Felietony 9 paź 17:02 | Redaktor

Tak, uczestniczę w konkursach, chociaż nie mam złudzeń, że spora ich część ma na celu promowanie „swoich” autorów, co automatycznie oznacza przemilczanie autorów spoza własnego podwórka - pisze Jarosław Jakubowski,

Jarosław Jakubowski

prozaik, dramaturg, poeta, publicysta

Najbliższy program literacki „Gadające głowy” w TVP Bydgoszcz poświęcimy z Katarzyną Wójcik tematowi konkursów. Jesień to pora ich wysypu. Mamy tydzień noblowski z jego uwieńczeniem – literacką Nagrodą Nobla, także w kraju konkursy i nagrody literackie na jesień obrodziły. Nike, Silesius, Angelus, Nagroda Literacka Gdynia, wkrótce Paszporty Polityki. Niedawno w Bydgoszczy wręczono pierwszą w historii Nagrodę Poetycką im. Kazimierza Hoffmana – „Kosa”. Otrzymała ją Urszula Kozioł. W kategorii konkursów literackich mieści się również Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna, dedykowana autorom polskich dramatów współczesnych. Na początku października otrzymała ją Malina Prześluga za sztukę „Debil”, a w gronie pięciu finalistów znalazł się piszący te słowa z dramatem „Incydent”.

Tak, uczestniczę w konkursach, ponieważ jest to jedna z dróg dotarcia do odbiorcy. Konkursy zwykle mają swoje etapy – najpierw zgłaszane są utwory lub książki, potem jury wskazuje utwory (książki) nominowane i dopiero z tego finałowego grona wybierany jest zwycięzca. To konkursowe stopniowanie ma w zamyśle nadać konkursowi rangę, rozgłos i znaczenie, choć tak naprawdę kluczowe są trzy argumenty: wysokość nagrody, skład i ewentualnie patron nagrody. Patronami są pisarze (oprócz naszego Hoffmana między innymi Wisława Szymborska, Józef Mackiewicz czy Marek Nowakowski). Patronami i fundatorami mogą też być miasta – wspomniana Gdynia, Wrocław (Silesius i Angelus), jest na tej mapie i Bydgoszcz ze „Strzałą Łuczniczki”, choć jej wartość jest wielokrotnie niższa od gigantycznych honorariów przyznawanych w Gdyni czy we Wrocławiu.

Tak, uczestniczę w konkursach z pełną świadomością, że mają one uwarunkowania środowiskowe i werdykty rzadko wychodzą poza środowiskowe uzgodnienia. To znaczy, że nagrody Mackiewicza (uznawanej za prawicową) raczej na pewno nie dostanie pisarz nagrodzony Nike (kojarzonej nie bez racji ze środowiskiem „Gazety Wyborczej”). Są konkursy, które starają się przełamać te koteryjne podziały. Należy do nich Nagroda Poetycka „Orfeusz” przyznawana od ładnych kilku już lat w Leśniczówce Pranie na Mazurach. Listy nominatów do tej nagrody wskazują na to, że jurorzy nie kierują się afiliacjami towarzyskimi autorów, lecz przede wszystkim jakością literacką dzieł. Dzięki temu „Orfeusz” stał się jedną z najważniejszych i najbardziej reprezentatywnych nagród literackich w kraju.

Tak, uczestniczę w konkursach, chociaż nie mam złudzeń, że spora ich część ma na celu promowanie „swoich” autorów, co automatycznie oznacza przemilczanie autorów spoza własnego podwórka. Pisarze szukają potwierdzenia dla swojej twórczości i to chyba główny powód, dla którego stają w konkursowe szranki. Badania potwierdzają, że istotnie, prestiżowa nagroda wzmaga zainteresowanie danym tytułem, pytanie tylko, czy jego ewentualni nabywcy są zainteresowani treścią książki, czy kupują ją wyłącznie ze względu na opaskę z nazwą lauru na okładce. Czy nagrody przekładają się na czytelnictwo w sensie jakościowym? Innymi słowy – czy promują wybitną, a co najmniej dobrą literaturę, a przez to dobry gust literacki? Chciałbym, żeby tak było, chociaż przeglądając listę autorów nienagradzanych (w tym również Noblem) można mieć poważne wątpliwości. Nagrody nie są warunkiem koniecznym istnienia literatury, a nawet życia literackiego, chociaż usilnie próbują to życie „ustawiać”. Mnożąc się obecnie w stopniu niebywałym, skazują niejako piszących na udział w tym wyścigu „po złote runo nicości”, ustawiają w roli zawodników na arenie igrzysk. Piszę to, bom sam pełen winy, uczestnicząc od czasu do czasu w tych zapasach.

Felieton pochodzi z bieżącego papierowego wydania „Tygodnika Bydgoskiego” (8 października 2020 roku)

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor