Wywiady Tygodnika Bydgoskiego 4 kwi 2019 | Redaktor
Krzysztof Drozdowski jedynką konfederatów: Duopol jest w naszym kraju bardzo niebezpieczny

fot. Anna Kopeć

Każdy ze znanych nam polityków poniósł w swoim życiu jakąś porażkę. To właśnie one budują charakter, a obawa o przegraną powoduje zwielokrotnienie podejmowanych wysiłków - mówi Krzysztof Drozdowski, pasjonat historii, kandydat na radnego, a teraz sekretarz Federacji dla Rzeczpospolitej i „jedynka” na listach Konfederacji w wyborach do Parlamentu Europejskiego, w rozmowie z „Tygodnikiem Bydgoskim”.

Jarosław Kopeć: Od historyka do polityka, jak się przebywa taką drogę?

Krzysztof Drozdowski: Zaczęło się od tego, że badając naszą regionalną historię, poznawałem coraz więcej spraw zaniedbywanych w naszym mieście. Bydgoska polityka historyczna praktycznie nie istnieje i z tym nie mogłem, i nadal nie mogę się zgodzić. Z tego powodu postanowiłem włączyć się w nurt bieżącej polityki, by mieć świadomy udział w tym, co dzieje się w naszym mieście, i szerzej, w naszym kraju. Ze względu na moje przekonania jedynym realnym posunięciem było włączenie się w struktury Kukiz’15, czego nie żałuję, gdyż poznałem tam wielu wartościowych ludzi. Natomiast różne nieczyste zagrywki na górze organizacji, która nie chciała być partią, a działała jeszcze bardziej niż ona oligarchicznie, budziły mój sprzeciw. Mamy tego dowód choćby i dziś, kiedy całe struktury K’15 przechodzą pod skrzydła Konfederacji. Kilka dni po moim odejściu to samo zrobił Marek Jakubiak, z którym się skontaktowałem. Tak zaczęła się nasza wspólna działalność. Zostałem mianowany przewodniczącym „Federacji dla Rzeczpospolitej“ w regionie kujawsko-pomorskim, a następnie zostałem powołany do zarządu FdR i w efekcie na stanowisko sekretarza generalnego. To powoduje, że mam znacznie mniej czasu na pisanie książek. Choć, korzystając z okazji powiem, że kolejna ukaże się w ciągu miesiąca.

Startował Pan w wyborach samorządowych z ramienia Kukiz’15. Niepowodzenie nie zraziło Pana?

Wybory to wielki sprawdzian dla każdego polityka. Swoiste święto demokracji. Jakiekolwiek zrażanie się ewentualną przegraną mogłoby doprowadzić do zaniku zawodu polityka. Każdy ze znanych nam polityków poniósł w swoim życiu jakąś porażkę. To właśnie one budują charakter, a obawa o przegraną powoduje zwielokrotnienie podejmowanych wysiłków. Mój wynik w wyborach samorządowych oczywiście był porażką, gdyż plan uzyskania mandatu radnego się nie powiódł, natomiast jednocześnie był sprawdzianem i nauką na przyszłość.

Jak Pan ocenia wynik koalicjanta, Grzegorza Brauna, w marcowych wyborach prezydenckich w Gdańsku? 12 procent to dużo czy mało?

Wynik, który otrzymał Grzegorz Braun, jest oczywiście wysoki i bardzo dobry. Pozwolił na pokazanie zupełnie innego podejścia do polityki samorządowej i był próbą przerwania pasma swoistego nepotyzmu partyjnego, który zagnieżdża się w każdym mieście rządzonym zbyt długo przez jedno ugrupowanie. Oczywiście, należy również rozpatrywać ten wynik poprzez brak konkurencji ze strony PiS-u, który wiedząc, że wystawienie jakiegokolwiek kandydata i tak nie przyniesie sukcesu, wycofał się z uczestnictwa w wyborach. Natomiast tym bardziej należy podkreślić odwagę polityczną Grzegorza Brauna, który wystawił swoją kandydaturę i prowadził bardzo dobrą kampanię. To też pokazało, że istnieje realna siła na narodowej scenie politycznej, z którą trzeba i należy się liczyć.

W Polsce krystalizuje się system dwupartyjny. Jakie miejsce widzi Pan dla mniejszych ugrupowań?

Najnowsze sondaże ewidentnie wskazują duopol dwóch największych partii PO i PiS. Jednak wokół nich istnieją wolne elektrony, takie właśnie jak Federacja dla Rzeczypospolitej, podejmujące próby rozbicia tego partyjnego betonu scementowanego przy okrągłym stole. Duopol jest w naszym kraju bardzo niebezpieczny, gdyż prowadzi do totalnej wojny ideologicznej pomiędzy zwolennikami obu ugrupowań, co przekłada się również na coraz większą agresję fizyczną. Sam tego ostatnio doświadczam, bo okna mojego mieszkania od dwóch tygodni są regularnie obrzucane jajkami.

Czym Pan tłumaczy te akty agresji. Czyżby Pana sprzeciwem wobec ekspansji ideologicznej środowisk LGBT?

Ataki na moje mieszkanie zaczęły się właśnie w dniu, w którym wystosowałem swój list otwarty w tej sprawie. Na szczęście, po informacji, że sprawę zgłaszam na policję, ataki ustały. Na pewno zatem mogę je połączyć z moją działalnością polityczną. Nie wywarły one na mnie żadnego wrażenia oprócz politowania nad losem sprawcy tych incydentów. Bardziej przeżyła to moja rodzina. W polskiej polityce jest coraz większa agresja słowna, a ostatnio również fizyczna. Trzeba się temu przeciwstawiać. Natomiast co do samego listu, nadal nie otrzymałem odpowiedzi na zadane pytania. Nie ma i nie może być zgody na ciągłe przesuwanie granic moralnych, etycznych i dotyczących tego, co jest dopuszczalne w przestrzeni publicznej. Wymuszanie na nas tego, byśmy akceptowali w szkołach homopropagandę, mam nadzieję nigdy nie znajdzie poparcia u zdrowo myślących ludzi. To, co kto robi w łóżku, to jego indywidualna sprawa. Niech tylko nie wychodzi z tym na ulice i nie wymaga dla swoich moralnie wątpliwych zachowań specjalnego traktowania. Prawem nadrzędnym jest konstytucja i wszyscy wobec niej mają takie same prawa i obowiązki.

Prognozy przedwyborcze dają Waszej koalicji niewielkie szanse na przekroczenie progu wymaganego do udziału w podziale mandatów. Czym chcecie uwieść wyborców?

Od czasu przystąpienia Federacji dla Rzeczypospolitej Marka Jakubiaka do Konfederacji notujemy w kolejnych sondażach tendencję zwyżkową. Do czasu wyborów powinniśmy osiągnąć stabilną pozycję, która pozwoli nam na wprowadzenie swoich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego. Pozwoli nam to realizować postulaty, o których inne ugrupowania jedynie ciągle rozmawiają, bez przełożenia na realne działanie. W drodze do Parlamentu Europejskiego przyświecają nam trzy główne cele, które są elementem naszego programu pn. „Patriotyzm i Wolność”. Pokrótce, będziemy walczyć o polską politykę zagraniczną, która ma służyć polskiej racji stanu i realizującej nasz interes narodowy. Zdecydowanie nie zgadzamy się na uległość, czy to wobec USA, Niemiec, Izraela, czy też nieodpowiedzialnym dyrektywom i rozporządzeniom Parlamentu Europejskiego. Wiąże się to bezpośrednio z drugim punktem naszego programu, jakim jest nadrzędność polskiego prawa, czyli polskiej konstytucji, nad prawem unijnym. Możemy tu mówić również o naszym sprzeciwie co do powołania tzw. armii europejskiej, wprowadzenia waluty euro czy też szafowaniu dotacjami unijnymi w ramach walki z rządem, który ma odmienne zdanie w pewnych kwestiach. Tym samym chcemy walczyć o równe prawa dla polskich przedsiębiorstw czy też rolników. Sytuacja, w której polski rolnik jest gorzej traktowany od choćby niemieckiego, jest dla nas absolutnie nie do przyjęcia.

Prawo i Sprawiedliwość mówi, że to w „Polsce bije serce Europy“, a mainstraem III RP zarzuca prawicy dążenie do „polexitu”. Jaka jest wizja Unii Europejskiej konfederatów?

W samej Konfederacji panują różne poglądy na nasze uczestnictwo w Unii Europejskiej. Jedni by chcieli jej destrukcji z polexitem, a inni, tak jak moje ugrupowanie, marzą o naprawie tej instytucji. Nadal wierzymy, że Unia Europejska ma do zrealizowania ważne zadania na rzecz wspólnoty. Nie zgadzamy się jednak na próby odebrania suwerenności poszczególnym państwom, a nasze zdecydowane oburzenie budzą zwyczajnie głupie decyzje, które są na co dzień w niej podejmowane. Wystarczy podać jako przykład opracowywanie krzywizny banana czy też uznanie ślimaka za rybę, by zobaczyć, że UE zmierza w złym kierunku. Naszym celem jest zatrzymanie tej chorej sytuacji i wskazanie słusznego kierunku.

Jak Pan ocenia pomysł PSL, żeby członkostwo w UE zapisać w konstytucji RP?

W konstytucji PRL była wpisana wieczysta przyjaźń z bratnim ZSRR. Rozumiem, że komunistyczne ideały mogą być bliskie niektórym członkom PSL, którzy całkowicie zatracili swoje jestestwo, decydując się na wejście do Koalicji Europejskiej. Jeśli polskiemu rolnikowi, polskiemu chłopu, bo przecież PSL miał wyrastać z polskiej ziemi, nie przeszkadza lewicowa i homoseksualna propaganda, to oczywiście należy tylko się zastanowić nad dalszym losem tej organizacji. Wszystkich niezadowolonych i niegodzących się na takie postępowanie władz partii, która nie liczy się ze swoimi członkami, chętnie powitamy w naszych szeregach. Sympatyzuje z nami znaczna liczba członków PSL, obawiających się o przyszłość swojej partii. Szkoda, że PSL po 100 latach istnienia sprzedał swoją historię za kilka miejsc na listach wyborczych.

Wracając do samej Unii Europejskiej, to w całej Europie coraz bardziej do głosu dochodzą ugrupowania, dla których dobrem nadrzędnym jest własna Ojczyzna. Gdy dojdzie do rozpadu Unii, to co mielibyśmy zrobić z takim zapisem w naszej konstytucji? Nie powielajmy niesprawdzonych komunistycznych wzorców.

Z jednej strony Janusz Korwin-Mikke wielokrotnie mówił, że jest za karą śmierci i bardzo negatywnie wypowiadał się o niepełnosprawnych, z drugiej Kaja Godek staje w obronie życia od momentu poczęcia i występuje przeciwko aborcji w tym eugenicznej. Jak Pan się odnajduje w tym towarzystwie? 

Szczerze powiedziawszy bardzo dobrze. A to dlatego, że w naszych dyskusjach nie poruszamy takich tematów. Każde ugrupowanie ma swoje ideały i zachowuje swoją odrębność programową. Nas łączy jeden najważniejszy cel w nadchodzących wyborach. Zatrzymać ekspansję Unii Europejskiej dążącej do stłamszenia narodowych interesów i wprowadzenia szeroko pojętej tolerancji wszędzie tam, gdzie polska historia i kultura mówią „stop”. Wieki udręk, które przeżywaliśmy za sprawą rozbiorów i następnie komunistycznej okupacji, powinny sprawić, że zapali nam się lampka ostrzegawcza. Niestety, do tego nie dojdzie, dopóki niektórzy politycy, teraz reprezentujący głównie Koalicję Europejską, wywodzą się z byłego systemu. Niestety, jest to pokłosie braku zdecydowanej i jawnej dekomunizacji polskiego życia publicznego, za czym optował śp. premier Jan Olszewski.

Wasza koalicja przetrwa do wyborów parlamentarnych?

To chyba najtrudniejsze pytanie na dziś. Do 26 maja jesteśmy złączeni pod szyldem walki z próbą zawłaszczenia suwerenności narodowej. A już następnego dnia po wyborach siadamy do poważnych rozmów na temat dalszego istnienia Konfederacji, na co liczymy, gdyż tylko szeroka koalicja ugrupowań narodowych może doprowadzić do rozbicia budującego się duopolu partyjnego i walki o polską godność. Zdajemy sobie sprawę, że będzie to bitwa o Polskę, w którą zaangażowane zostaną ogromne środki finansowe państw zachodnich dążących do likwidacji polskiej racji stanu i naszej suwerenności. Na to naszej zgody nie ma. Mogę zdradzić, że czując się odpowiedzialnymi za dobro naszego kraju, już prowadzimy takie rozmowy, natomiast wszelkie decyzje zapadną po 26 maja.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor