Bydgoszcz 2 gru 14:04 | Krzysztof Drozdowski
Kto nie ma układów, idzie do zwolnienia. Czystki w Wydziale Świadczeń Rodzinnych w Urzędzie Miasta?

fot. Anna Kopeć

Od 2022 roku świadczenia socjalne z programu 500+ będą obsługiwane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Jak twierdzą pracownicy Wydziału Świadczeń Rodzinnych w Urzędzie Miasta Bydgoszczy, dało to dobry pretekst do zwolnienia niektórych pracowników. Jakie są kryteria zwolnień i czy urząd nie pozbywa się niewygodnych pracowników?

Jakieś dwa tygodnie temu jedna z koleżanek poszła na spotkanie z panią dyrektor Wydziału z zapytaniem, co
dalej z pracownikami po przeniesieniu programu 500+ do ZUS? Tam usłyszała, że pracy dla niej nie ma.
To samo usłyszało jeszcze kilka z ponad dwudziestu osób zagrożonych zwolnieniem.

 - opowiada nam jedna z pracownic Wydziału Świadczeń Rodzinnych.

Wszystko przez PiS - to ciągle słyszymy, pracując w urzędzie. Wszystko co złe, to przez PiS. Prezydent ciągle powtarza, że nie ma pieniędzy. Tyle lat już rządzi w Bydgoszczy, a ciągle słyszymy to samo.

- dodaje druga z kobiet, która spodziewa się zwolnienia.

Oficjalnym powodem likwidacji Referatu Obsługi Mieszkańców, który jest jednym z pięciu referatów Wydziału Świadczeń Rodzinnych, jest zakończenie obsługi programu 500+ przez samorząd i przeniesienie go do ZUS. Większy nacisk ma być również położony na cyfryzację obsługi mieszkańców.

Nie możemy się zgodzić na takie działania prezydenta. Pod płaszczem cyfryzacji obsługi mieszkańców jednocześnie wyrządza im się dużą krzywdę. Przecież starsi ludzie często nie poradzą sobie z obsługą komputera. W naszym referacie obsługujemy zarówno ludzi starszych, jak i chorych, często osoby z zagranicy, z Ukrainy. Czasami pomoc jednej osobie, która dodatkowo nie zna dobrze ani języka polskiego ani angielskiego może zająć półtorej godziny. Niektóre z nas trochę znają rosyjski ze szkoły i radzimy sobie w ten sposób. Ale przecież po to jesteśmy.

- mówi oburzona urzędniczka.

Zwolnieniu mają podlegać osoby bez wyższego wykształcenia. Nie ma tu znaczenia, że w wydziale nabierały doświadczenia przez kilkanaście lat.

Ja mam 17-letni staż, moje koleżanki po 15 i 16 lat pracują w urzędzie. Mówienie nam, że jesteśmy już niepotrzebne, bo zastąpić ma nas komputer, jest bardzo niemiłe. Mamy ogromny żal do prezydenta Bruskiego, że się nami nie interesuje. Praktycznie od czasu, gdy nasz referat przeniesiono na Zachem, ani razu się u nas nie pojawił. Nie zapytał czy potrzebujemy jakiejś pomocy itd. Poprzedni prezydent pojawiał się w różnych wydziałach regularnie, dopytywał o problemy, znał swoich pracowników

- ze łzami w oczach opowiada nam rozżalona urzędniczka.

Jak prezydent nie zna problemów swoich pracowników, to jak on może znać problemy mieszkańców?

- dodaje druga z pań.

Część pracowników referatu ma zatrzymać posady, ale zostaną przeniesieni do innych wydziałów. To również wzbudza niezadowolenie u kobiet, które obawiają się, że jest to tylko markowanie troski o nich. Kobiety obawiają się, że po trzech miesiącach, niezależnie od tego, co zrobią, 
i tak usłyszą, że się nie nadają i zostaną zwolnione. 

To nie wszystkie zarzuty, jakie stawiają urzędniczki prezydentowi i kierownictwu Wydziału.

Wszyscy wiemy, w jakich warunkach teraz pracujemy. Pandemia szaleje od ponad roku. 
Dla naszej ochrony wstawiono szybę z plexi, której nie możemy dezynfekować, gdyż od razu zmatowieje i nic nie będzie widać. To jednak najmniejszy problem. Kiedy my jesteśmy w bezpośrednim kontakcie z mieszkańcami, to nasze kierownictwo się pozamykało w pokojach i niechętnie do nas schodzą. Boją się zakażenia. My się bać nie możemy.

- skarży się jedna z pracownic referatu i dodaje, że kilka osób pracuje w jednym pomieszczeniu. Wielu mieszkańców czeka w kolejce na obsługę. - Na drzwiach mamy napisane, by nie wchodziło do środka więcej niż pięć osób i tyle. Niestety nie ma komu tego pilnować.

Nawet nie chcę już mówić o podwyżkach, gdyż ostatnią mieliśmy kilka lat temu w wysokości kilkudziesięciu złotych. No, ale ciągle słyszymy, że nie ma pieniędzy w kasie Miasta

 - dodaje druga z kobiet.

Wracając do tematu mających nadejść zwolnień, kobiety usłyszały, że przed świętami wypowiedzeń nie otrzymają. Jedna z trzech pracownic, z którymi się spotkaliśmy, opowiada również o nieprzyjemnych dla niej sytuacjach, które ją dotknęły w trakcie pracy ze strony dyrekcji Wydziału. Od pani dyrektor usłyszała, że ta nie wiedziała, iż jedna z pracownic jest „taka kościółkowa”. Kobiety uważają, że zwolnieni mają być ci pracownicy, którzy zwyczajnie nie odpowiadają linii politycznej preferowanej przez prezydenta. 

W tle sprawy na korytarzach Urzędu słychać o ciasnocie, narażeniu życia i zdrowia przez możliwość zakażenia Covidem, nerwicy, depresjach i terrorze psychicznym. Trudno dać temu wiarę! Czy to możliwe, aby aż tak źle działo się w wydziale Urzędu Miasta? 

Pytania o sprawę skierowaliśmy do magistratu, na razie nie otrzymaliśmy odpowiedzi. 

Do tematu wkrótce wrócimy.

Krzysztof Drozdowski

Krzysztof Drozdowski Autor

Publicysta, autor wielu książek historycznych.