Wywiady Tygodnika Bydgoskiego 24 mar 13:51 | Redaktor
Program nauczania nie jest nastawiony na naukę „żywego” języka [ROZMOWA]

fot. Anna Kopeć

Podoba mi się w tym konkursie to, że głównie nastawiony jest na kreowanie w ludziach odwagi do występowania, do zabierania głosu. Chodzi bardziej o występ przed publicznością czy szerzenie jakiejś idei, niż o sam język – mówi w rozmowie z „Tygodnikiem” Martyna Nitek, uczennica VII LO w Bydgoszczy, laureatka międzynarodowego konkursu krasomówczego „Public Speaking Competition” organizowanego przez English Speaking Union.

Jarosław Kopeć: Taki konkurs wymaga opanowania języka obcego perfekt…

Martyna Nitek: Mimo wszystko, powiedziałabym, że niezupełnie perfekt. Wiadomo, że mowę trzeba opanować, wiedzieć co się chce powiedzieć. Do wystąpienia się specjalnie trenuje, więc takiej perfekcyjnej znajomości nie potrzeba. Z kolei dobra znajomość języka przydaje się przy odpowiadaniu na pytania. Po mowie własnej jest czas, w którym publiczność i jury mogą zadać pytania. To, jak uczestnik sobie z nim poradzi, jest oceniane i punktowane.

Nie czuję się jeszcze bardzo pewnie w angielskim, dlatego ten konkurs był dla mnie dość dużym wyzwaniem i sukcesem.

fot. Anna Kopeć

To brzmi trochę przewrotnie. Jakie masz oceny z języka angielskiego?

Dobre. Głównie piątki.

Urszula Kębrowska, nauczyciel języka angielskiego w VII LO: Martyna bardzo skromnie o sobie mówi. Jest w grupie zaawansowanej językowo, realizującej program rozszerzony, a jednocześnie odczuwa niedosyt i pragnie podnosić stopień znajomości języka. Przygotowuje się do matury rozszerzonej. Znam Martynę od gimnazjum. Jej decyzja o przystąpieniu do tego konkursu była dla mnie pewnym zaskoczeniem.  Trudno znaleźć uczniów, którzy chcieliby  wystąpić przed tak dużą publicznością bowiem wiąże się to z ogromnym stresem.

fot. Anna Kopeć

M.N.: Chodzi raczej o to, że taki konkurs jest dużą odskocznią od tego, co mamy w klasie na lekcjach. Jest to konkurs krasomówczy, który polega na wypowiadaniu się, na spontanicznym mówieniu. Na lekcjach mamy tego stosunkowo mało, bo jednak lekcje języka angielskiego to głownie gramatyka, słownictwo. Nawet jeśli wypowiadamy się na jakiś temat, odpowiadamy na pytania, to głównie na papierze. Jedyne chwile, kiedy możemy się spontanicznie wypowiedzieć, są przy ćwiczeniach do matury ustnej. Program nauczania zupełnie nie jest nastawiony na naukę „żywego” języka. A tego właśnie brakuje w nauce języków, takiej szkolnej.

U.K.: Przygotowujemy się do wykonania zadań na egzaminie maturalnym i ćwiczymy różne sprawności. Mówienie jest jedną z nich. Do ćwiczeń wykorzystujemy pytania i przykładowe zestawy ustne. Możliwość wystąpienia przed klasą z przygotowaną przez siebie wypowiedzią na wybrany temat pojawia się na uzgodnionych z uczniami  lekcjach. Martyna np. zrobiła w ubiegłym roku wystąpienie na temat przeczytanej książki. Gdybyśmy dysponowali  większą ilością godzin na tym poziomie przygotowania w zakresie rozszerzonym, to zapewne byłoby więcej okazji  do przeprowadzenia tego typu  wystąpień dla całej grupy.

M.N.: Mało jest okazji do wypowiedzenia się. Nawet jak ktoś sobie dobrze radzi w klasie, to jest stosunkowo duży stres, gdy przychodzi potrzeba wypowiedzenia się. Z tym właśnie musiałam się zmierzyć, bo wcześniej nie miałam takich doświadczeń.

Konkurs był poprzedzony eliminacjami?

Tak, najpierw był etap regionalny. Startowało w nim około 30 osób. Z tej grupy do finału ogólnopolskiego  awansowało siedem osób.

Co było tematem twojego finałowego wystąpienia?

M.N.:  Generalnie trzeba było przygotować mowę, która będzie miała związek z tematem przewodnim całego konkursu - „Nature is a common language”. Ja mówiłam o szkodliwych normach społecznych, o tym jak je postrzegamy i traktujemy oraz o tym, jaki mają one na nas wpływ. Moim tematem było „Boys don’t cry”.

Kojarzę to raczej z utworem muzycznym, mogłabyś rozwinąć?

M.N.: Chodzi o to, co mówi się małym dzieciom,  a konkretnie chłopakom. „No już Adaś, chłopacy nie płaczą”. To taka niewinna rzecz, która wpisana jest w naszą kulturę. Jednak taki jeden „poglądzik” wśród wielu innych mu podobnych, wpajany ludziom od dziecka, rośnie w ich umysłach, utrwala się w społeczeństwie, co skutkuje brakiem przyzwolenia na pokazywanie emocji przez chłopaków. Odmawia się im płaczu, który jest postrzegany jako słabość, a który jest bardzo ważny dla naszego zdrowia. Głównie od mężczyzn wymaga się wsparcia, bycia silnym, nieugiętym, „męskim”, a przecież też są oni ludźmi, też potrzebują wsparcia, też mają uczucia, a nie pozwalając im ich okazywać, nie pozwala się im z nimi radzić.  Toksyczna męskość - to był jeden z moich przykładów takich szkodliwych norm, takiego wyuczonego przekonania, w którym się bezmyślnie trwa. Głównym przesłaniem mojego wystąpienia było to, że musimy nauczyć się krytycznie myśleć o rzeczach, które uważamy za oczywiste, bo na ogół nie są ani takie proste, ani normalne, tylko szkodliwe.

U.K.: Martyna miała pomysł. Chciała coś ważnego ludziom powiedzieć. Stąd też bierze się jej sukces, bo przecież nie wszystko można wyćwiczyć. Można napisać wspaniałe wypracowanie, a nie znaleźć właściwego kontaktu i porozumienia z widownią. Martynie się to udało. Potrafiła umiejętnie i ekspresyjnie przekazać  treści, które sobie założyła.

Dużo czasu poświęcałaś na trening indywidualny, ćwiczyłaś przed lustrem?

M.N.: Oj tak. Przede wszystkim, żeby utrwalić samą treść, ale również wiedzieć co zaakcentować, jak opanować mowę ciała.

U.K.: Pracowałyśmy najpierw nad jej wypowiedzią w formie pisemnej. W konkursie na wypowiedź przeznacza się  pięć minut. Martyny wystąpienie było trochę dłuższe. Ćwiczyłyśmy codziennie ze stoperem i sprawdzałyśmy czas. Trudno było do samego końca. Ćwiczenia przyniosły oczekiwany rezultat i kiedy już swobodnie czuła się z tą wypowiedzią na scenie, to osiągnęła zamierzony cel i  zmieściła się w czasie.

Co było oceniane oprócz poprawności językowej?

M.N.: Podoba mi się w tym konkursie to, że głównie nastawiony jest na kreowanie w ludziach odwagi do występowania, do zabierania głosu. Chodzi bardziej o występ przed publicznością czy szerzenie jakiejś idei, niż o sam język. Było nawet powiedziane, że jury będzie bardziej zwracało uwagę na treść, na ogólny wydźwięk mowy, na wnioski z niej wynikające, na nasze przekonanie o tym, co mówimy, niż na poprawność. Jeżeli nawet były błędy, to nie były aż tak krytycznie oceniane. Ważna była pewność siebie, wrażenie jakie sprawiała osoba mówiąca .

Ważną częścią oceny było też to, jak mówca poradził sobie z pytaniami.

U.K.: Bardzo ważne są pytania i udzielenie na nie odpowiedzi. Uczniowie  twierdzą, że jest to najbardziej stresujący element podczas konkursu. Nie wiadomo o czym będzie pytanie. Zadawali pytania uczniowie, nauczyciele i komisja. Martyna pytania zrozumiała, sposób w jaki reagowała był trafny, przyciągał widzów do jej reakcji  i to  złożyło się na jej sukces.

fot. Anna Kopeć

Wspomniałaś o mowie ciała, jak się w tym elemencie przygotowywałaś?

M.N.:  W takim amatorskim wydaniu - można powiedzieć, że tak. Jeżeli chciałam coś podkreślić, to wiedziałam jak zagestykulować.  Oczywiście nie dało się i nie powinno się wszystkiego wyuczyć pod linijkę, bo wtedy to nie wypada naturalnie. Rzuca się w oczy, gdy ktoś się wyuczył, gdzie jak rękę podnieść.

Masz jakich mistrzów krasomówców, których słuchałaś, podglądałaś, wzorowałaś się?

M.N.: Szczerze mówiąc nie. Mam swoje doświadczenia z oglądania różnych materiałów, ale nie sięgam po nie dla mówców, tylko dla idei, dlatego że chcę zdobyć jakąś wiedzę, ale dobrym wzorem na pewno jest godna podziwu Greta Thunberg, jako młoda osoba, która odważnie zabiera głos w tak ważnych sprawach jak przyszłość świata w kontekście efektu cieplarnianego.

Kolejny etap Londyn. Kiedy?

M.N.: 13-17 maja

Byłaś już w Londynie?

M.N.: Nie. Nie leciałam jeszcze nawet samolotem, dlatego dla mnie wszystko to będą nowości. Mam nadzieję pozwiedzać. Uczestnicy mają zaplanowane dni od rana do wieczora.

A jak przygotowania do matury?

M.N.: Jestem w drugiej klasie liceum. Gdybym była w klasie maturalnej, to nie mogłabym lecieć do Anglii. Niektóre osoby z finału, które zajęłyby pierwsze miejsce mówiły, że ze względu na maturę musiałyby zrezygnować.

Plany na przyszłość, po maturze?

M.N.: Chciałabym pójść na psychologie. Wszyscy się dziwią, ze po tym konkursie nie idę w języki…

Można studiować psychologię w Londynie…

M.N.: Też prawda. Zobaczymy. Ludzie zwracają większą uwagę na technikę, na język jako umiejętność. Ja chciałam przekazać jakąś ideę - angielski był tylko lub aż narzędziem do tego. Na pewno będę się dalej kształcić i uczyć angielskiego, bo jest on bardzo użyteczny i potrzebny, ale jednak to nie na nim samym chcę skupić główną uwagę.

Myślisz czasami po angielsku?

W czasie przygotowań musiałam.

 

Ogólnopolski finał „Public Speaking Competition”, kolejnej edycji międzynarodowego konkursu krasomówczego w języku angielskim organizowanego przez English Speaking Union odbył się w sobotę (9 marca 2019) w auli Kujawsko-Pomorskiego Centrum Edukacji Nauczycieli w Bydgoszczy.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor