Komentarze 13 cze 13:55 | Redaktor
Biskup zdecydował. Ksiądz Kneblewski odejdzie? [KOMENTARZ]

fot. Anna Kopeć

Niezależnie od tego, co postanowi Stolica Apostolska, warto już dziś poświęcić kilka zdań duszpasterzowi, który budził w mieście wściekłość „postępowej” lewicy i wielką sympatię konserwatystów oraz narodowców - pisze w związku z odwołaniem ks. Romana Kneblewskiego z funkcji proboszcza Maksymilian Powęski.

Kilka lat temu jeden z najwybitniejszych felietonistów polskiej prawicy, Stanisław Michalkiewicz, wspominał takie wydarzenie. Do przebywającego akurat w Rzymie prymasa Wyszyńskiego przybyła delegacja Polonii amerykańskiej, podając wiele powodów do tego, żeby duszpasterzem emigracji był przedstawiony przez tę delegację duchowny. Prymas Wyszyński cierpliwie wysłuchał wszystkich argumentów, po czym pożegnał delegację dwoma słowami: „inaczej będzie”.

W Kościele nie ma demokracji, choć wielu osobom się to nie podoba. Diecezją rządzi biskup, a księża w dniu święceń przyrzekają mu posłuszeństwo i muszą tego dotrzymać, czy się to im podoba, czy nie. W ostatnich dniach w Bydgoszczy dekret odwołujący ze stanowiska proboszcza otrzymał znany ksiądz prałat Roman Kneblewski, mimo że wstawili się za nim liczni i wpływowi działacze prawicy. Wprawdzie w przypadku odwołania z probostwa zainteresowanemu przysługuje rekurs do Stolicy Apostolskiej, niezależnie jednak od tego, co ona postanowi, warto już dziś kilka zdań poświęcić temu duszpasterzowi, który przez dziewięć lat budził w mieście wściekłość „postępowej” lewicy i wielką sympatię konserwatystów oraz narodowców.

Ksiądz Kneblewski do seminarium duchownego wstąpił już po doktoracie. Zrobił go z językoznawstwa i pracował naukowo na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. W Bydgoszczy, już po święceniach, w 1990 był współtwórcą, pierwszym prefektem, a następnie do 2000 roku dyrektorem katolickiego liceum.

Potem przez kilka lat był proboszczem w Łobżenicy i Solcu Kujawskim, by w 2010 roku objąć parafię Najświętszego Serca Pana Jezusa, którą nazywa „bydgoskim Sacre Coeur”. Pierwsze jego decyzje to wprowadzenie całodziennej adoracji Najświętszego Sakramentu w pierwsze piątki miesiąca i comiesięczna Msza św., również w pierwszy piątek, w intencji Ojczyzny, Narodu i Kościoła w Polsce.

To właśnie między innymi używanie słowa „naród” tak drażniło jego oponentów. „Gazeta Wyborcza” nie mogła tego znieść i publikowała pełne oburzenia donosy, korzystając z każdego pretekstu. A prałat odpowiadał spokojnie, że owszem, jest nacjonalistą i przywoływał definicję tego słowa formułowane przez prymasa Wyszyńskiego i ojca Jacka Woronieckiego. Nie odmawiał opieki duszpasterskiej Młodzieży Wszechpolskiej, nie bał się jechać z narodowcami na Jasną Górę.

Ale przede wszystkim ksiądz Kneblewski jest tradycjonalistą. Tradycję katolicką uważa za skarb, ten o którym pisze św. Paweł, że przechowujemy go w naczyniach glinianych. Jako ojciec parafii był jako ten, który wyjmuje ze skarbca rzeczy stare i nowe. Ale rzeczy stare wielu dziś się nie podobają, więc nie przez wszystkich był kochany. Cyklicznie odprawiał czcigodną Mszę świętą w jej starszej, rzymskiej formie, korzystając z zezwolenia, którego udzielił Benedykt XVI w 2007 roku, pisząc: „to, co poprzednie pokolenia uważały za święte, świętym pozostaje i wielkim także dla nas, przez co nie może być nagle zabronione czy wręcz uważane za szkodliwe”.

Na tej Mszy było początkowo kilkadziesiąt osób, dziś każdej niedzieli od dwustu do trzystu. Mam nadzieję, że albo ksiądz Kneblewski będzie mógł nadal zajmować się tym duszpasterstwem, albo ksiądz biskup zleci je innemu kapłanowi, który będzie w stanie mu sprostać.

Czytaj także: Oficjalnie: Ksiądz Kneblewski zwolniony z funkcji proboszcza



Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor