Piłka Nożna 27 cze 09:52 | Redaktor
Dwunastym zawodnikiem Zawiszy są kibice [ROZMOWA]

Marcin Łukaszewski (z prawej) był zawodnikiem Zawiszy, teraz jest dyrektorem sportowym/fot. Anna Kopeć

– W ciągu pięciu lat zrobiliśmy cztery awanse, a klub stoi na silnych fundamentach. Przetrwaliśmy dzięki oddanym kibicom oraz wsparciu zaprzyjaźnionych firm – mówi Marcin Łukaszewski, dyrektor sportowy Stowarzyszenia Piłkarskiego „Zawisza”.

„Tygodnik Bydgoski”: Który to już awans z Twoim udziałem?

Marcin Łukaszewski: Jeśli dobrze pamiętam, to jest mój siódmy awans. Trzeci jako zawodnika i czwarty jako dyrektora sportowego. Trochę się tego uzbierało, ale wierzę, że to jeszcze nie koniec. Ambicje Zawiszy są duże.

12 czerwca 2011 roku Zawisza Bydgoszcz pokonał Czarnych Żagań 2:1 i awansował do I ligi. Co się stało w 35. minucie tamtego spotkania?

Ten mecz był dla mnie wyjątkowy. Okoliczności, które wytworzyły się dookoła meczu, nie pomagały drużynie. Ataki ze strony prasy i dziwne wypowiedzi z ratusza. To wszystko podnosiło mocno ciśnienie. Tym bardziej cieszę się, że zrealizowaliśmy cel i zdobyliśmy upragniony awans. Jako wychowanek Zawiszy zawsze marzyłem, aby zagrać w takim meczu.

Pamiętam, jak nie mogłem doczekać się tego spotkania. Cały tydzień chodziłem bardzo naładowany. Dużo rozmawiałem z chłopakami z drużyny i motywowałem ich. Tłumaczyłem, jak bardzo klub i miasto potrzebują tego awansu. Jednak o mało co, a nie zagrałbym w ogóle. Dzień przed meczem na treningu mocno skręciłem staw skokowy. Lekarz twierdził, że nie powinienem ryzykować, bo grozi mi poważna kontuzja i możliwa operacja. Rozmawiałem z trenerem Topolskim (Adam Topolski, trener Zawiszy Bydgoszcz w latach 1991/92 i 2011 – przyp. red) powiedziałem mu, że całe życie czekałem na taki mecz i nie mogę go odpuścić. Trener zrozumiał sytuację i ustaliliśmy, że jeśli dam radę, to zagram.

W dniu meczu przyjechałem wcześniej. Masażysta zrobił wszystko, aby ograniczyć ból. Kilka zastrzyków, podwójne tapy i było okej. Niestety, w 35. minucie przy wyskoku do zagrania głową niefortunnie upadłem i poczułem mocny ból. Nie byłem w stanie kontynuować gry. Byłem załamany, bo schodziłem przy wyniku 0:1. Na szczęście koledzy z drużyny strzelili dwie bramki i wygraliśmy ten mecz. Do zwycięstwa poniosły nas trybuny. Doping w tym dniu był niesamowity. Jeden z lepszych, jakie pamiętam. Później wspólne świętowanie i zabawa na Starym Rynku do godzin porannych.

Po badaniach lekarskich okazało się, że uraz się pogłębił i czeka mnie kilka miesięcy przerwy. Następnie nie porozumiałem się z Osuchem (Radosław Osuch – ówczesny właściciel klubu przyp. red.) i było to moje ostatnie 35. minut w barwach Zawiszy. Po wyleczeniu kontuzji nie poszedłem już grać do żadnego innego klubu. Gdy byłem młody, to powiedziałem sobie, że zaczynam przygodę piłkarską w Zawiszy i w Zawiszy chcę ją zakończyć.

Pięć lat później trzeba było zacząć wszystko od zera. Jak wspominasz budowę zespołu na rozgrywki w B-klasie?

Był to bardzo trudny okres w historii klubu. Spotkała się grupa fanatyków, którzy stwierdzili, że Zawisza nie może zniknąć z piłkarskiej mapy Polski. Pomimo olbrzymich trudności udało się rozpocząć misję pt. „Odbudowa Klubu”. Przetrwaliśmy dzięki oddanym kibicom oraz wsparciu zaprzyjaźnionych firm.

Jeśli chodzi o budowę drużyny, to nie było trudne zadanie. Chęć pomocy i gry zgłosiło kilkudziesięciu chłopaków, w większości z piłkarską przeszłością w Zawiszy. Trenerzy zrobili selekcję i zaczęliśmy sezon w B-klasie. Mam wielki szacunek do tych chłopaków. Żaden z nich nie pytał o pieniądze, nikt nie narzekał na warunki treningowe. Robili to po prostu dla Zawiszy i za to im chwała.

W ciągu pięciu lat zrobiliśmy cztery awanse, a klub stoi na silnych fundamentach. Zarząd z prezesem na czele dwoi się i troi, aby Zawisza szedł do przodu. Zrobiliśmy milowy krok przy rozbudowie Akademii. Jest co raz więcej trenerów. Mamy bardzo utalentowaną młodzież. Jestem przekonany, że w przyszłości będą stanowić główną siłę Zawiszy.

Jako dyrektor sportowy odpowiadasz za dobór, poszukiwanie i kontraktowanie zawodników do gry w Zawiszy. Jaki masz pomysł? Pomaga Ci w tym doświadczenie zdobyte podczas gry w Ekstraklasie?

Na pewno doświadczenie z Ekstraklasy się przydaje. Dużo dają mi również zdobyte wcześniej kontakty. Początki jednak nie były proste, bo była to dla mnie nowość.

W 2016 roku zarząd klubu zapytał mnie, czy pomogę przy budowaniu drużyny. Zgodziłem się z myślą, że potrwa to maksimum rok. Dzisiaj mija pięć lat i jestem dalej. Jak długo jeszcze, trudno powiedzieć. Im wyższa liga, tym pracy jest dużo więcej.

Jak wyszukujesz zawodników?

Na początku rozmawiamy z trenerem i ustalamy, na jakie pozycje potrzebujemy wzmocnień. Przygotowujemy profil zawodnika i zaczynamy szukać. Nasze województwo mam dość dobrze przefiltrowane, więc szybko wiem, czy znajdziemy kandydata blisko klubu. Jeśli nie, to szukamy dalej. Jak pojawia się odpowiednia osoba, to staram się jechać na obserwację na żywo. Gdy nie mogę jechać, to oglądam mecze w Internecie. Następnie robię wywiad telefoniczny wśród znajomych. Jeśli ocena jest pozytywna, to zapraszam na spotkanie i rozmawiamy. Oprócz umiejętności piłkarskich bardzo ważne dla mnie są cechy charakteru. Nie każdy nadaje się do gry w takim klubie, jak Zawisza.

Ostatnie okienko było dość ciekawe. Potrzebowaliśmy kilku wzmocnień zimą. Szukaliśmy silnego i wysokiego środkowego obrońcy. Miałem trzech kandydatów, ale nie do końca byłem przekonany, którego wybrać. Pamiętam, jak w Internecie oglądałem mecz za meczem. W Sylwestra przed kolacją oglądałem jeszcze trzy mecze jednego z zawodników. Żona i dzieci patrzyli na mnie i pytali, czy jestem normalny. Teraz mogę stwierdzić, że warto było. Chodzi o Ariela Jastrzembskiego. Mocno przyczynił się do naszego awansu. Ogólnie uważam, że kadrowo mieliśmy najlepszy zespół w tej lidze.

Bardzo się cieszę również, że udało się pozyskać trenera Piotra Kołca. Miałem kilku kandydatów, ale po pierwszej rozmowie czułem, że to jest ten gość, którego Zawisza potrzebuje. Zaprosi- łem trenera na spotkanie z zarządem i szybko doszliśmy do porozumienia. Nie przeszkadzało mu to, że jesteśmy w IV lidze. Przekonała go marka klubu. Jest to bardzo ambitny człowiek i jestem pewien, że usłyszymy o nim w przyszłości.

Przy okazji mojej pracy chciałbym serdecznie podziękować wszystkim zawodnikom i trenerom, którzy do tej pory pracowali w Zawiszy. Ten sukces to również Wasza zasługa. Dziękuję również kibicom, zarządowi klubu oraz Leszkowi i Wojtkowi, którzy bardzo pomagają mi w tematach transferowych. Działamy w zespole.

Jak kadra Zawiszy Bydgoszcz będzie wyglądała za sześć tygodni? Będą jakieś spektakularne transfery?

Jeśli chodzi o kadrę na nowy sezon, to zrobiliśmy z trenerem analizę i ustaliliśmy, na jakich pozycjach potrzebujemy wzmocnień. Większość z zawodników, którzy wywalczyli awans, zostanie z nami. Są jednak tacy, z którymi się rozstaniemy. Z każdym z nich się spotkamy i poinformujemy osobiście.

Kibiców na pewno interesują nowe nazwiska. Mamy wytypowanych zawodników, ale jeszcze za wcześnie, aby podać ich personalia. Trzeba ograniczyć do minimum margines błędu. Trzecia liga zapowiada się bardzo trudno. Wierzę w to, że sprawimy niejedną niespo- dziankę, a naszym dwunastym zawodnikiem jak zawsze będą nasi kibice.

Bardzo liczymy na Wasze wsparcie.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor