Katolicka Bydgoszcz 6 gru 13:28 | Redaktor
Najgorsze kajdany są niewidzialne [MAKSYMILIAN POWĘSKI]

fot. ilustracyjna/Pixabey

Czy człowiek, obdarzony rozumem, jest w stanie panować nad swoimi odruchami i emocjami, czy też one panują nad nim? Bo jeśli nie jesteśmy w stanie podporządkować swemu rozumnemu osądowi swoich emocji, nie jesteśmy wolni– podkreśla Maksymilian Powęski.

Bis vincit, qui se vincit in victoria – napisał Publiliusz Syryjczyk, zmarły 43 lata przed narodzeniem Chrystusa rzymski dramaturg, pochodzący, jak jego przydomek wskazuje, z Syrii właśnie. Podwójnie zwycięża ten, kto zwycięża sam siebie, tak można by (pomijając pewne subtelności łaciny) wyłożyć tę sentencję w naszym pięknym języku polskim.

Pozorna wolność od...

Zwyciężanie siebie samego jest tak dalece dziś niepopularne, że trzeba wyjaśnić, o co mogło chodzić takiemu starodawnemu Rzymianinowi. Człowiek współczesny bowiem ma przecież o wiele mniej ograniczeń, niż taki bardzo dawny poeta. Potrafi w jednej chwili porozumieć się z kimkolwiek przebywającym na innym nawet kontynencie, gdy wysłanie przed dwoma tysiącami lat listu wymagało liczenia się z wieloma dniami, jeśli nie tygodniami jego podróży. Gdy sami zaś chcemy się w podróż wybrać, potrafimy świat okrążyć samolotem w dwie, trzy doby, gdy w XIX-wieku jeden z francuskich pisarzy swą powieść oparł o zakład, czy da się go okrążyć w 80 dni. Latamy w kosmos, a nawet chcemy zmieniać płeć. Drażni nas jakiekolwiek ograniczenie. A więc zwyciężamy siebie, jak nam rzymski trybun wskazywał. Nic nas już nie jest w stanie pokonać…Przekraczamy przecież swoje własne ograniczenia i w ten sposób stajemy się wolni. Wolni od jakichkolwiek ograniczeń…

Przezwyciężyliśmy też liczne problemy społeczne i kulturowe. Pierwszym z nich było niewolnictwo, sam Publiliusz przecież był wyzwoleńcem, ale na całkowite niewolnictwa zniesienie ludzkość czekała jeszcze osiemnaście wieków, do Wojny Secesyjnej, nieprawdaż? A u nas ile wieków trzeba było, by znieść poddaństwo chłopów, czy przyznać prawa wyborcze nie tylko wszystkim stanom, ale i niewiastom, co stało się po pierwszej wojnie światowej. Ach o ile szczęśliwsi jesteśmy od tych zacofanych pokoleń, nieprawdaż?…

A, nie, zaraz… Czy ten Rzymianin o czym innym jednak nie mówił? „Z wszelakich kajdan, czy? te są – /Powrozowe, złote czy stalne?... / – Przesiąkłymi najbardziej krwią i łzą… / Niewidzialne!...” – pisał nasz Norwid. Znaczy jakie? Wciąż pozostajemy niewolnikami swoich własnych emocji i odruchów. Nadmiar różnorodności niejednokrotnie czyni nas zupełnie bezradnymi i narażonymi na rozmaite manipulacje, których często nie jesteśmy w ogóle świadomi. Wiemy jednak przecież, że niektórych wyborów choćby w zakresie zwykłych zakupów, dokonujemy pod wpływem takiej czy innej reklamy, albo tej bezpośredniej, która wprost z billboardu czy ekranu przemawia do nas „kup to!”, albo tej subtelniejszej, która oddziałuje przez wykreowaną modę, przez wzmacnianie całym systemem bodźców naszych prawdziwych i wykreowanych potrzeb.

Emocje górą?

Reklama, tak handlowa, jak i polityczna, za wszelką cenę stara się wpłynąć na podsycenie naszych emocji, dawniej zwanych po prostu uczuciami. Czym one są? Jeśli spróbujemy znów odwołać się do mądrości starożytnych, to musimy sobie przypomnieć ich maksymę – distinguere sapienti est, czyli: rozróżnianie jest mądrością. Uczuć, czyli emocji, klasycznie rozróżniono jedenaście, przy czym 10 występuje w parach jako przeciwieństwa, a tego jedenastego w parę żadną połączyć się nie da. Mamy więc miłość i nienawiść, pożądanie i wstręt, radość i smutek, nadzieję i zniechęcenie, odwagę i strach, i to jedenaste – gniew. Inne emocje tłumaczono jako złożone. Np. zazdrość to smutek wraz z nienawiścią i gniewem, wstyd to odraza ze strachem, a tęsknota – pragnienie ze smutkiem.

Można wdawać się oczywiście w dyskusję, czy taka klasyfikacja jest wystarczająca czy nie, ważniejsze jest jednak coś innego. Czy człowiek, obdarzony rozumem, jest w stanie panować nad swoimi odruchami i emocjami, czy też one panują nad nim? Bo jeśli nie jesteśmy w stanie podporządkować swemu rozumnemu osądowi swoich emocji, nie jesteśmy wolni.

Na tym właśnie polega potęga manipulacji. Oddziaływać na uczucia, a jednocześnie pilnować, by ludzie się kierowali tylko owym czuciem.

W tak przewrotnym znaczeniu mówi się wtedy – słuchaj swojego serca. Kiedy jednak katolicka tradycja mówi słuchaj serca, to mówi o słuchaniu sumienia, które ukształtowane przez rozum odkrywający Boże objawienie, jest w stanie zachować zgodność z Bożą wolą. Samego siebie zwycięża właśnie ten, kto panuje nad emocjami i odruchami. Odwieczna mądrość mówi, że takie panowanie osiąga się poprzez ascezę. Ten grecki wyraz oznacza dobrowolne ograniczenie potrzeb życiowych, którego wynikiem jest wewnętrzna wolność. Jednym z elementów ascezy zawsze był post, który w adwencie praktykowano od początku chrześcijaństwa.

Kajdany widzialne lub nie

Dziś mówienie o poście jest niepopularne, tylko symbolicznie się do niego nawiązuje w wigilię, gdy na stole nie ma mięsa, jest tylko ryba. Ale kto dziś pamięta, że ta wieczerza jest pozostałością ścisłego wigilijnego postu? Post ścisły oznaczał jeden posiłek dziennie. Kto nie mógł wytrzymać, mógł zjeść dwa dodatkowe posiłki, ale nie do sytości. Ta wieczerza to właśnie ten jeden posiłek jedzony tego dnia.

Dziś wiele osób woli mówić o radosnym oczekiwaniu niż o poście. Ale czy radość większą ma niewolnik, czy wolny? A czy niewolnikiem jest ten w widzialnych kajdanach, czy raczej ten w niewidzialnych?

Maksymilian Powęski

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor