Pozostałe 30 kwi 11:23 | Krzysztof Drozdowski
Arcymistrzyni Soćko: Jestem zawodniczką głodną sukcesów [ROZMOWA]

fot. Anna Kopeć

– Gra z komputerem jest nieciekawa. Brakuje w niej emocji, spojrzeń i stanięcia oko w oko z przeciwnikiem – mówi arcymistrzyni szachowa Monika Soćko. W Bydgoszcz trwa już gra na żywo – w środę (28 kwietnia) otwarto Mistrzostwa Polski w Szachach.

Krzysztof Drozdowski: W Pani biografii jest mnóstwo sukcesów. Który jest najważniejszy?
Monika Soćko: Zawsze mam problem z tą odpowiedzią i niejednokrotnie udzielam innej, w zależności od chwili. Mistrzostwo Polski, Mistrzostwa Polski Kobiet, Mistrzostwa Polski Juniorek i medale na Mistrzostwach Świata Europy Juniorek mają dla mnie ogromne znaczenie, ale tytuł arcymistrza męskiego to jest coś, do czego trzeba dojść bardzo ciężką pracą. Trzeba zdobyć kolejno trzy normy. Posiadam ten tytuł, więc to dla mnie jest największe i najbardziej prestiżowe wyróżnienie. 

Zdobyła Pani ośmiokrotnie tytuł szachowej Mistrzyni Polski. Czy nadal czuje Pani głód sukcesu, czy jako szachistka czuje się już Pani spełniona?
Może nie ja sama, ale moje otoczenie, przyjaciele, znajomi i kibice, wywierają „presję” – sprawdzili, że Krystyna Radzikowska była aż dziewięć razy mistrzynią. Kibicują mi więc, żebym zdobyła ten dziewiąty, a może i dziesiąty tytuł. Medali srebrnych i brązowych mam więcej, więc potrzebny jest jeszcze jeden złoty, żeby można było powiedzieć, że jestem najbardziej utytułowaną Polką w historii. Poza tym, jestem sportowcem walczącym i oczywiście biorąc udział w mistrzostwach, walczę o to, żeby je wygrać. 

Czy kobiety lubią się mierzyć z mężczyznami, czy wolą się zamknąć w kobiecej lidze szachowej?
Pamiętam sytuację, kiedy przejechaliśmy na półfinały Mistrzostw Polski z moimi dziećmi, które także grają w szachy. Wśród chłopców było 40–50 zawodników i tylko piątka z nich mogła awansować. Natomiast wśród dziewcząt przyjechało sześć zawodniczek, z czego pięć musiało awansować. Szanse były więc bez porównania większe – już na samym początku okazuje się, że ta rywalizacja się różni. Możliwe, że mniej dziewczynek interesuje się szachami, a w starszym wieku, nie ukrywajmy, rywalizując z mężczyznami, skazujemy się na przegraną. 

Dlaczego kobiety w szachy grają słabiej od mężczyzn?
Trudno powiedzieć, myślę, że składa się na to wiele czynników. Na pewno kobieta jest mniej odporna psychofizycznie. Mężczyźni generalnie łatwiej sobie radzą z „odpornością”, lepiej sobie radzą fizycznie. Kobiety nie wytrzymują tej ciężkiej codziennej pracy i po prostu odpuszczają. To „odpuszczanie” powoduje, że mają słabsze rankingi, mają mniej tytułów. 

Gdy rozmawiamy o szachach, na myśl przychodzi serial „Gambit królowej”. Czy serial odzwierciedla realia szachowe? 
Niestety, nie wygląda to w ten sposób, że kobieta zdobywa mistrzostwo świata. Nigdy wcześniej się to nie udało. Natomiast w znacznej mierze serial oddaje realia turniejowe, przynajmniej te z przeszłości. 

Co jest dla Pani cenniejsze – dziesiąte miejsce w kategorii męskiej czy bycie pierwszą wśród kobiet?
Nagroda za dziesiąte miejsce w kategorii mężczyzn będzie dużo „słabsza” niż pierwsze miejsce w kategorii kobiet, więc zawsze, będąc przed takim dylematem, gdy mogłam wybrać, wybierałam kategorię kobiecą. Jednakże oczywiście większy prestiż przynosi zwycięstwo w turnieju męskim.

Mamy obecnie czas pandemii i w związku z tym wszelkie turnieje zostały odwołane. Jak więc Pani i inni zawodnicy przygotowują się do gry? 
Wszystko przeniosło się do Internetu. Jednak gra z komputerem jest nieciekawa. Brakuje w niej emocji, spojrzeń i stanięcia oko w oko z przeciwnikiem. Dodatkowo, jako że gra się na czas, trzeba mieć dobrze wyćwiczony refleks. A ja nie najlepiej się czuję w styczności z komputerem. I wtedy, gdy okazuje się, że decydują sekundy, to przegrywam. Zdecydowanie wolę więc grać na żywo. Tak jak Pan wspomniał, od roku nie mamy innego wyboru. Na samym początku pandemii zdaliśmy sobie sprawę, że troszeczkę w ten Internet warto wejść. Na całym świecie szukało się turniejów, żeby właśnie tak zaistnieć, ale nie jest to to samo, tym bardziej, że nagrody nie są tak samo wysokie. Trudno też to wszystko kontrolować, bo niestety okazuje się, jak w każdym sporcie, że zdarzają się oszuści. Niektórzy po takich niemiłych doświadczeniach w Internecie, po porażkach z dużo słabszymi przeciwnikami, zrezygnowali z takiej formy gry i teraz tylko trenują.

Czytaj również: Wielkie święto szachów w Bydgoszczy 

Krzysztof Drozdowski

Krzysztof Drozdowski Autor

Publicysta, autor wielu książek historycznych.