Katolicka Bydgoszcz 25 gru 11:52 | Redaktor
Boże Narodzenie w cieniu zarazy

Czy wiecie, że Bóg jest prosty? To jest zadziwiająca prawda o Bogu. Ale co to znaczy, że jest prosty? Przecież na pewno to nie ma nic wspólnego z jakimś ludzkim uproszczeniem… Bóg jest prosty, ale nieskończenie bogaty. Co więc znaczy prostota Boga?

Czasami lepiej rozumiemy znaczenie słowa, gdy znajdziemy i rozważymy jego przeciwieństwo. A co jest przeciwieństwem prostoty? W pierwszym odruchu słowu „prosty” przeciwstawimy słowo „krzywy”. Tak jest też i w starożytnej łacinie – prosty w języku dawnych Rzymian to „simplex”, co pochodzi od „sine plex”, czyli bez zagięć, załamań. Ale coś, co jest pogięte, połamane, rozpada się na części. Prostota nie ma części. Tak jak jedność jest przeciwieństwem wielości, tak prostota (simplicitas) jest przeciwieństwem wielorakości.

Bóg więc nie jest wieloraki. Nie jest jak kłamca, który każdemu pokazuje inne oblicze. Nie niuansuje prawdy, ale sam jest Prawdą. Jedyną Prawdą. Więc Bóg jest prosty. Ale z tej prostoty Boga wynika też coś innego. Nie jest łatwo Boga przedstawić, opisać, nie mówiąc już o tym, by Go zrozumieć. Łatwiej nam opisywać rzecz wieloraką, niż rzecz prostą. Wielorakość dostarczy nam bowiem tylu różnych słów, tylu określeń… Opis rzeczy wielorakiej będzie soczysty, pełen rozmaitych wrażeń, jakże ciekawy…

A czym można opisać nieskończenie prostego Boga? Tak prostego, że nie ma w nim żadnej wielorakości? Bóg więc wydaje się nieuchwytny! Jest tak nieuchwytny, że często odmawia Mu się istnienia. Bóg zdaje się milczeć. Milczy dla każdego, kto nie chce przyjąć Jego Jedynego Słowa, jakie wypowiedział. A Słowem tym jest Chrystus Jezus – Druga Osoba Trójcy. To dlatego w Boże Narodzenie czyta się tę ewangelię: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko się przez nie stało, a bez niego nie powstało nic, co istnieje. W nim było życie, a życie było światłością ludzi. A światłość w ciemnościach rozbłyska, a ciemności jej nie wchłonęły. (...) A Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami, i widzieliśmy chwałę jego, pełnego łaski i prawdy, chwałę jako jednorodzonego od Ojca” (J 1).

Sakramenty zbliżają nas do Boga

Żeby uciec od tej „nieznośnej” prostoty Boga i Jego Jedynego Słowa, odurzamy się ciągłym gadulstwem. Gadulstwo jest dramatem naszych czasów, a jego najnowocześniejszą postacią zdaje się ta cała niesamowita przestrzeń Internetu, wypełniona całą masą niewyobrażalnych bzdur, spomiędzy których prawdziwe skarby trzeba wyławiać, niczym perły zakopane w ziemi.

Ci, którzy szukają w ziemi różnych skarbów (a staje się to modne, uważni Czytelnicy „Tygodnika” już o tym wiedzą), zdają sobie sprawę, że poszukiwania na ślepo do niczego nie doprowadzą. Trzeba wiedzieć, gdzie szukać i czym szukać. Jako katolicy jesteśmy w tej doskonałej sytuacji, że mamy zarówno doskonałe tereny, jak i narzędzia, by perły te odnaleźć. Teren to ogromne dziedzictwo nauczania całego Magisterium, ale szczególnie dawnych ojców i doktorów. Narzędziami zaś są sakramenty, które nam dostarczają niezbędnej łaski. Chrzest,
bierzmowanie, spowiedź, Eucharystia – wszystko to jest pomocne w wyławianiu pereł dla siebie, a małżeństwo i kapłaństwo – w wyławianiu ich dla tych, którym mamy Boga przynieść i objawić. Dlatego powinniśmy bronić sakramentów przed banalizacją. Sakramenty są prawdziwymi,
pełnymi prostoty – tej Bożej prostoty – znakami Boga na ziemi. Są znakami – i to jest niesłychanie ważna prawda wiary – które duchowo, ale prawdziwie sprawiają to, co oznaczają. Prawdziwie więc zbliżają nas do tej nieskończonej prostoty Boga.

Boże Narodzenia a krzyż

Ale Bóg, kiedy przychodzi w Boże Narodzenie do nas jako człowiek, to przychodzi – zdawać by się mogło – przynosząc dziwne sprzeczności. Bo z jednej strony słyszymy, że przynosi pokój. Wszak aniołowie śpiewają w tym niesamowitym hymnie, powtarzanym wciąż w liturgii – „pokój ludziom dobrej woli”. Ale w innym miejscu mówi Zbawiciel coś przeciwnego: „Nie mniemajcie, że przyszedłem zesłać pokój na ziemię: nie przyniosłem pokoju, ale miecz. Przyszedłem bowiem oddzielić syna od ojca jego i córkę od matki jej, i oblubienicę od świekry jej: i będą nieprzyjaciółmi
człowieka domownicy jego” (Mt 10, 34 nn). Tę pozorną sprzeczność wyjaśniał jeden ze starożytnych mędrców chrześcijańskiego Wschodu, Orygenes: „to, iż mówi się o pokoju ludziom dobrej woli, to rozwiązuje problem: pokój, jaki Pan daje na ziemię, jest pokojem dobrej woli”.
Tajemnica pokoju tkwi zatem w zjednoczeniu woli człowieka z wolą Bożą. Tam, gdzie jest takie zjednoczenie – będzie pokój serca, bo będzie właśnie ta prostota zjednoczenia, prostota, od której zaczęliśmy. Ale wiemy też, że Pan „będzie (...) znakiem, któremu sprzeciwiać się będą” (Łk 2, 34) i tam przyniesie właśnie nie pokój, ale miecz. I ten miecz przeniknie też dusze niewinne, tak jak przeniknął, zgodnie z zapowiedzią Symeona, duszę najniewinniejszej z ludzi – Maryi.

Tajemnica cierpienia niewinnych nigdy nie daje się rozwiązać inaczej, jak w krzyżu Chrystusa i ostatecznym oddaniu tego cierpienia na ofiarę Bogu przyjemną. Tajemnica cierpienia niewinnych wbrew pozorom wcale nie jest daleka od Bożego Narodzenia. Już trzy dni po tej uroczystości obchodzimy święto dla upamiętnienia Rzezi Niewiniątek dokonanej na rozkaz namiestnika Galilei Heroda w Betlejem. A zaraz drugiego dnia świąt – pierwszego męczennika Szczepana. To nie jest przypadkowe. Boże Narodzenie jest bowiem świętem końca czasów.

Uczeni obliczają, że człowiek pojawił się na Ziemi około 200 tysięcy lat temu. Nie jest więc niczym dziwnym, że ów koniec czasów trwa już lat dwa tysiące. To zaledwie jeden procent czasu ludzkości. A że jest to koniec czasów, świadczą i dziś liczne znaki, których Pan Jezus każe nam uważnie wypatrywać. „A od figowego drzewa uczcie się podobieństwa. Skoro już gałąź jego staje się miękka i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że się to dzieje, wiedzcie, że jest blisko, we drzwiach” (Mk 13, 28 n).

Pytanie o nieszczęścia

Tak patrząc, musimy rozumieć, dlaczego nasz Pan dopuszcza takie nieszczęścia jak zaraza czy tsunami, które siedemnaście lat temu pochłonęło setki  tysięcy ludzi w Azji, w same święta Bożego Narodzenia. Ktoś może pytać, czy to możliwe, by epidemia, którą wielu tak nikczemnie wykorzystuje do zarabiania pieniędzy czy prób przebudowy świata na modłę wręcz cuchnącą siarką, może być narzędziem w ręku Boga?A jednak, jak uczy nas katechizm, nic się nie dzieje na świecie bez woli Bożej lub przyzwolenia Bożego.

Jak więc czytać ten znak, który nas wciąż przygnębia i nawet w jakiś sposób poniża, dając możnym tego świata instrumenty subtelnej władzy? Kluczem znów jest prostota. Bóg chce, z pewnością, byśmy sobie przypomnieli, że wszystko co mamy, łącznie z życiem i zdrowiem, otrzymujemy z Jego ręki. Dlatego nie zbawią nas ani szczepionki, ani lekarstwa. Mądrze mówi kardynał Gehrard Mueller, że choć nie ma nic złego w korzystaniu ze środków ochrony, które daje nam nauka i zrozumienie biologii, to kluczowe jest coś innego. „Jest to przede wszystkim sprzeczne z prawem Bożym, jeśli władze państwowe utrudniają lub wręcz zakazują dostępu do środków łaski Kościoła, tj. sakramentów Chrystusa. To, że nawet biskupi zamknęli swoje kościoły lub odmówili sakramentów osobom szukającym pomocy, jest ciężkim grzechem przeciwko danej przez Boga władzy. Jest to wstrząsający dowód na to, jak dalece sekularyzacja i dechrystianizacja myśli dotarła już do pasterzy Chrystusowej owczarni” – tłumaczył dziennikarzom portalu National Catholic Register.

Największą groźbą – życie bez Boga

Tym, czego Pan Bóg wymaga i oczekuje, jest głębokie nawrócenie, a epidemia, niezależnie od tego, czy wirus wyewoluował naturalnie, czy został przez jakieś laboratorium wyprodukowany jest ostrzeżeniem, nie tyle nawet przed większym kataklizmem, który może nas spotkać tu na ziemi (choć może!), ile przed tym największym nieszczęściem, jakim jest życie bez Boga przez całą wieczność – czyli piekło.

Ktoś może mieć jednak wątpliwość. Czy ludzie nikczemni, możni tego świata, przed którymi ostrzega sam Pan Jezus, mogą być narzędziem w ręku Boga? Otóż mogą i jest to potwierdzone licznymi świadectwami. Wróćmy do ewangelii o Bożym Narodzeniu. Tak o niej pisze św. Jan Chryzostom: „August, kierowany przez Pana, tak określił dekret, aby ułatwić ukazanie obecności Jednorodzonego: przez ten dekret bowiem matka musiała udać się do ojczyzny, którą zapowiedział wcześniej prorok, to znaczy do Betlejem judzkiego. Dlatego mówi się: do miasta Dawidowego, które zowią Betlejem”. Czy zatem tym bardziej nie może tak być dziś? Więcej – tak jest z całą pewnością. Powtórzmy – nic się nie dzieje na świecie bez woli Bożej lub dopuszczenia Bożego. Absolutnie nic.

I bądźmy spokojni. Napisano w Psalmie 124: „Nie zostawi berła grzeszników nad działem sprawiedliwych, aby sprawiedliwi nie wyciągali rąk ku nieprawości”.


Boży plan na życie

Na zakończenie przyjrzyjmy się cytatowi ze św. Pawła: „A o czasie i o godzinie
nie potrzeba, bracia, byśmy wam pisali. Sami bowiem dokładnie wiecie, że dzień Pański przychodzi, jak złodziej w nocy. Właśnie gdy mówić będą: pokój i bezpieczeństwo, przyjdzie na
nich zatracenie tak nagłe, jak bóle na niewiastę brzemienną, i nie ujdą. Lecz wy, bracia, nie pozostajecie w ciemnościach, w których dzień ów zaskoczyłby was jak złodziej. Tak, wszyscy jesteściedziećmi światłości i dziećmi dnia; nie należymy do nocy ani do mroku. Przetonie zasypiajmy jak inni, ale czuwajmy i trzeźwymi bądźmy. Bo, którzy śpią, w nocy śpią, a którzy się upijają, w nocy są pijani. My zaś, którzy należymy do dnia, trzeźwymi bądźmy, przyodziani w pancerz wiary i miłości, nosząc jako przyłbicę nadzieję zbawienia. Nie przeznaczył nas bowiem Bóg na gniew, ale żebyśmy osiągnęli zbawienie przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który
umarł za nas, byśmy, czy żyć będziemy, czy też gdy pomrzemy, wespół z nim żyli” (1 Tes 5, 1 nn).

Tajemnica Bożego Narodzenia skłania nas do przemyślenia tego wszystkiego. To, co Bóg nawiedził i odkupił, jest dla Niego cenne. Inaczej by nie przychodził na świat, nie wcielał się w człowieka. On chce jednak, by to wszystko stało się cenne i dla nas. By tak się stało, rozmyślajmy więc o tajemnicy Bożego Narodzenia, dzielmy się tym przemyśleniem i świadectwem z naszymi bliskimi. Uczyńmy swoim Boży punkt widzenia i Jego plan na życie każdego z nas. Wtedy zawsze będzie Boże Narodzenie. I nasza wola stanie się dobra. I przyjdzie do nas upragniony pokój.

Maksymilian Powęski

Cytaty z Nowego Testamentu w przekładzie ks. Eugeniusza Dąbrowskiego, ze Starego Testamentu według Biblii Jakuba Wujka (wydanie 1962 r.)

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor