyny. Piękne krajobrazy np. Andy albo wodospad Iguazu na granicy z Brazylią. W lecie polecam Mar del Plate, bo w Buenos Aires jest piekło, gorąco. U nas jest pięknie nad Oceanem. Albo okolice rzeki Urugwaj, odbywają się tam piękne karnawały. Naprawdę warto. W Mar del Plata jest dużo do obejrzenia nie tylko w dzień ale i wieczorem zaczyna się życie, restauracje, bary, kluby. Życie tętni w nocy jak w dzień.

Dziękujem za rozmowę i do zobaczenia w Polsce, lub u Was na asado.

 

 

Rozmawiał: Jarosław Trześniewski

 

 

Jarosław Aleksander Autor

Katolicka Bydgoszcz