Felietony 13 sie 17:34 | Redaktor
Szczęście na wyciągnięcie ręki [CYKL „ŚLEPYM TRAFEM”]

Autor felietonu, Grzegorz Dudziński/fot. Anna Kopeć

Rzadko, ale bywają chwile, kiedy wkurzam się na moją ślepotę. Dzieje się to wtedy, kiedy jakiś, wydawałoby się – drobiazg – całkowicie uniemożliwia mi normalne funkcjonowanie. Coś, co gdy widziałem, było czymś zupełnie niezauważalnym. Zawsze jednak pojawia się światełko w tunelu...

Ostatnio kupiłem sobie nowe radio do mojego biura. Stare rozsypało się już kompletnie. Nie dawało się go słuchać. Bywało, że radio z własnej woli zmieniało siłę głosu. Tak więc kupiłem nowy odbiornik i byłem bardzo zadowolony. Do czasu...

Na początku losowo łapałem stacje radiowe. Raz trafiłem lepiej, raz gorzej. Coś jednak musiałem nacisnąć, bo utrwaliły mi się tylko stacje, których nie trawię. Z mojego radia albo płynęły jarmarczne dźwięki, albo bełkotliwe komentarze. Uznałem, że czas ustawić stację na stałe.

Wziąłem do rąk instrukcję obsługi i zacząłem ją czytać przy pomocy specjalnej aplikacji na telefonie. Niby wszystko jasne – naciśnij klawisz pięć, potem klawisz tuning, potem klawisz M. Jasne, tylko gdzie, do jasnej cholery, jest klawisz M?! Obrazka przecież obejrzeć nie mogłem.

Za pomocą innej aplikacji połączyłem się z wolontariuszem, który przez moją kamerę oglądał radio. Też nie znalazł tego cholernego klawisza M! Pozostało jedno wyjście: poprosić o pomoc moją znajomą.

Tu od razu pojawiły się wątpliwości. Przecież większość elektronicznych sprzętów na nią warczy, komputer gryzie i jest wredny. Ot, taka drobna przypadłość stałych konfliktów ze sprzętem technicznym. Nie było jednak innego wyjścia. Znajoma czytała instrukcję obsługi. Ja tłumaczyłem, o co mogło chodzić autorom. I wspólnymi siłami odnaleźliśmy wszystkie potrzebne przyciski, nie wyłączając tego cholernego klawisza M! Teraz radio gra tak, jak chciałem je ustawić.

Z tej historyjki można wyciągnąć wiele wniosków. Czasami pomoże ktoś, po kim nigdy w życiu tej pomocy nie spodziewalibyśmy się. Czasem nie doceniamy tego drugiego człowieka, który jest obok nas. I chyba najważniejsze – zamiast chodzić zmartwionym lub wkurzonym, lepiej poprosić innego człowieka o pomoc. On jest szczęśliwy, że mógł pomóc. Ja jestem szczęśliwy, że on mi pomógł. Rozejrzyjcie się! Ten drugi człowiek jest czasem bardzo blisko. Ot, na wyciągnięcie ręki.

Grzegorz Dudziński

Grzegorz Dudziński - prezes Fundacji Światłownia, pomagającej osobom z niepełnosprawnościami. Więcej czytaj m.in.: Dziennikarz widzący duszą.

 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor