Felietony 13 mar 12:00 | Redaktor

Himalaista odłączył się od wyprawy, żeby samemu zmierzyć się z Górą? Psycholog wyjaśni, czy miał prawo to zrobić. Żona znanego sportowca wystawiła mu walizkę za drzwi? Psycholog dokona analizy pożycia małżeńskiego. Cały świat wali ci się na głowę? Psycholog doradzi ci, co zrobić, żeby poczuć się lepiej.

Na hasło „psycholog wyjaśnia” albo „psycholog radzi” wyszukiwarka internetowa reaguje tysiącami odpowiedzi. Nie ma ludzkiego dramatu, w którym zza kulis nie wychynęłaby postać, która ma odpowiedź na każde pytanie. Dziennikarze chętnie korzystają z jej eksperckich opinii, ponieważ o nie łatwo i dobrze wypełniają miejsce na stronie albo czas antenowy.


Z psychologami sam miałem do czynienia. Pamiętam szczególnie sytuację z końca podstawówki. Miły pan zapytał mnie, co chciałbym robić w życiu. Zafascynowany folderami zachodnich marek samochodowych, które wtedy można było zdobyć wyłącznie drogą pokątnego handlu, wypaliłem, że marzę o projektowaniu aut. Pan psycholog wydął wargi i stwierdził, że to dość dziwne marzenie, bo projektowaniem samochodów zajmują się komputery. Tak skończyła się moja niezaczęta kariera „dizajnera”. Jakiś czas później pewna miła pani zakwalifikowała mnie jako osobnika podejrzanego „w zakresie funkcjonowania społecznego”. Do tego nie potrzebowałem psychologa, od najmłodszych lat wolałem chodzić własnymi ścieżkami. Mam za swoje.


Ale dość już o mnie. Wróćmy do bohaterów naszych czasów, ogrodników naszych umysłów, architektów naszych duchowych wnętrz. Kariera psychologii w życiu publicznych zaczęła się niewątpliwie od Zygmunta Freuda, który zainfekował literaturę i inne gałęzie sztuki. Zaczęło się szukanie ukrytych pragnień, niewyrażanych intencji, świder został wbity w grząską glebę popędów, instynktów i niepohamowania. Wiercenie trwa w najlepsze, wywlekanie najintymniejszych spraw na światło dzienne niewielu już dziwi, człowiek stanął na scenie nagi, odarty z tajemnicy, poddany publicznej, prymitywnej psychoanalizie. O, jak dobrze wyjaśniać sobie wszystko za pomocą narzędzi, które zapewniają gawiedzi niezdrowe podniecenie. Lustro wędruje po gościńcu, ale widać w nim na ogół innych. Staliśmy się  zbiorowym sądem, błyskawicznie wydającym surowe wyroki. Biegli psychologowie przychodzą w sukurs, podstawiając nam pod nos gotowe opinie, zwalniając nas od samodzielnego wyciągania wniosków.


Postępy psychologizacji są wprost proporcjonalne do ateizacji życia społecznego. Szamani zastępują kapłanów, seanse psychoanalizy zastępują modlitwę. Nie mam nic przeciwko dążeniu do lepszego poznania siebie, psychologia ma zapewne wiele do powiedzenia ludziom, którzy czują się nieszczęśliwi, niespełnieni i zagubieni. Ale nie wierzę w cudowne recepty z kolorowych, błyszczących magazynów, gdzie uśmiechnięty guru o bielonych zębach mówi mi, jak żyć, jak kochać, a nawet jak umierać. Masz prawo do bycia szczęśliwym, mówią mi te uśmiechnięte usta prawdy, masz prawo zmieniać życiowych partnerów, jeśli nie zaspokajają twoich potrzeb. Bo TY jesteś najważniejszy.

Jakoś nigdy nie ufałem szamanom. Nie chcę być redukowany do snów, instynktów i popędów. Nie chcę być „tłumaczony” na język podręczników o tym, jak być szczęśliwym. Jestem kimś więcej niż materiałem do psychoanalizy. Jestem człowiekiem. Jestem ułomny i pełen słabości, ale moja dusza jest nieśmiertelna i niedostępna dla mistrzów duchowego rozwoju. To moje królestwo, ostatni bastion. Poza tym uwielbiam ciszę i zapach starych konfesjonałów. Tam mogę być naprawdę „sobą”.

Jarosław Jakubowski

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor