Zdrowie i uroda 18 cze 2017 | Magdalena Liczkowska
Muzykoterapia może być dla każdego

– Dźwięk wydobywający się z gongu pomaga w niwelowaniu stresu i napięcia – mówi dr hab. Wojciech Pospiech

Czy heavy metal może mieć działanie terapeutyczne? Co zrobić z pacjentem poddawanym muzykoterapii, który nie lubi słuchać jak „baba wysoko pieje”? Z dr. hab. Wojciechem Pospiechem, kierownikiem Katedry i Zakładu Muzykoterapii Collegium Medicum rozmawia Magdalena Liczkowska.

Rak nie czeka, liczy się czas

Zdrowie i uroda 17 cze 17:28

Żucie gumy: czy to jest zdrowe?

Zdrowie i uroda 5 cze 16:08

Magdalena Liczkowska: Jak słuchanie muzyki wpływa na człowieka?

Dr hab. Wojciech Pospiech: Poprzez słuchanie muzyki człowiek wchodzi z nią w pewną symbiozę, zaczyna utożsamiać się z tym, co jest jej trzonem. U człowieka istnieją dwie sfery, które muszą być zabezpieczone. Jedna to „logos”, sfera logiczna, dzięki której zabiegamy każdego dnia o to, aby mieć na chleb czy mieszkanie. Druga, nieodzowna, z której nie zawsze zdajemy sobie sprawę, to sfera transcendentalna. Przez muzykę człowiek potrafi się unieść. Każdy wybiera sobie taki rodzaj muzyki, który najpełniej przyczynia się do jego rozwoju. Gdy dzisiaj słyszę o tych wszystkich kwestiach polityczno-społecznych, o tym, co dzieje się z festiwalem w Opolu, nie mogę się z tym pogodzić. Sztuka musi stać ponad tym, czy dany wykonawca podoba się prezydentowi lub członkowi jakiejś partii. Lekarz też musi leczyć najlepiej jak umie, nawet wroga.

Pan sam jest artystą – śpiewakiem, wychowankiem prof. Stefana Stuligrosza. Co sprawiło, że zainteresował się Pan innym, terapeutycznym aspektem muzyki?

Zawsze fascynował mnie moment, w którym człowiek się naprawdę wzrusza. Moment, w którym do człowieka coś dociera i zamienia się w coś praktycznego. To właśnie przejście od transcendentalizmu do logiczności.

Na czym polega terapia poprzez muzykę?

Muzykoterapia to leczenie i współleczenie muzyką – służy nie tylko osobom chorym, ale i zdrowym, którym pomaga w podtrzymywaniu ich kondycji psychofizycznej na co dzień. Jest odpowiednia także dla ludzi, u których istnieje potrzeba zbudowania pewnych wartości etycznych i estetycznych.

Czy istnieje jakiś klucz, wedle którego dobiera się muzykę do osobowości pacjenta? A może dostosowuje się ją do istniejącego schorzenia?

Zwraca się uwagę zarówno na jedno, jak i drugie. Pierwszy klucz jest taki, aby wybrany utwór niósł za sobą niepodważalne wartości. Ważne też, aby utwory wpływały dobrze np. na ludzi obarczonych stresem czy pacjentów w czasie leczenia szpitalnego. Muzyka, którą stosuję, sprawdza się w tej roli. Wykorzystuję utwory takich wykonawców, jak np. Katherine Jenkins czy Kenny G. Pozytywnie na pacjentów wpływają także walce Straussa, Concerti grossi Händla czy koncerty skrzypcowe i brandenburskie Bacha. Stosuję bardzo różne formy.

Forma ma znaczenie, a czy sposób podawania tej muzyki także?

W muzykoterapii bardzo ważna jest dobra jakość sprzętu. Z własnego doświadczenia powiem, że gdy śpiewam koncerty, to niektórzy akustycy aż uciekają ze względu na moje wysokie wymagania. Ale nie o moje wymagania tu chodzi – po prostu nie mogę korzystać z takiego sprzętu, który zbezcześci to, co mam zaprezentować. Dlatego jakość nagrania jest tak ważna.

Muzykoterapię stosuje się w przeróżnych sytuacjach, także na salach operacyjnych podczas poważnych zabiegów.

Prowadziłem badania u pacjentów kardiologicznych prof. Jacka Kubicy, w czasie wprowadzania stentów. Starannie dobieramy współczynniki do danego pacjenta, badamy fizjologię, temperaturę, ciśnienie krwi, przeprowadzamy także licencjonowane psychologiczne testy. Nie pytam pacjenta, czy chce słuchać takiej czy innej muzyki, tylko proponuję, żeby posłuchał wybranej przeze mnie. Był taki pacjent z cukrzycą i miał przeprowadzany zabieg, podczas którego pozostawał całkowicie świadomy. Powiedział, że nie chce słuchać Katherine Jenkins, bo „nie lubi, jak baby wysoko pieją”. A po skończonym zabiegu, który się powiódł, zawołał mnie do siebie i zapytał, co to była za płyta i gdzie można posłuchać takiej muzyki, bo mu się spodobała. Zawsze biorę do tych ludzi kontakt i poprzez moją katedrę wysyłam im zaproszenia na różne spotkania muzyczne, zachęcam do uczestniczenia w różnych wydarzeniach w filharmonii.

Więc muzykoterapia ma też działanie uspołeczniające?

Tak. Pacjenta, o którym mówiłem, spotkałem w filharmonii jakieś trzy miesiące po jego zabiegu. Był tam razem z żoną, z dziećmi – uśmiechnięty i zadowolony. Zdziwiłem się widząc go w tym miejscu, a on na to: „Powiedział pan, że powinienem tu przychodzić, więc przyszedłem raz, spodobało mi się i będę chodził dalej”. To dla mnie wielka radość, widząc jak muzyka wpływa na kogoś, kto początkowo nie był przekonany do tej formy terapii.

Współpracuje Pan z wieloma wybitnymi specjalistami, np. z profesorem Markiem Haratem czy z profesor Kornelią Kędziora-Kornatowską.

Moja współpraca z prof. Haratem dotyczy osób wybudzających się ze śpiączki, w którą zapadli np. na skutek nieszczęśliwego wypadku. To proces przejścia od snu do rzeczywistości, a im pacjent wrażliwszy, tym bardziej ten proces przeżywa. Może temu towarzyszyć szok psychiczny, który ma oczywiście negatywny wpływ na człowieka. Dlatego w tym przejściowym okresie chcemy wprowadzić słuchanie muzyki przez pacjenta, ale takiej muzyki, którą on sam lubi, którą fascynował się przed chorobą. Poprzez wywiad z bliskimi i ustalenie, co lubił najbardziej, chcemy dotrzeć z taką terapią do pacjentów. Potrzebny jest zespół ludzi, w tym psychologów, który pomoże wyprowadzić człowieka z takiego stresu. Trzeba jednak pamiętać, że współpraca z rodzinami takich osób to bardzo delikatna kwestia. Wszystko sprowadza się do tego, żeby przekonać ich do mojego pomysłu, że mam podstawy do przeprowadzenia takiej terapii, że mam odpowiednią aparaturę. Profesor Kornelia Kędziora-Kornatowska jest guru geriatrii w Polsce. Wspólnie zastanawiamy się, jak wspomagać egzystencję psychofizyczną ludzi w podeszłym wieku. Chcielibyśmy, aby w wielu miastach powstały centra wspomagania osób starszych, w których muzykoterapia byłaby jednym z elementów leczących ludzi i wpływających pozytywnie na jakość ich życia.

Każdy jednak słucha innej muzyki. Co wtedy, gdy ktoś lubi agresywną muzykę, a nie słucha na co dzień klasyki? Czy ciężki rock lub metal mogą działać na niego pozytywnie?

Jak najbardziej. Mój student pisał pracę licencjacką, a później magisterską na temat pozytywnego wpływu heavy metalu na pacjentów. Obecnie pracuje on w domu kultury, spotyka się z różnymi ludźmi i jedną z form pomocy jest dla niego granie w zespołach muzycznych, także heavy metalowych. Dzięki temu wyciągnął wielu młodych ludzi z patologicznego środowiska. Chciałbym, aby muzyka jako sztuka transcendentalna służyła człowiekowi, pomagała w odrzuceniu plew, w reagowaniu na to, co szkodliwe. Gdy w utworze jest „brzydki” tekst, padają niecenzuralne słowa, to co prawda dobrze się to sprzedaje, ale działa negatywnie na ludzi. A przez muzykoterapię powinniśmy mieć też wpływ na to, co się ludziom podaje, na elegancję tej muzyki, na jej porządek.

Niektórzy rodzice wpływają w ten sposób na swoje dziecko już od najmłodszych lat, a nawet wcześniej – puszczają mu określoną muzykę jeszcze przed narodzinami, gdy znajduje się ono w łonie matki.

Nie jestem pewien, czy to jest takie dobre. Oczywiście, może mieć to pozytywny wpływ, ale musiałyby być to określone utwory. Dawałem jakiś czas temu wykład w Toruniu, po którym podeszło do mnie małżeństwo z małym dzieckiem, a mama była w kolejnej ciąży. Chcieli, abym od tego momentu czyli od szóstego miesiąca ciąży, aż do końca karmienia prowadził ich rodzinną terapię muzyczną. Zgodziłem się, pod moim nadzorem przez ten czas słuchali łagodnej muzyki, która sprawiała im przyjemność. Później, już po narodzinach dziecka przeprowadziliśmy badania, które pokazały, że dziecko rozwija się prawidłowo, jest spokojne. Robiłem także badania naukowe w Gdańsku u profesora Preisa: stosowaliśmy terapię u matki, ojca i dziecka w pierwszych trzech dniach życia niemowlęcia. Ta rodzina była w szpitalu praktycznie cały czas razem, oprócz momentów gdy tata szedł spać do domu. Przebywali cały czas z muzyką, która wpływała na rozwój ich dziecka. Bo taka jest jej rola – sztuka ma unosić człowieka, oprócz terapeutycznych właściwości ma budować w nim łaknienie tego, co dobre, piękne i uporządkowane.

Doktor hab. Wojciech Pospiech, prof. UMK, jest kierownikiem jedynej w Polsce Katedry i Zakładu Muzykoterapii działających w Collegium Medicum, wieloletnim kierownikiem Wydziału Wokalnego w Państwowym Zespole Szkół Muzycznych w Bydgoszczy. Posiada rzadki rodzaj głosu – outkontratenor. 

Magdalena Liczkowska

Magdalena Liczkowska Autor

Redaktor/PR