Książka 27 lut 12:12 | Krzysztof Drozdowski
Trudne początki  polskiej Marynarki Wojennej [RECENZJA]

Wydawnictwo Stara Szuflada dopiero raczkuje na rynku wydawniczym, jednak już pierwsze miesiące istnienia oficyny pokazują, że właściciele podchodzą do misji z pełną determinacją i zaangażowaniem. Świadczy o tym choćby rozpoczęcie serii 22 książek poświęconych dziejom Marynarki Wojennej Polski Odrodzonej.

Autorem wszystkich tomów jest znany pisarz-marynista Mariusz Borowiak. Pomimo że jest Wielkopolaninem, to nie charakteryzuje się przysłowiowym skąpstwem. Dzieli się hojnie z czytelnikami zarówno szeroką wiedzą na temat poruszanych zagadnień, jak i bogatym zasobem ikonograficznym. Z założenia każdy z tomów ma zostać wzbogacony o ponad 200 ilustracji archiwalnych, szkiców i map. Dotychczas ukazały się dwa tomy: pierwszy „Stawiacz min ORP »Gryf« 1934–1939” oraz drugi „Dywizjon Ćwiczebny i Dywizjon Minowców 1921–1939”. Przypatrzymy się im po kolei.

„Stawiacz min ORP »Gryf« 1934–1939”

Pierwszy tom składa się z czterech głównych rozdziałów. Pierwszy, zaledwie kilkustronicowy, jest niejako wprowadzeniem: pozwala nieobeznanemu czytelnikowi zapoznać się z tematem jednostek zajmujących się minowaniem wód.

W następnym rozdziale autor z wielkim znawstwem przybliża genezę zamówienia i budowy we Francji dużego stawiacza min dla Polskiej Marynarki Wojennej, którym oczywiście był tytułowy ORP „Gryf”. Dowiadujemy się, w jaki sposób doszło do zamówienia jednostki, przybycia statku do portu wojennego w Gdyni oraz poznajemy charakterystykę techniczną okrętu.

Trzeci rozdział dotyczy służby tego największego okrętu bojowego służącego pod polską banderą. Autor przedstawia wizyty zagraniczne, a także przygotowania załogi do nadchodzących zmagań wojennych, które wówczas przeczuwano.

W ostatnim rozdziale poznajemy wojenne zmagania jednostki, trwające zaledwie trzy dni. Pierwszego dnia wojny ORP „Gryf” wziął udział w nieudanej próbie minowania Zatoki Gdańskiej, co przeszło do historii jako operacja „Rurka”. Akcja została zniweczona w trakcie bitwy powietrzno-morskiej z niemieckimi bombowcami. 3 września w godzinach porannych stojący w porcie helskim „Gryf” wdał się w pojedynek artyleryjski z niszczycielami wroga. Wspomagał go ORP „Wicher”. Większość załogi „Gryfa” otrzymała przydział do lądowej obrony wybrzeża. Na pokładzie zostały jedynie osoby niezbędne do prowadzenia walki artyleryjskiej.

Początkowe walki z dwoma niemieckimi niszczycielami można uznać za sukces. Po trafieniu w jedno z dział okrętu „Leberecht Maass” postawiono zasłonę dymną, by jednostka mogła odpłynąć. Co jednak nie udało się niemieckim marynarzom, udało się pilotom. Niemal od samego rana prowadzili naloty bombowe na „Gryfa” i „Wichra”, doprowadzając do zatopienia tego drugiego i pożaru na „Gryfie”. Kolejne trafienia spowodowały wyciek i zapłon paliwa. Wybuchająca zapasowa amunicja przeciwlotnicza nie pozwoliła ekipom ratowniczym zbliżyć się do „Gryfa”.

Ostatnim akordem historii okrętu jest powstanie baterii nr 34. Gdy pożar wygasł, z inicjatywy por. Edmunda Pappelbauma zdjęto z wraku, którego nadbudówki i maszty wystawały ponad powierzchnię morza, trzy rufowe armaty kal. 120 mm i ustawiono na lądzie. Zostały one zniszczone przez obsady po kapitulacji Helu.

Co ciekawe, jednym z dowódców okrętu w 1938 r. był kmdr ppor. Stanisław Dziemisiewicz, którego biografię również napisał Mariusz Borowiak, a której recenzję publikowaliśmy na stronie „Tygodnika Bydgoskiego”.

„Dywizjon Ćwiczebny i Dywizjon Minowców 1921–1939”

Drugi tom z serii podzielony został na sześć rozdziałów. Pierwszy opowiada o niełatwych początkach Marynarki Wojennej II RP. Ten fragment w mojej ocenie powinien był znaleźć się w tomie pierwszym – byłby bardzo dobrym wprowadzeniem w serię. W rozdziale tym znajdziemy niezmiernie ciekawe informacje na temat portu wojennego w Pucku, a także budowy Portu Wojennego i Schroniska dla Rybaków w Gdyni. Autor zebrał i w przystępny sposób przedstawił trudne początki najważniejszej bazy morskiej w Polsce. Dodatkowo to, co zostało opisane, możemy zobaczyć na załączonych fotografiach archiwalnych. Dopiero takie połączenie daje nam ogląd trudnej, by nie rzec beznadziejnej sytuacji, z jaką musieli zmagać się pierwsi polscy marynarze.

Kolejny rozdział jest już właściwym wstępem do omawianego tomu. Autor przedstawia w nim nową generację pełnomorskich minowców pełniących służbę w Polskiej Marynarce Wojennej. Opisuje działania podejmowane przez ówczesnego dowódcę floty kadm. Józefa Unruga, którego biografię również napisał. Unrug niemal każdego dnia odwiedzał Warsztaty Portowe Marynarki Wojennej, doglądając postępujących tam prac. Był wielkim zwolennikiem remontów starych okrętów, ale jeszcze większym – budowy nowych jednostek. W dalszej części autor ukazuje nam wizję budowy nowoczesnych okrętów trałowych, służących oczyszczania akwenów z min za pomocą holowanych trałów.

Czwarty rozdział, zaledwie kilkustronicowy, zawiera kompendium wiedzy na temat służby tych specyficznych okrętów od 1936 do 1939 roku. Ważną częścią opowieści stanowią opisy rejsów i wizyt zagranicznych. Zwieńczeniem pokojowej służby „ptaszków”, jak nazywano ten typ okrętów, była budowa trałowców typu „Czapla”. Dowództwo Polskiej Marynarki Wojennej, wykorzystując sukces budowy trałowców typu „Jaskółka”, chciało niejako iść za ciosem i wybudować znacznie większe jednostki. Na przeszkodzie jednak stanął brak środków. Zrekompensowano to sobie budową dwóch jednostek poprzedniego typu.

Ostatni rozdział stanowi opowieść o wojennych losach jednostek trałowców. Znajdziemy tu wiele odniesień do ORP „Gryf”, któremu poświęcony był pierwszy tom serii. Informacje zawarte w drugim tomie stanowią z jednej strony uzupełnienie, a z drugiej strony pozwalają na lekturę tomu drugiego jako samodzielnej publikacji.

Dywizjon Minowców, chociaż sprawił Niemcom dość dużo problemów, to jednak nie miał wielkich szans w starciu z niemieckim lotnictwem bombowym, które dziesiątkowało polskie okręty. Podsumowując, Borowiak stwierdza, że minowce mogłyby zdziałać o wiele więcej, lecz na przeszkodzie stanęła stagnacja polskiego dowództwa, które nie do końca wiedziało, jak wykorzystać ten typ statków w działaniach wojennych.

Po kapitulacji Niemcy postanowili podnieść i po odremontowaniu wcielić do służby najważniejsze polskie okręty. Nie wszystkie jednak się do tego nadawały. Zrezygnowano z wcielenia „Gryfa”, „Wichra” i „Jaskółki”, z dna podniesiono jedynie „Rybitwę”, „Mewę”, „Czajkę” i „Żurawia”. Po remoncie statki włączono do służby w Kriegsmarine. Jako ciekawostkę autor podaje, że trałowiec „Czajka” został przez Niemców nazwany „Westerplatte”. Po wojnie Polacy odnaleźli okręt i ponownie wcielili go do służby. Został z niej ostatecznie wycofany w 1977 r, kiedy to trafił na złom.

12 marca 1946 r. cztery polskie okręty, które w trakcie wojny pełniły służbę w niemieckiej marynarce wojennej, powróciły do Polski.

Dwa tomy autorstwa Mariusza Borowiaka , które dotychczas trafiły do rąk czytelników, stanowią bardzo ciekawy zalążek całej serii. W marcu na półkach księgarskich znaleźć się ma trzeci tom dotyczący Oddziału Wydzielonego Wisła, nad którym patronat medialny objął „Tygodnik Bydgoski”.

 

Krzysztof Drozdowski

Krzysztof Drozdowski Autor

Publicysta, autor wielu książek historycznych.