Wywiady Tygodnika Bydgoskiego 3 lut 19:27 | Redaktor
Ta konstrukcja może rozpocząć nową erę w skokach narciarskich [ROZMOWA]

Materiał parcowni ARCHIGEUM

Skoki narciarskie to dyscyplina sportu, która musi być otwarta na nowinki techniczne, by być atrakcyjną, zwłaszcza w przekazie medialnym – mówi Przemysław Gawęda, współwłaściciel Pracowni Reżyserii Architektury ARCHIGEUM, która zaprojektowała tunel chroniący rozbieg skoczni przed opadami atmosferycznymi.

Do Radomia jedziemy po zwycięstwo [ROZMOWA TYGODNIKA]

Wywiady Tygodnika Bydgoskiego 10 lut 15:46

Niewidomi też chodzą do kina [ROZMOWA]

Wywiady Tygodnika Bydgoskiego 29 gru 12:30

Jarosław Kopeć: Wizjonerskie pomysły architektów dotyczą raczej wysokościowców, sal widowiskowych, hal sportowych, stadionów itp. Skąd zatem pomysł, aby wziąć na warsztat skocznie narciarskie?

Przemysław Gawęda: Tak, to ciekawa sytuacja. Jestem miłośnikiem sportu. W młodości grałem w piłkę nożną. Ale od zawsze czułem sentyment do skoków i bardzo chętnie je oglądałem. Cała nasza rodzina kibicowała i nie stanowiliśmy wyjątku w dobie sukcesów Adama Małysza. Pamiętam jak przez mgłę końcówkę kariery Jensa Weissfloga. Potem były Igrzyska Olimpijskie w Nagano i fantastyczne wyczyny Kazuyoshi Funakiego. I wreszcie era Martina Schmitta. Jak się okazuje, skocznie narciarskie to także świetna okazja do zaprojektowania czegoś nowego. Zawsze warto próbować coś zmienić i ulepszyć. Cieszę się, że będąc architektem, mogę jednocześnie działać na rzecz sportu. To połączenie dwóch pasji. 

To ma Pan podobne wspomnienia do moich, choć moje pokolenie karmiło się przez lata legendą złotego skoku Wojciecha Fortuny na igrzyskach w Sapporo w 1972 roku. Aż przyszedł początek XXI wieku i wybuchła „małyszomania”… 

Właśnie, mam 33 lata i tak na poważnie zaczęło się od sukcesów Adama Małysza. Niczym się w tym przypadku nie wyróżniałem, bo jego skokami żyła cała Polska. Przyznam, że chyba nie zdarzyło się, żebym opuścił jakiś konkurs. Cały sezon człowiek tym żył. 

Gdzie Pan studiował? 

Architekturę na Politechnice Śląskiej w Gliwicach. Potem jeszcze w Poznaniu studia podyplomowe z planowania przestrzennego. 

Kibicowanie i obserwowanie skoków to były Pana jedyne doświadczenia z tą dyscypliną sportu? 

Pochodzę z Inowrocławia, czyli z nizin. Wszyscy znają się na piłce nożnej. A po sukcesach Adama Małysza wszyscy zaczęli znać się na skokach – pozycja dojazdowa, wyjście z progu, kombinezony, narty, układ w locie. To były tematy rozmów ze znajomymi, w rodzinach, itd. 

I tak zaczęło się kombinowanie. Punktem zapalnym był konkurs w Zakopanem w 2014 roku. Obserwowałem go osobiście z trybuny. Zaczął padać deszcz. Konkurs był opóźniany. Zawodnicy skarżyli się na spadające prędkości najazdowe. Zawody dokończono na siłę. Bo odwoływanie konkursów to strata marketingowa, wizerunkowa i wymiernie finansowa. Przede wszystkim ze względu na transmisję telewizyjną. 

Najlepiej, żeby konkursy odbywały się pod dachem… 

Były pomysły zadaszenia całej skoczni z trybunami. Próbowali to projektować Finowie. Ale przerosły ich gigantyczne koszty. Nie znaleziono dla ich projektu uzasadnienia ekonomicznego. Zresztą FIS (Międzynarodowa Federacja Narciarska – przyp. red.) jest przeciwna zamykaniu skoczni w obiektach halowych. ja także jestem przeciwny. Być może taka hala ze skocznią zostanie wybudowana przez bogatszą federację, ale mało kogo będzie na to stać. Skoki to sport zimowy i chociaż z powodzeniem rozwijają się w sezonie letnim, cały czas rywalizacja odbywa sie w otwartej przestrzeni. 

Wspólnie z moim partnerem projektowym Marcinem Sajdakiem zaczęliśmy zgłębiać temat. Skupiliśmy się nad ochroną rozbiegu przed opadami. Stworzyliśmy wizualizację. Projekt był raczej z takich, co na ogół kończą w szufladzie, choćby ze względu na swój futurystyczny wygląd. 

I co, okazało się, że jesteście prekursorami?

Zatelefonowaliśmy do Centralnego Ośrodka Sportu w Zakopanem. W pierwszej fazie byliśmy odebrani jako dziennikarze, którzy chcą pisać coś negatywnego o konkursie, z którym były problemy. Traf chciał, że o pomyśle napisała „Gazeta Krakowska”. I tak to się zaczęło. Pomysłem zainteresował się były skoczek, Janek Kowal, wybitny zakopiańczyk, olimpijczyk z Calgary, wielokrotny mistrz Polski, który po zakończeniu kariery zaczął działać w federacji narciarskiej, był delegatem Polski w FIS. Zadzwonił z prośbą, żebyśmy przyjechali do Zakopanego. Wtedy posiadaliśmy wiedzę o skokach jako kibice, ale z analitycznym zmysłem. Dzięki Jankowi nadarzyła się okazja skonfrontowania pomysłu z przepisami. Okazało się, że wstrzeliliśmy się idealnie. 

Spodobało się działaczom narciarskim? 

Jan Kowal dobrze ocenił naszą inicjatywę. Sam jako były skoczek posiada niezwykle techniczny zmysł, co bardzo nam pomogło w konfrontacji tunelu z wieloma reżimowymi przepisami. Wspólnie już w trójkę projekt dopracowaliśmy o szczegóły. Zapadła decyzja, że przedstawimy ideę w Szwajcarii na zebraniu zarządu FIS. I pojechaliśmy. Później pomysł spodobał się Adamowi Małyszowi i Stefanowi Horngacherowi. 

Prawdziwe wyzwanie… 

Jak już wspomniałem. Pochodzę z Inowrocławia, gdzie nie ma nawet skoczni, a jestem spoza tego środowiska i idę mówić zawodowcom, że mamy coś, co usprawni ich sport. Kosmos.

Czy pojawił się stres? 

Tak, przez chwilę. Ale byliśmy przekonani o słuszności naszego rozwiązania. I zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci. Dyrektor Pucharu Świata w skokach narciarskich Walter Hofer powiedział, że jest to rozwiązanie, które widzi na skoczniach. Po akceptacji w Szwajcarii podjęliśmy działania, żeby pomysł dalej rozwijać. Nic przecież nie tracimy. Etap aprobaty pomysłu już uznaliśmy za coś niebywałego. 

Prawdziwy sukces. To kiedy zadaszony rozbieg rodem z Polski zobaczymy na światowych skoczniach? 

Zarówno ja, jak i moi koledzy życzylibyśmy sobie, aby projekt się zrealizował, ale to złożony proces. Myśmy nasze dalsze działania uzależnili od decyzji władz FIS. Projekt został skonsultowany z autorytetami tej dyscypliny. Dostaliśmy zielone światło, dlatego idziemy dalej. Bardzo nas to cieszy. Twardo stąpamy po ziemi, ale lubimy wyzwania i jeżeli badania przebiegną pozytywnie, chcemy wdrożyć pomysł. Jest jeszcze sporo kwestii do rozwiązania. Przede wszystkim chodzi o bezpieczeństwo zawodników. Potrzebne są badania elementów konstrukcyjnych w laboratorium aerodynamicznym. Musimy wiedzieć, czy konstrukcja nie będzie powodować zawirowań wiatru. Teraz zrobiło się wokół projektu trochę głośno, gdyż Adam Małysz wspomniał o nim podczas transmisji telewizyjnej z ostatniego konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Bischofshofen. Odbieramy to bardzo pozytywnie. 

Taki korytarz, rura może zadziałać jak komin?

Jesteśmy architektami i musimy sprawić, żeby tak nie było. Postawiliśmy sobie ten problem do rozwiązania. Tunel nie jest zamknięty. Konstrukcja zamyka się w czasie opadów, a w bocznych ścianach przewidziane są rozwiązania, które mają wyeliminować wszelkie zagrożenie. Ta konstrukcja ma przede wszystkim chronić przed śniegiem i deszczem, które powodują opóźnienia w przeprowadzaniu konkursów, ale i wypaczają sprawiedliwą rywalizację. Śnieg w torach spowalnia zawodników, a nawet niewielka różnica w prędkości dojazdowej powoduje, że skoki mogą być krótsze albo dłuższe nawet o kilka metrów. 

W telewizji często widzimy armię mężczyzn z dmuchawami, których zadaniem jest oczyszczanie torów… 

I to też stwarza sytuacje zagrożenia. Skuteczność też bywa różna. A skoczek na belce nie może czekać w nieskończoność. Pamiętamy przecież sytuację z igrzysk w Korei: jak Simon Ammann był okładany kocami, żeby uniknąć wyziębienia i ostatecznie nie mógł oddać dobrego skoku przez obniżoną motorykę mięśni. Sukces w skokach narciarskich często zależy od drobiazgów i detali. Zawodnik w formie poradzi sobie ze wszystkim, ale brak dbania o niuanse może powodować zgubne skutki. 

Na Facebooku napisał: gdybym nie był tak zdenerwowany, to pewnie bym tam zamarzł… 

Dokładnie. Dmuchawy nie zawsze okazują się skuteczne. Nie potrafią zneutralizować mokrego śniegu, który stanowi duże zagrożenie. Walter Hofer w ostatnim czasie zwracał na ten problem uwagę. Poza tym obsługa do ostatniej chwili musi pracować. Istnieje niebezpieczeństwo kolizji. To takie newralgiczne momenty. 

Zadaszenie wydaje się więc skutecznym pomysłem. Co się musi wydarzyć, żeby został wdrożony? 

W Międzynarodowej Federacji Narciarskiej FIS powiedziano nam jasno – panowie, nie dostaniecie od nas wytycznych, gdyż my nie zajmujemy się projektowaniem, kształtujemy i formujemy dyscyplinę jako całość, a wy musicie nam udowodnić, że to będzie bezpieczne. Jesteście pierwszymi, którzy nad tym pracują. Musieliśmy zatem stworzyć proces technologiczny, który pozwoli na wyłapanie problemów i zagrożeń. Zajęło nam to trochę czasu. Projekt „tunelowy”, nad którym pracujemy, nie należy do najłatwiejszych pomimo prostego odbioru. To niezwykle zaawansowana technologicznie instalacja. Jesteśmy jednak inżynierami i potrafimy poradzić sobie z tym zagadnieniem.

Musi was zatem cieszyć zaangażowanie naukowców z Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy?

 Tak. Poprosiliśmy o pomoc w przeliczeniu konstrukcji pod kątem sił dynamicznych, żeby spełnić wszelkie standardy. To specjalistyczna konstrukcja. Musimy udowodnić, że instalacja jest bezpieczna. Dlatego wspieramy się badaniami. Tego typu projekty wymagają zaangażowania naukowców różnych branż i dziedzin. To naturalne. Mamy okazję i szansę wykonać produkt, którego jeszcze nie było. 

Z jakich materiałów ma być wykonany tunel? 

Na razie nie możemy zdradzać szczegółów ze względu na ochronę patentową. Na pewno będzie to specjalistyczne „szkło”. Mogę za to ujawnić, że powłoka ma być interaktywna. Proszę zwrócić uwagę, że cały czas skoki są uatrakcyjniane jako dyscyplina. To jedyna droga, aby mogły konkurować z innymi dyscyplinami. 

Za czasów dyrektorowania Waltera Hofera pojawiło się na skoczniach wiele innowacji – sztuczne oświetlenie, mrożone tory, punkty ujemne i dodatnie za wiatr. Skoki muszą być więc podatne na nowe rozwiązania zarówno sprzętowe, jak i infrastrukturalne. 

My też musimy nadać instalacji dodatkowe wartości. Daje ona wiele możliwości analitycznych, można ją naszpikować czujnikami, sensorami, kamerami. Ze specjalistami z Państwowej Szkoły Filmowej postanowiliśmy wypracować standard realizacyjny transmisji telewizyjnej. Jeśli dyscyplina ma się rozwijać, rozwiązania technologiczne są koniecznością, by utrzymać się w wyścigu po widza, a co za tym idzie, po budżety reklamowe. Tak funkcjonuje dziś sport i nie ma powodu, aby się na to obrażać. 

Konstrukcja będzie montowana na stałe, czy będzie przenośna?

 To kwestia elastyczności. Mamy rozwiązania i takie, i takie. Kwestia zapotrzebowania. Trener naszej reprezentacji Stefan Horngacher uważa, że może być bardzo przydatna w procesie szkoleniowym, w którym bardzo ważne jest osiągnięcie powtarzalności. To słuszna uwaga szkoleniowca, bo obiekty (rozbiegi, skocznie) wymagają nieustannego utrzymywania ich w pełnej gotowości treningowej.

Ten tunel to nie jedyna przygoda Waszej pracowni ze skokami? 

Od kibicowania do projektowania. Przygotowaliśmy program funkcjonalno- użytkowy, na podstawie którego Ministerstwo Sportu przyznało fundusze na przebudowę kompleksu skoczni w Zakopanem. To zaplecze wymaga rozwijania. Wielka Krokiew była modernizowana, ale sąsiednie krokwie nie były remontowane.

Upieraliśmy się na zaprojektowanie pięciu skoczni różnych wielkości. I udało się, jest akceptacja. To bardzo ważne w kontekście np. organizacji mistrzostw świata w przyszłości. Jesteśmy orędownikami tego pomysłu. Nasi kibice na to zwyczajnie zasługują. Mamy przecież ogromne tradycje narciarskie. Trzymamy kciuki, aby wszystko poszło zgodnie z planem. 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor